Moje autorytety c.d.

0

5-DSC_0545

Temat padł, pustka w głowie… Ale chwilunia, nie ma się nad czym w ogóle zastanawiać, przecież mam taką osobę – ś.p. Mąż… Tak, to ponad wszystko: On. Bardzo dużo dla mnie znaczył, moja pierwsza Miłość – szczera, oddana, bezgraniczna i jedyna!
Nie mam go od sześciu lat. Miał wypadek na budowie. Zbyt młody i zbyt zachłanny na szczęście rodzinne, które budowaliśmy. Miał 25 lat… cóż… nasze drogi chwilowo się rozeszły, bo ja na Ziemi, a on w Niebie, ale przecież kiedyś, za chwil parę będziemy znów Razem. Spełnię swoje obowiązki i zmykam do Niego… Przecież KOCHA, to poczeka!

Wychowaliśmy się w domu dziecka obydwoje. On miał 14 lat, ja 15, gdy Amorek nas ze sobą połączył na dobre i na złe. Nasze “rodzinne” perypetie były zbliżone, brak miłości ze strony “rozdziców”, zostawieni sami sobie. Nie było w naszych miejscach wzoru rodziny, ciepła…

Chcieliśmy być zawsze już Razem, jedno za drugim w ogień by wskoczyło. Wspólne ucieczki, alkohol, papieros, używki i towarzystwo…
On został przysposobiony przez Rodzinę w wieku 16 lat, ja niestety nie, bo gdzieś w świecie była rodzicielka moja, która utrudniała pewne procedury. Trudno. Byłam niegrzeczna, jak nie było go blisko. Choć nadal byliśmy Razem, pojawił się lęk o Nas. A przeceż byliśmy dopiero nastolatkami, zbyt dorosłymi jak na tamtą chwilę. Jemu też było ciężko. Znikał ze swego Nowego Domu do mnie, by mnie powstrzymać przed złym – przed wybuchowością, używkami, towarzystwem zgubnym. Kłóciliśmy się bardzo często, ale on zawsze trwał przy mnie, tłumaczył, że nie możemy się stoczyć, że musimy osiągnąć cel – szczęście we własnym kącie. Miał ogromną siłę przemowy wobec mnie. To dzięki Darkowi nigdy nie byłam galerianką, jak większość u nas – w bidulu – dziewczyn, nie zostałam alkoholiczką, choć tak byłoby może łatwiej? Choć na chwilę? Był moim Aniołem. Wybrałam życie normalne, chociaż nieznane, bo już dorosłe.
Dostałam mieszkanie, wyprawkę… Przekroczyliśmy jego próg Razem… Nie mieliśmy nic, tylko siebie i malutkie życie wewnątrz mnie – nasza córcia – nasz kochany owoc bezgranicznej Miłości.
Owszem, była panika. Nie chcieliśmy pomocy od mojej Babuni, wujka bądź Teściowej – bo wzięliśmy najpiękniejszy na świecie ślub – ukoronowanie Naszej Miłości.
Byliśmy zawzięci na ognisko domowe i z uporem do niego dążyliśmy. Każdego dnia wiele emocji przysparzaliśmy sobie, ale trwaliśmy dla siebie. Gdy jedno upadało, drugie go zawsze podnosiło. Nauczyliśmy się prowadzić gospodarstwo domowe, jakiego MY nigdy wcześniej nie znaliśmy. Uczyliśmy się wszystkiego na samych sobie. Warto było – dla szczęścia. On będzie dla mnie zawsze już wzorem mężczyzny i Taty, bo wspaniale się odnalazł, a przecież obowiązki narastały, bo byliśmy rodzicami “Atomówek” – trzy wspaniałe córy i ś.p. synek, którym nie dane było nam się długo nacieszyć… Moi mężczyźni życia patrzą na nas,“babiniec domowy”, z góry.

Wiem, że szczęśliwa i spełniona jestem dzięki Mojemu ś. p. Mężowi. Wpłynął ten człowiek na mnie bardzo pozytywnie i dzięki Niemu zaznałam ciepła rodzinnego. Choć zbyt szybko i nagle przerwane to zostało, ale… Mam trzy córcie, będę umiała im doradzić to czy tamto, jeśli chodzi o tworzenie ich rodzin dzięki własnej nauce z ich Tatą. Rzeczy najtrudniejsze do osiągnięcia są tak naprawdę najprostsze. Tylko trzeba się na nie otworzyć. Nawet jeśli nie masz wzoru jak żyć, jak być, jak tworzyć – to bądź dla siebie wzorem, a może właśnie ktoś w Tobie dostrzeże wzór?
Czytelniku, a Ty masz swój autorytet?
Smerfetka

62 thoughts on “Moje autorytety c.d.

      1. Widzisz, każdy sądzi wg siebie. Ty, widać, piszesz, co ślina na klawiaturę skapnie;). Ja piszę po namyśle. Wspomnienie śp. Męża jest PIĘKNE. Bez względu na okoliczności jego powstania. To mi przypomina anegdotkę. Otóż pewien poeta napisał prześliczny wiersz o śniegu. Czytający mieliu wrażenie, że widzą, wprost widzą te skrzenia i migotania, ten puch. No i ktoś zpaytał poetę “Pan pewno przebywałw Alpach, w najwyższych partiach gór, doświadczył całym sobą tego piękna?”. Na co poeta “Siedziałem w więzieniu. przez okno widać było zabłocone, brudne podwórko, szary mur i lecące w to błoto i ten brud, topniejące płatki śniegu.”
        A że matka sierot siedzi w pace? Cóż… Bywa. Nie wiem jednak co ma obecny los dzieci do wspomnień o dobrym człowieku. Ale nie, nie tłumacz mi tego;). Proszę;). Naprawdę nie czóje mósu by wiedzieć fszystko;).

