Najdziwniejsza osoba, którą spotkałam w więzieniu, część I

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

Warsztaty blogowe Leszka Wejcmana (Lekcjepisania.pl) zaowocowały kilkoma fajnymi postami, przedstawiającymi interesujące obserwacje. Tę galerię ciekawych postaci podzielimy na dwie części. Dzisiaj część pierwsza, a już za tydzień druga.

Wiele osób bardzo dziwnych spotkałam w tym więzieniu. Jest to dość specyficzne miejsce i trafiają tu różne postaci, jedne bardziej wyraziste, które mimowolnie zapadają w pamięć, inne mniej.

Jedną z dziwniejszych osób, która na dobre zapadła mi w pamięć, jest moja dobra koleżanka, obecnie przebywająca już na wolności. Karę wraz ze mną odbywała w Grudziądzu w 2013 roku. Na swój sposób była jedyna w swoim rodzaju. Moją uwagę przykuły jej natręctwa, borykała się z pewnego rodzaju uzależnieniem, ale nie takim powszechnym, z jakim spotykamy się w tym specyficznym miejscu którym jest zakład karny.

Kasię prześladowała nerwica natręctw w postaci prania wszystkiego, co wpadło jej w dłonie. Były to przeróżne rzeczy, od bielizny po stare szmaty do podłogi. Ktoś może pomyśleć, że tak na prawdę to nic wielkiego, przecież to normalne, że dba się o czystość i higienę, jednak ja uważam to za anormalną rzecz ze względu na to, że Kasia prała rzeczy, które chwilę wcześniej  zdążyła wyprać i powiesić do wyschnięcia. Bardzo było mi jej szkoda, bo tak naprawdę przeżywała męki, kostki u dłoni miała całe pościerane, a z naskórka sączyła się krew. Było mi bardzo ciężko patrzeć na krzywdę,  jaką Kasia wyrządza samej sobie. Tym bardziej było mi ciężko, iż bardzo zżyłyśmy się i każdego dnia próbowałam sugerować jej, by troszkę przystopowała i ograniczyła swój „nałóg”. Jednak nie potrafiłam dotrzeć do jej schorowanej głowy. Kasia męczyła się, każdej nocy płakała po cichu. Byłam w jej sprawie u pani psycholog, miałam nadzieje, że gdy specjalista zajmie się problemem Kasi, to rezultat będzie błyskawiczny. Myliłam się. Kasia nie potrafiła się otworzyć przed psychologiem. Wyczuwałam też delikatną pretensje jej w moim kierunku, ale nie chciałam drążyć tego tematu więcej, bo widziałam, jaki ból sprawia jej rozdrapywanie tego wszystkiego.

Mam do siebie wielki żal, że nie potrafiłam dotrzeć  do Kaśki i jej pomóc. Wiem, że ona tego nie oczekiwała ode mnie. Mimo wszystko, żal mam do siebie duży.

Anna  Gwiazdka

Najdziwniejszą osobą była Anetka, która przyjechała z innej jednostki – jedynie przenocować. Miała jechać dalej, bo była zakwalifikowana do terapii na tak zwaną „eskę”, ale my wtedy tego nie wiedziałyśmy. Anetka miała około 30 lat, ubrana była na sportowo, ale najdziwniejsze było to, że nie rozstawała się z białą skórzaną torebką, którą trzymała pod pachą. Ścieliła łóżko – torebka pod pachą, ręce w zlewie – torebka pod pachą, myk do łazienki – z torebką. Na początku Anetka mało mówiła, ale za to bardzo przykuwała naszą uwagę właśnie tą torebką. Koleżanka z celi zapytała w końcu: o co chodzi? Anetka w odpowiedzi bardzo na nas naskoczyła, żebyśmy się zaczęły interesować własnymi sprawami. Odpuściłyśmy rozmowę, bo wyczułyśmy, że coś jest z nią nie tak. Ale najlepsze było dopiero przed nami. Anetka odebrała  kolację, wyciągnęła rączkę po leki  do oddziałowej, a tu leków nie było. Zaczął się krzyk, walenie w drzwi, że nie będzie tu siedziała i cały czas naciskała włącznik światła do kącika sanitarnego – bo myślała, że to domofon. W końcu przyszedł dowódca i zdecydowanym głosem kazał jej się położyć spać i dać spokój. Anetka coś tam jeszcze do niego pyskowała (stojąc cały czas z torebką pod pachą), aż w końcu dowódca rzekł  „kładź się na koję, bo Ci dojdzie wyrok za zagłuszanie ciszy nocnej”. Ja się zdziwiłam – bo do ciszy nocnej jeszcze daleko, ale bardziej mnie zdziwił fakt, że to na Anetkę podziałało. Walnęła się na łóżko i nie odezwała się już do rana. Przed apelem dostała prowiant i pojechała się leczyć w Polskę… z torebką na ramieniu. Chcę nadmienić, że Anetka wjechała do celi po obiedzie, a dowódca uciszył ją przy apelu wieczornym.