    1. powinni was wszystkie wsadzic do wiezienia !
      a nie do przedszkola ,prawdziwe wiezienie to praca przez pol dnia na budowie a 2 pol za kratami
      a do jedzenia zaszenjest kasza i tanie mieso oraz kapusta
      jeszcze tylko brakuje pewnie kredytow dla wieznia na zakupy w kantynie haha

      1. Powiem Ci, że chętnie bym popracowała na budowie przez pół dnia, a drugie pół za kratami, jak to napisałeś. Ale niestety, nie mam tu takiej możliwości, czego bardzo żałuję, bo gdybym mogła popracować, to czas by mi szybciej zleciał. Ale mam pomysł: może byś się zatrudnił w tutejszym areszcie jako dyrektor i pozmieniał zarządzenia. Byś się przynajmniej zajął czymś pożytecznym, zamiast wypisywać bzdety na naszym blogu!!!
        A co do jedzenia, jeśli Cię to usatysfakcjonuje, to jemy tu kaszę, tanie mięso i kapustę i powiem Ci, że są całkiem smaczne!
        Co do kredytów dla więźniów, to po pierwsze, nie są nam potrzebne, bo mamy rodziny, które nam pomagaja, po drugie możemy tu pracować odpłatnie, po trzecie, nie widzę powodu, dlaczego takich kredytów mielibyśmy nie dostać, bo przecież nie mamy zabranych praw obywatelskich.
        A skoro uważasz, że to jest przedszkole, to zapraszam, żebyś najpierw przyszedł i poznał na własnej skórze, a dopiero potem wypowiadał się w kwestii przedszkola.
        Pozdrawiam, Aneta K.

  1. Piękny post.
    Współczuję straty takiej osoby. Ale życie toczy się dalej, masz 3 wspaniałe córcie i to dla nich musisz być teraz autorytetem. Powodzenia i trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło jak najlepiej, a więzienie pozostało tylko odległym wspomnieniem, na zawsze…
    Pozdrawiam 🙂
    Ps. Moim autorytetem są Rodzice (tzn. teraz już tylko Mama, bo Tata zmarł 4 lata temu 🙁 ). I marzę, żebym była w przyszłości autorytetem dla mojego 3,5 letniego synka oraz małej istotki w brzuchu 😉

  2. Szczęście dla Ciebie, że taki ktoś był. Złe doświadczenia z dzieciństwa i młodości oparły się wspólnej sile miłości. Mam przeczucie, że jeszcze jakiś dobry autorytet w Twoim życiu się znajdzie. Może to być jedna z córek, może ktoś, kto poda Ci pomocną dłoń w najmniej oczekiwanym momencie. Życzę Ci, tego. Pozdrawiam. Trzymaj się i ufaj…

  3. Dziewczyny, czytam na bieżąco każdy Wasz post od samego początku. Dopiero teraz komentuję, bo nigdy nie wiedziałam jak. I wiele postów mnie zaskoczyło, zmieniło moje patrzenie na niektóre tematy.. Ale komentuję dlatego, bo ta notka mnie niesamowicie poruszyła. Jak czytałam o Waszej miłości to mi się łzy w oczach pojawiły ;). Tak wspaniale kochasz.. I to kochasz mimo trwałej rozłąki, nie myślisz o bliskości innych mężczyzn, tylko wciąż o tym jedynym. Ciężko powiedzieć, czy ja bym tak potrafiła. Jesteś niesamowita

    Tylko za każdym razem się zastanawiam, z jakiego powodu jesteście tu, gdzie jesteście. Co Was do tego popchnęło, co zrobiłyście? Nie daje mi to spokoju. Czy to ma jakiś związek z Twoim synkiem? Tak dużo bólu było w Twoim życiu.. Miałaś o tyle ciężej niż przeciętny człowiek – dom dziecka, mąż, syn… Jak to się stało, że ten ostatni nie żyje? Pytając, czy Twój wyrok ma jakiś związek z Twoim synkiem nie osądzam Cię, w mojej głowie pojawiły się takie myśli jak odwet na kimś, kto spowodował jego śmierć.

    Wybacz, jeśli zadaję zbyt dużo pytań i jestem niedelikatna. Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj.
    Trzymaj się cieplutko 😉

    1. Hmm… Na pewne pytania raczej nie otrzymamy odpowiedzi i wg mnie nie o to chodzi. Jak czytam tego bloga, to mam wrażenie, że komuś chodziło nie o jakiś rodaj ekshibicjonizmu (Ewa Drzyzga: “to jest Aśka zaciukała sąsiada szydełkiem”), tylko o pomoc w “powrocie do pionu” dla piszących Pań. Za swoje czyny zostały osądzone i mam nadzieję, że zrozumiały co było złego w ich postępowaniu. Teraz odbywają karę i rzecz w tym, żeby po odbyciu tej (zapewne słusznej) kary mogły się wpasować w świat pozawięzienny. Dlatego komentujemy, rozwijamy ich refleksje, te które prowadzą ku dobru, jakos wyciągają za uszy z bagna. Wiem, to się lekko pisze z wolnego świata. Trudno to nawet ująć w słowa.
      Mam nadzieję, że czas kary więzienia może się stać, przynajmiej dla niektórych czasem na refleksję, zastanowienie się co dalej, co robić, czego nie robić, jak naprawić, jak dalej żyć NORMALNIE, może też (bardziej przyziemnie) nauczyć się czegoś uzytecznego (nie mam na myśli kombinowania tylko czegoś dobrego). W tych próbach i pracy nad sobą kibicujemy Autorkom bloga.
      Tak, to niesamowite ile dobrego może być w ludziach, których opinia społeczna ocenia jak najgorzej:).
      Dobrego dnia wszystkim.

      1. Ok, ale autorka jest pensjonariuszką aresztu śledczego – a więc jak na razie nie została osądzona ani skazana; nie odbywa kary, tylko toczy się postępowanie, a areszt jest tylko środkiem zapobiegawczym (np. przeciw mataczeniu). Gdyby tu napisała, o co ją oskarżają czy jakies szczegóły sprawy, to mogłaby sama sobie utrudnić obronę, a dać narzędzie do ręki prokuratorowi.

    2. Tak naprawdę to żadna z nas nie wiedziała, czy będzie potrafiła:
      1. być wierna
      2. być silna
      3. po prostu trwać
      Więzienie jest dla ludzi, tylko trzeba nauczyć się w nim żyć. Jest ciężko, ale co zrobić? Nieodpowiedni krok bądź decyzja mogą pociągnąć innych ludzi.
      Pełnoletnia

  4. Witam. Jestem mile zaskoczona waszym blogiem, poniewaz tez przesiedziałam swoje przymósowe miesiące, ale w Kielcach z kąd zresztą pochodze, gdzie tam czegos takiego nie było wręcz mozna powiedzieć, że nic nie było heh. O waszym blogu dowiedziałam sie o mojej przyjaciłki tam, gdzie co tydzien zaglądam czy jest cos nowego i nie rozczarowywuje sie po oczywicie w pis jest po czym z uwaga zawsze kazdy czytam. z czasem zaczne na każdy dodawac komentarze. Pozdrawiam was serdecznie.

  5. Piękna historia naprawdę mnie wyruszyła.mało teraz takiej miłości takiej prawdziwej bez granic,przykro mi że tak się potoczyło Wasze życie ale dzieci zawsze będą Ci przypominać o mężu i choć Wasza historia trwała krótko macie kogoś kto związał Was na całe życie to te piękne istoty…

  6. Piękny post. Aż serce zabolało, gdy czytałam, łzy same poleciały. I ja straciłam bardzo bliską osobę, też miał 25 lat, odszedł dzień przed swoimi urodzinami… Los bywa bardzo przewrotny, ale wierzę, że po złych chwilach przychodzi czas na te dobre, czego Tobie (i sobie) życzę.

  7. Smerfetko nie zgadzam się żebyś żyła po to żeby “wypełnić tylko swoje obowiązki i już do Niego iść” , nie masz prawa tak mysleć. Twój mąż odszedł choć nie chciał (wypadek), dla faceta nie ma niczego gorszego niż taka sytuacja kiedy zostawia się ukochaną żonę i dzieci!!!!! Jedyne czego On teraz pragnie to to żeby jego odejście jak najmniej zmieniło Twoje zycie i plany, Dzieciom też jesteś potrzebna nie tylko do “wykonania obowiązków” ale po prostu do tego żebyś była i trwała. Nie dane Ci bylo żyć z rodzicami, jesli straciłaś ich wcześnie to możesz nawet nie rozumieć że posiadanie rodzica tutaj na Ziemi, nawet starego dziadka czy babuleńkę jest wartością samą w sobie. Wielką krzywdę wyrządzisz swoim Dzieciom samym takim myśleniem “wychowam i spadam”. Życie Wieczne taką nosi nazwę ponieważ jest WIECZNE więc bedzie dużo czasu na nie a teraz jest życie tutaj i chęć pozostania tutaj absolutnie nie jest nielojalnością względem Męża. Mąż odszedł, to tragedia ale dla Niego naprawdę wazne jest żeby jego odejście jak najmniej wpłynelo na Ciebie, Twoje szczęście. Żyj tutaj do końca, ile się da, jestem na 101% pewny że On tego chce a to że chcą tego Twoje Dzieci nie podlega dyskusji. Porzuć zatem takie myśli i ucz się od dzisiaj żeby żyć jakby się nic nie stało, z niczego nie rezygnuj, daj siebie Dzieciom jak najdłużej a sprawisz że twój mąż tam na Górze będzie miał ten komfort że nie będzie siebie obwiniał za to że przez jego odejście Ty chcesz uciekać od życia. TO NIE JEST NIELOJALNOŚĆ!!!!!!!!