Pełnoletnia

Tak dużo dziwnych osób i różnorodnych dziwolągów w tym miejscu się spotyka, że sama nie wiem, kto mógłby Was zaciekawić. Ale, ale.., taka jedna co mi w pamięć zapała najbardziej to… nazwijmy ją Balbinka. A dlaczego ją pamiętam najbardziej? Przezwisko adekwatne do wyglądu, dodajmy oczy nieskalane myśleniem i wypisz, wymaluj Balbina.

  Gramy z w/w koleżanką w warcaby- przegrała, to się uprzejmie pytam:

 – Rewanżyk ?

 I tu pada odpowiedź:

  – Ok….., a jak w to się gra?!!!

Albo przykład drugi. W naszym więziennym radiowęźle leciał Niemen „Sen o Warszawie”, a ona pędzi z kolejki (mało nóg nie pogubi)

Woła:

-Cicho, cicho HIMEN !!!

Sami widzicie, że życie tutaj różami usłane nie jest.

Bella

„Moda” w więzieniu

Moda w więzieniu – nie jest to moda przez duże M, ale „moda” pisana w cudzysłowie. Uzależniona najczęściej od tego, co otrzymamy od znajomych czy rodziny z zewnątrz – i to ograniczoną ilość. Biorąc pod uwagę fakt (szczególnie na początku naszego pobytu za kratami), że ci, którzy pozostali po tamtej stronie muru są w szoku i często nie wiedzą, jak się tutaj egzystuje. Odzież nie jest trafiona.

Ale jesteśmy kobietami. Bez względu na to, gdzie przebywamy, zawsze chcemy wyglądać dobrze, modnie i świetnie czuć się w danym ubraniu czy makijażu. Więc co możemy zrobić? Oczywiście w miarę możliwości i potrzeb uruchomić igłę, nitkę, mydełko, druty i swoje (bądź koleżanki) zdolności i umiejętności krawiecko-rękodzielnicze, twórczą wyobraźnię i poddać to, co mamy, przeróbkom. Często wystarczą podstawowe przeróbki krawieckie typu: zwęzić, poszerzyć, podłożyć, przesunąć, zmienić guziki.

Największą bolączką tutejszego miejsca jest to, że możemy posiadać tylko trzy „góry” i najczęściej jest to zestaw: bluza lub sweter i dwie bluzki. Problem robi się, gdy trzeba uprać bluzę i schnie ona od półtora do dwóch dni (nie ma pralek i wirówek – ręczne wykręcanie jest mniej skuteczne). Co wówczas? Lipa, jak zrobi się zimno, podobny problem, gdy jest upał i musimy zużyć dwie bluzki, bo najzwyczajniej spociłyśmy się i trudno, aby po umyciu założyć ten sam ciuch. W takich sytuacjach marzy się nie o pełnej szafie, ale po prostu o dodatkowej bluzce czy bluzie.