    1. Dzięki za mega podnoszący za uszy komentarz… Hm… Markus, tak naprawdę masz w 100% rację, że muszę być i żyć pomimo straty męża… Odejście jego zmieniło wszystko! Ale zdałam sobie sprawę, że muszę żyć – bo chcę być za Nas dwoje dla dzieci. Ciężko… Pogmatwały się moje losy, a chciałam przecież dobrze. Mimo „kraciastej” przeszkody bycia mamą, w 100% wypełnię swoje obowiązki ciut z opóźnieniem, ale też chcę pokazać moim cudownym atomówkom świat, życie… które ma różne oblicza. Wiem, że dużo jeszcze mogę! Czuję wsparcie Boga i mojego Anioła z góry… Chciałam już „iść” wbrew wszystkim „do góry”, ale na szczęście Bóg mi na to nie pozwolił, zamknął drzwi, a w zamian dał wizytówkę: „dasz radę tu na ziemi bez Twojego ukochanego, masz siłę, masz iskierki Waszej miłości, jesteś im potrzebna, a teraz żyj za dwoje, a będziecie szczęśliwe”. Mimo miejsca, w którym się znalazłam, wiem że jestem szczęściarą – mam miłość córek pomimo wszystko, są malutkie a dają mi tyle siły, że aż niekiedy trudno w to uwierzyć…
      Wierzę, że będzie dobrze, ponoć po burzy wychodzi słoneczko… nic tylko trzeba cierpliwości, ale tutaj nietrudno się jej nie nauczyć.
      Pozdrawiam,
      Smerfetka

  8. I tego właśnie nie rozumiem… dlaczego? Dlaczego życie, los czy cokolwiek tak brutalnie przerywa szczęście, na które ciężko się pracuje? Powodzenia, oby przyszłość okazała się łagodniejsza.

  9. Piszesz, ze milosc meza wplynela pozytywnie na twoje zycie, a jednak piszesz z wiezienia. Niestety, zabrzmie to brutalnie, ale zwykle dzieci z bidula musza odsiedziec swoje takze i w pozniejszym wieku – a przeciez na start w sensie materialnym dostaja znacznie wiecej niz 90% nastolatkow w tym kraju – czy my dostajemy mieszkanie i wyprawke od rodzicow? Tak, jak rozumiem, ze chetnie wszystkie dzieci z bidula zamienilyby mieszkanie na milosc rodzicow, ale statystyki sa oszalamiajace – wiekszosc niz polowa trafia pozniej do wiezienia, niezaleznie od tego jak ktos pozytywnie sie na nich odcisnal.
    Bardzo wspolczuje dzieciom i tobie straty partnera, ale widocznie zasluzylas sobie na wiezienie skoro skazali cie pomimo trojki dzieci. A jakie masz plany pozniej? Zyc z zapomogi?

    Czy dzieci z bidula nie moga skonczyc inaczej?

    1. Nie kwestionuję słuszności skazania Smerfetki.Pewnie zasłużyła na więzienie,skoro się tam znalazła.Ale na litość boską! Anno! Z góry zakładasz ,że ponad połowa byłych mieszkańców bidula to przyszli potencjalni kryminaliści! Skąd bierzesz takie statystyki?! Wyprawki? Mieszkanie? W wieku 33 lat kupiłam mieszkanie. Całe życie będę je spłacała, ciężko pracując. Ale mam cudownych rodziców, którzy mnie wspierają, rodzeństwo (jest nas pięcioro 🙂 ), które opierdzieli,żeby postawić do pionu, jak zaczynam narzekać, dom rodzinny, do którego zawsze mogę wrócić, kiedy mi źle i tradycje rodzinne, które wraz z mężem możemy przekazywać naszemu synowi.I w życiu nie zamieniłabym moich długów na wyprawkę, a moje M okredytowane na M z bidula! Skąd bierze się taka okropna zawiść? Z zazdrości czy z bezduszności?

    2. Oczywiście, że miłość męża pozytywnie wpłynęła na moje życie, niestety zabrakło go, a ludzie się nie powtarzają, a szkoda! To dzięki mężowi, wiem jak smakuje miłość bezgraniczna. Piszę z więzienia… zaufałam mężczyźnie, który mnie mega zawiódł i rozczarował w ciągu chwili, kiedy poczułam ból uderzenia w twarz… znałam to z dzieciństwa… Ciężko o tym mówić, ponoszę konsekwencje swojego wyboru, a wraz ze mną moi bliscy. Łatwo nie jest bo nie tak miało wyglądać moje życie z dzieciaczkami. Ale ono będzie już niedługo takie jak kiedyś, gdy byłam z nimi w domu. Ta rozłąka nie będzie trwać wiecznie.
      A wracając do tematu bidula, Anno, nie każdy dostaje mieszkanie i wyprawkę. Sprawy materialne mogą być ok, ale co zrobić, jeśli nie wiesz, jak się zabrać za samodzielne życie? Jeśli nie miało się przykładu? Mieliśmy z mężem wielu takich znajomych – do dziś, wielu się stoczyło, przegrali, bo nie umieli zawalczyć o siebie w tym dorosłym rozgardiaszu. My wyszliśmy z mężem z bidula z pragnieniem życia razem i „wybudowania” tego, czego nie mieliśmy. Walczyliśmy z przeciwnościami i staraliśmy się dosięgnąć marzeń. Owszem dostaliśmy mieszkania i po 4 tys. „wyprawki”, ale nie mieliśmy przykładu na to życie. Były upadki i wzloty, nie raz chcieliśmy iść na łatwiznę i nie walczyć o lepsze jutro, ale dążyliśmy do swego celu, którym był ciepły dom, z miłością, zaufaniem, bezpieczeństwem i radosnymi dzieciaczkami. Tak było, byliśmy szczęśliwi. Wierzę, że znów będziemy szczęśliwe, po dużej burzy wychodzi cieplutkie słońce.
      Tak, to trafne spostrzeżenie, Aniu, dużo ludzi z bidula siedzi w więzieniach, dużo dziewczyn takowych tu spotkałam, ale i mężczyzn też. Bezradność? Łatwizna? Brak przykładnego życia?…
      Plany na później? Cieszyć się każdą sekundą z bliskimi, wrócić do pracy, mam większe ambicje niż żyć z zapomogi. Ale to, co mi się należy, to oczywiście, że przyjmę 🙂 Póki zdrowie pozwoli, to będę pracować, bo to lubię, a pomysłów mam kilka… Pytasz, czy dzieci z bidula nie mogą skończyć inaczej? Oczywiście, że mogą – przecież ja jeszcze nie skończyłam, bo jestem i będę oraz jeszcze pokażę co niektórym na co mnie stać. Dziecko z bidula to nie straceniec! Tak jak człowiek z więzienia to nie przekreślony kryminalista!
      Pozdrawiam,
      Smerfetka

      1. Hmm.
        Ale wiesz że jest mnóstwo dzieciaków z “normalnych” rodzin (jeden rodzic czy dwóch nieważne, ważne że nie w “bidulu”) które też nie mają żadnych dobrych wzorców wyniesionych z domu…?
        Nie mają ani wzorców ani wsparcia rodziny ani nawet mieszkania.
        Już nie mówiąc o 4k PLN

  10. A co Ty wiesz o bidulu ? Byłaś tam choć jeden dzień? Dlaczego osądzasz dzieci których nawet nie znasz? Ja byłam tam 10-lat!!!!! Nie byłam w więzieniu.Ale jakie miałam życie to tylko ja wiem.Musiałabyś wskoczyć w moje BUTY i przejść ścieżki mojego życia ….. może byś zrozumiała ale myślę że nie bo masz już wyrobioną opinię o NAS.

    1. Ewik, trzym się.
      A system opieki nad dziećmi w PL to osobny DUUUUŻy temat, jak sądzę. Kto tego nie widział, nie rozumie, ma jeszcze dużo przed sobą;).

  11. witaj Smerfeta! 🙂
    Piękny wpis…..pięknie opisana miłość Twoja do człowieka,który oprócz tego że był Twoim mężem,przyjacielem to jeszcze Twoim autorytetem co nieczesto się zdarza…bo kochamy nie za coś ale przewaznie wbrew czemuś….jak i nie ma idaełów…chyba..;-)
    Moim autorytetem był mój Tata, niestety,zbyt pózno dotarło to do mnie…umarł nie pojednawszy się ze mna a bardzo tego chciał,czekał na moje przyjście do szpitala,kiedy Jego dni były już policzone..A ja?-byłam wtedy zbyt dumna, zbyt cyniczna na Jego dobroć i miłość jaką miał do mnie..,nie wierzyłam,że cokolwiek robił,cokolwiek czynił robił to abym wyrosła na dobrego człowieka..myslałam,że jestem mądrzejsza i że wiem co jest dla mnie dobre a co złe.Dziś,kiedy minęło właśnie 10 lat od Jego odejścia często się łapię na tym,że powielam jego czynności,zachowania, które kiedyś mnie irytowały i drażniły a które są nieodłącznym atrybutem…człowieka.Coraz bardziej widzę swoje podobieństwo do Niego,coraz bardziej czuję,że byłam jego oczkiem w głowie,jego ukochaną córeczką..ale też wiem,że należał do osób które nie umiały okazywać uczuć…to też,niestety,mam po Nim…Kiedyś powiedziałam Mu,że Go nienawidzę….dziś muszę z tym żyć,pojednałam się z Nim(już po Jego śnierci)jadąc na Jego grób i spędzając tam cały dzień…rozmawiałam z Nim,były łzy,skowyt,złość ale i śmiech,wspomnienia,pytania i odpowiedzi…nigdy tak wczesniej nie rozmawiałam z Tatą,nigdy wcześniej nie otworzyłam się tak do Niego…..Jest i będzie zawsze moim autorytetem..

  12. I co zrobiłaś ze swoim życiem??? Co zrobiłaś z ogniskiem domowym, które razem wybudowaliście? Gdzie są teraz Wasze ukochane córeczki? Wychowują się bez rodziców, zupełnie tak jak wy lata temu. Przez Ciebie.

    Ciężko mi Cię nie oceniać i nie będę ukrywać, że jest to ocena raczej słaba. Może to co napiszę będzie brutalne, ale przynajmniej szczere.