Ale nie poddajemy się, bo w końcu kobiety zawsze lubiły być na topie. Robimy sobie same bransoletki, splatając je w osobne węzły z kolorowych nici, różnych sznurków i koralików (towar deficytowy). Zresztą ręcznie robiona biżuteria to hit ostatnich sezonów. Na szydełku wykonujemy różnego rodzaju naszyjniki i bransoletki. Uwierzcie mi, niektóre są prawdziwymi dziełami w wersji mini. Niestety, nie mam możliwości załączenia zdjęcia.

Jeśli ktoś tylko posiada materiał – włóczkę – to i sweterek czy tunikę udzierga na drutach lub szydełku. Inspiracje i wiadomości, co w modzie piszczy, czerpiemy z prasy i telewizji. Ja ostatnio zrobiłam na szydełku czarny sweter wzorem siatkowym, a na dole są przyszyte szydełkowe motywy kwiatowe w różnych kolorach i lekko w stylu góralskim – w nawiązaniu do aktualnych trendów kwiatowych i etno. Również zrobiłam na szydełku torebkę dla córki, która ponoć robi furorę wśród jej koleżanek na uczelni.

Czasami drobny detal w postaci np. małego hafciku czy naszytych różnokolorowych guzików na zwykłą czarną tunikę dzianinową (np. na ramionach i wzdłuż dekoltu) zmienia przeciętny ciuch w jedyny i niepowtarzalny.

Tak więc trochę inwencji twórczej i umiejętności, a możemy nawet w tym miejscu stworzyć coś niebanalnego. Do tego trochę makijażu i już mamy poprawione samopoczucie.

Mańka (Magda)

Moda więzienna? Jest, i owszem. Tak jak zwykle to bywa, ludzie również tu kierują się hasłem: „jak Cię widzą, tak Cię piszą”. I niestety Twój status społeczny wzrasta wraz z kosztownym strojem. Niestety, rzadko docenia się człowieka za to, co sobą reprezentuje: kulturę osobistą, życzliwość, szczerość. Natomiast drogi firmowy ubiór przysparza Ci sprzymierzeńców, pochlebców lub pseudoprzyjaciół. Bo w więzieniu jak masz dużo, to coś znaczysz. Dlatego prawie każda z osób chce wyróżnić się czymś kosztownym i firmowym. Rewia mody, pełen „look” – fryzura, makijaż, ubiór są obowiązkowe przy każdym wyjściu z celi, nawet tym kilkuminutowym! Niestety, niektóre wyglądają kiczowato, uważając, że im więcej, tym lepiej. Dodam, że są zobowiązane założyć paskudny mundurek, który przykrywa ich „piękny” strój, ale nadal widać paznokcie, fryzurę i makijaż :). I nie krytykuję tu nikogo, że dba o siebie, że chce pokazać, że wszystkiego, co ludzkie, mu nie odebrano. Raczej chcę zwrócić uwagę na kwestię tych osób, które są biedniejsze, skromniejsze. Przecież one nadal są ludźmi – a często bardziej wartościowymi niż ci, co dużo mają. A jednak przez brak super-ciuchów są spychane na niższy pułap społeczności – nawet więziennej. Niestety, system im nie pomaga, bo nie mając pracy, nie mogą sobie kupić nawet herbaty, więc koło się zamyka. Przykre.

Daga

Moda Kamczatkowska 🙂

Dla mnie jest tu jedna moda – moda na najlepszy, najładniej skrojony mundurek, czyli ubranie służbowe, w którym musimy poruszać się wychodząc z celi. Jest to bardzo uciążliwe dla mnie, bo nieraz wychodzę tylko na pięć minut do telefonu i muszę przywdziewać swój mundur, inaczej nie wyjdę z celi. Oczywiście zawsze staram się mieć jakieś fajne dodatki do tego ubioru, np. kolorowe buciki, bluzeczka pod spodem też musi być kolorowa, bo nasze „firmówki” są dość smutne i ponure, tak więc kolorowe dodatki są wskazane :).

Magda