    Wiem, że łatwo jest dla siebie znaleźć usprawiedliwienie, zasłonić się ciężkim dzieciństwem i na jego karb zwalić wszystkie własne niepowodzenia samemu nie biorąc za nic odpowiedzialności. Ja wychowałam się w pogotowiu opiekuńczym. Przed samą osiemnastką matka wspaniałomyślnie zabrała mnie do domu po wielu latach tułaczki po najróżniejszych placówkach opiekuńczych. A zaraz po osiemnastych urodzinach bez żadnych ceregieli wywaliła mnie z domu, bo dziecko na głowie, nawet dorosłe, okazało się dla niej zbyt dużym ciężarem.
    Miałam osiemnaście lat, żadnej pracy, żadnego wsparcia i żadnych perspektyw. Ani mieszkania, ani wyprawki, ani opieki od państwa – wszak nie byłam już wychowanką żadnej instytucji. Wyszłam z domu z reklamówką ubrań i paczką papierosów w kieszeni – to była moja wyprawka w dorosłość. Prosta droga, by stoczyć się na dno, a jeszcze i mieć za kogo za to obwinić.
    Ale nie dałam się. Poszłam do pracy. Skończyłam szkołę, potem studia. Na samych piątkach. Zaproponowano mi etat na uczelni, ale wybrałam wyjazd za granicę. Mieszkam w Londynie, nieźle zarabiam, zwiedziłam kawał świata. W przyszłym roku wychodzę za mąż. Za parę kolejnych pewnie urodzę dzieci.

    I za nic w świecie nie skażę je na piekło, którego sama doświadczyłam w dzieciństwie. Za nic w świecie nie dam się ściągnąć z powrotem do tego bagna, z którego z trudnem udało mi się wyleźć. A miałam swoje za uszami – nieciekawe towarzystwo, sprawy sądowe, przygody z narkotykami. Wiem, że da się żyć normalnie, nawet po traumatycznym starcie w dorosłość.

    Ty swoją szansę zmarnowałaś. Mogłaś swoim dzieciom stworzyć prawdziwy dom, tak jak wspólnie chcieliście tego z mężem.

    Piszesz, że on widzi Cię z góry… I jak myślisz, co on teraz o Tobie myśli??? Jak myślisz, co by Ci powiedział, gdyby mógł? Ogarnij się dziewczyno, bo teraz nie tylko siebie ciągniesz na dno. Razem z Tobą w otchłań patologii stoczą się Twoje dzieci.

    Masz trzydzieści jeden lat – czas więcj już przestać robić za biednego misia, tylko do jasnej cholery wziąć się za siebie i wreszcie dorosnąć.

  13. Ludzie z więzienia mają jakiś dziwny, specyficzny sposób postrzegania swojego jescestwa i wypowiadania się. Żyją jakby w innym, równoległym świecie, trochę introwertycznym, trochę baśniowym. Faceci śnią o kasie, pięknej sylwetce zbudowanej na sterydach; kobiety pięknie piszą o potrzebie miłości; tym, że już zrozumieli swój błąd i będą lepsze. Potem tacy więźniowie wychodzą na wolność i stają się przekleństwem sąsiadów, nie radzą sobie z wejściem w społeczeństwo, robią się agresywni i kompleksy nadrabiają piciem. Tzw. “zwykli” ludzie, do których i ja się zaliczam, nie bujają w obłokach. Żyją zwyczajnie, pracują za grosze, ale mają w sobie coś, czego nie mają byli więźniowie – nie widzą siebie jako odszczepieńców. Nie muszą sobie udowadniać, że są częścią społeczeństwa. Oni nawet nie zdają sobie sprawy, że po prostu są społeczeństwem. Natomiast więźniowie marzą, by wtopić się w owe mityczne społeczeństwo, mieć mitycznego męża/żonę, mityczną pracę i w ogóle być takimi, jak im się wydaje, że społeczeństwo jest. Ja nie lubię ludzi z więzienia. Nawet, jeżeli robią wrażenie bezradnych misiów i kochanych bajkopisarzy.

    1. Panie Marku! Nie widzę naprawdę nic złego w tym, że sobie wyobrażam lepsze życie. Jest wiele osób w więzieniu, które nie miały dobrego życia, ale nie tykamy tego, co jest dla innych dobre lub niedobre. Każda z nas coś spieprzyła, coś straciła, czegoś się nie nauczyła, ale też coś by chciała zmienić. Myślę, że pierwszym krokiem ku temu jest właśnie uzewnętrznienie myśli, a może nawet plany, zaryzykować i się z tym kimś podzielić, a później się przekonać, czy krytyka innych ma jakieś znaczenie.
      Mężczyźni w więzieniu może i poświęcają dużo czasu na pracę nad swoją sylwetką – w końcu tego czasu jest sporo – ale tego typu praca to forma rozładowania się. Natomiast kobiety dla Pana piszą o potrzebie miłości itp. Każda pisze co che, nagród za to nie ma, jedynie nad czym musimy mieć kontrolę to słownictwo powszechnie uważane za bluzgi. Według mnie lepsze jest marzenie o, cytuję, „mitycznym społeczeństwie, mężu, pracy”, niże wyszukiwanie powodów do dania komuś w ryj… bo to bardziej do kryminału pasuje, prawda?
      Nie widzę sensu przekonywać Pana do nas, bo w niczym, by to nam i tak nie pomogło, ale życzę Panu, by na Pana drodze stanęli szczerzy ludzie, by nigdy nie czuł się Pan samotny w swoim społeczeństwie.
      Pełnoletnia

  14. Pytasz o autorytety…zastanowiłam się i odkryłam, że nigdy nie miałam takich…Sama wiedziałam, czego chce i tak żyłam, żeby to osiągnąć. Miałam tzw. normalny dom, ale mój jest inny – mniej mieszczański, bardziej otwarty…z córką tez mam inne relacje, niż miałam z Mamą – szczere, przyjacielskie. Nie trzeba więc żadnych autorytetów, żeby ułożyć sobie życie. Trzeba wiedzieć, czego się chce i dążyć do tego. Czytając Twoje słowa zastanawiam się, gdzie są Twoje dzieci? Kto je wychowuje?Będziesz dla nich autorytetem?I jeszcze jedno – mam jedną córkę. Świadomie. Po prostu nie byłam pewna, czy poradzę sobie z wychowaniem kilkorga dzieci. Finansowo, tak…Wiedziałam też, że gdyby nam sie coś stało, bo przecież zdarzają sie wypadki, jednym dzieckiem zaopiekuje się moja siostra, czy przyjaciółka….a kilkorgiem- niekoniecznie. Szczęśliwie J. ma już 30 lat, ale myślałam całe życie, by zapewnić jej bezpieczeństwo. A TY? Nie sztuka mieć kilkoro dzieci i zostawić je samym sobie. Weź się za siebie, łatwo pisać , ale życie to nie literatura…

    1. No, Basiu, widzę, że z Ciebie nielada bohaterka, mieć jedno dziecko w dobrych warunkach finansowych i mieć odwagę pouczać innych… To też nie sztuka. Bałaś się, że nie bedzie miał się kto zaaopiekować Twoimi dziećmi, jeśli Ciebie zabraknie? A Tato? Poza tym, rodzeństwo (dobrze przez Ciebie wychowane oczywiście, w relacjach przyjacielskich) dałoby z pewnością sobie wzajemnie wsparcie. Takie pouczanko cioci dobrej rady

      1. Nie, żadne pouczanie…po prostu myślę, ze w XXI wieku wiemy, skąd się biorą dzieci i płodzimy je świadomie….moje jest jeszcze z XX wieku. A warunki finansowe – takie sobie, wcale nie najlepsze, taka przeciętna pensja humanisty w naszym kraju…pracowicie, uczciwie przez lata…myśląc o wypadkach losowych brałam pod uwagę możliwość odejścia nas obojga, Taty też…a co do rodzeństwa i ich wzajemnego wsparcia- jakoś różnie z tym bywa, jak widać wokół, więc na to bym nie liczyła…Dzieci to przede wszystkim odpowiedzialność, dlatego wkurza mnie , że można je tak sobie zostawić na ileś tam lat…tym bardziej, jak się wie, co to znaczy brak rodziców…no naprawdę, tego nie zrozumiem…

        1. Podoba mi się Twoja pointa “Weź się za siebie, łatwo pisać , ale życie to nie literatura”. Mam nadzieję, że Autorka nin. wpisu zmotywuje się i podejmie działania mające na celu stworzenie dzieciom domu itp.

  15. Brawo ! Dobra bajera ! Prawie dałam się wkręcić … 🙂 A tak poważnie to coś mi się zdaje ,że mocno idealizujesz ten związek … życie w odosobnieniu temu sprzyja . Do tego wychowywanie się w domu dziecka dało początek tym fantazjom o wielkim szczęściu ,miłości , wspaniałej rodzinie … Wszystkie własne niespełnienia wyrażają się w tych opowieściach. Tyle ,że życie Was przerosło lub Wy nie dorośliście do trudnego i odpowiedzialnego życia i finał jest taki jaki jest … Współczuję śmierci partnera , ale Twoją siłą powinny w tym momencie stać się dzieci . Więc nie powinno Cię być tam gdzie jesteś bo Twoje miejsce jest przy dzieciach właśnie . A więc coś tutaj nie gra . 🙁
    Pora wrócić z obłoków na ziemię .

  16. Można się załamać na samą myśl, że tacy jak ja musimy pracować przez całe swoje życie dla takich jak owe kobiety. Samotne matki i niepełnosprawne dzieci w tym chorym kraju nie mają na leczenie i leki, nie mają żadnego wsparcia. Jesteśmy przeliczani i opodatkowani. Mam nadzieję trafić na starość do więzienia, będzie mi ciepło i dobrze… i na koszt innych…

    1. Dziewczyny! Nie mam nic wspólnego z wpisem osoby, która podpisała się moim imieniem 13 X o 10.04! Dlatego dodałam do mojego imienia 1 ,bo byłam pierwsza:) ja naprawdę nie mam ochoty spędzić ani dnia w za kratami, a co dopiero trafić tam na starość:) Wprost przeciwnie, myślę, że nikt nie powinien tam wracać, ale do tego potrzebna byłaby jakaś forma pomocy, przede wszystkim w znalezieniu pracy. W tym poprzednim ustroju ( tym “złym” ) coś takiego funkcjonowało. Zakłady pracy musiały przyjąć do pracy osoby po odbyciu wyroku, a one często okazywały sie świetnymi pracownikami. A dziś…nie każdy ma przecież pomysł na własny biznes…nie mówiąc o płacy minimalnej…Jak to teraz wygląda? Jest jakaś forma pomocy , by nie wrócić ? A Panie maja jakiś plan na dalsze życie, na wolności?

      1. No właśnie. Też mnie to nurtuje. Wychodzi człek z więzienia i co? Jak z pracą? Panie mają jakieś pomysły za co żyć, jak się utrzymać oraz jak ułożyć sobie stosunki z rodziną, sąsiadami itp?

      2. Ciężko pracuję za minimalną płacę na 2 etatach mimo, że mam prawie 50 lat. Nie dostałam pracy bo ktoś mi ją znalazł, ktoś pomógł. Trzeba mieć szacunek do życia i nie płakać nad sobą, nie żądać od innych a samej wykazać inicjatywę. Fantazjujecie o życiu za murem a tam na zewnątrz jest prawdziwe życie, twarde, i nierzadko boli. Ten blog to miejsce złe………..

    2. Witam! Chciałam się tylko podzielić takim cytatem św. Teresy z Avila „Powinniśmy częściej dziękować Bogu za życzenia, których nie spełnia”. Życzę miłego dnia. Pełnoletnia

    3. Radzę uważać na swoje życzenia, bo los czasami je spełnia na utarcie nosa. Wtedy sama się przekonasz jak się tu wygodnie wypoczywa na koszt innych.
      Monika

  17. W wieku 24 lat mialas 4 dzieci? To jest “domowe ognisko” brak slow normalnie…
    PS: mysle ze wpis Agnieszki powyzej powinien byc jakims przykladem na to ze zaczynajac od zera mozna naprawde duzo a rodzic dzieci rok po rok to zadna sztuka

  18. Pierwszy raz trafiłam na ten blog, nieco mnie wciągnął. Przeczytałam kilka wpisów i o Was dziewczyny. W mojej głowie pojawiło się kilka myśli… wiele z Was podkreśla, że każdy może trafić do więzienia, że nie wiesz co zdarzy się jutro, że jesteście negatywnie postrzegane itd. Nie zgodzę się z Waszym myśleniem. W mojej rodzinie nikt nie siedział, ze znajomych też nie. W ogóle nie znam człowieka, który by siedział!!! Jeśli jesteś uczciwym człowiekiem, to jakim cudem trafisz do więzienia!!! Sądzę, że tekstem ‘każdy może trafić do więzienia’, usprawiedliwiacie siebie i to co zrobiłyście… Za niewinność raczej nikt nie siedzi! A teraz pozytywnie:) Plus dla Was za tego bloga, świetna sprawa:) dla takich ludzi jak ja, którzy kompletnie nie mają pojęcia czym jest więzienie, choć trochę przybliżacie swój świat. Z chęcią poczytam o więziennej miłości i ciekawi mnie też tak prozaiczna rzecz jak codzienna higiena, intymność, nie wiem czy byłabym w stanie załatwić swoje potrzeby w takim miejscu:///
    Chciałabym sie jeszcze z Wami podzielić moimi przemyśleniami odnośnie negatywnego postrzegania osób osadzonych. Sama po sobie wiem, że omijałabym ludzi, którzy siedzieli. Nie wiem dlaczego, ale mnie przerażają, a może nie oni, ale ich zachowania. Coś spowodowało, że znaleźli się w więzieni, w jakiś sposób kogoś skrzywdzili,więc w świadomości zapaliłaby mi się lampka: uciekaj. Myślę, że to strach i obawa o własne życie sprawiają, że nie dajemy drugiej szansy… choć wierzę w to, że dacie radę:) Pozdrawiam ciepło ze słonecznego dziś Śląska:)

    1. “Jeśli jesteś uczciwym człowiekiem, to jakim cudem trafisz do więzienia!!” Odpowiadam: a choćby takim, że podpadniesz osobie z układu. Będą się mścić, próbować zabrać dziecko a potem Ciebie zapudłować. Owszem, można się obronić i nie pójść siedzieć. Powiem jak to zrobiłam, gdy mi się przedawni;)).
      Mam jednak nadzieję, że mój przypadek był jednostkowy i że na ogół uczciwi ludzie nie idą za kraty. Uprzedzam zarzuty: moja wina polegała na tym, że… odeszłam od męża z takiej jednej rodziny. No i należało mnie zniszczyć. Nie dałam się. Ale to już całkiem odrębny temat.

    2. Każdy z nas może zawitać do naszego więziennego kręgu, oczywiście, że tak. Przecież w Z.K. czy w A.Ś. nie przebywają tylko gwałciciele, pedofile i mordercy! Oczywiście oni też są… 🙁
      Różne są oblicza przestępstw, wielu ludzi siedzi z pomówienia, za jazdę na rauszu rowerem też się zdarzają 🙂 Nie czujemy się przekreślone, ale odczuwamy dystansik do ludzi z Z.K. Tylko że pomyśl, ilu byłych więźniów mijasz na ulicy? Jesteśmy normalnymi ludźmi! Inicjatywa bloga to super sprawa dla nas, możemy Wam przedstawić nasz horyzont.
      Ciekawi Cię prozaiczna rzecz jak higiena codzienna. Otóż tak: każdy kto zna słowo higiena (bo zdarzają się i takie przypadki, co boją się „jak diabeł święconej wody”), to z samego rana, czyli około 7.00 łapię wodę ciepłą, bo później brak jej do popołudnia i trzeba myć się w misce. Prysznic dwa razy w tygodniu (środa i niedziela). Pranie własnoręcznie. Nie jest tutaj najgorzej jeśli chodzi o warunki sanitarne, kwestia przyzwyczajenia. Jeśli nie masz pomocy z zewnątrz to środki higieniczne: mydło, proszek, papier toaletowy, szampon malutki i podpaski dostajesz odgórnie i musi Ci to wystarczyć na miesiąc. Intymność… hmm… a co to takiego? Bo w tym miejscu jej brak, gdziekolwiek by jej nie szukać… Wszędzie ktoś, wszędzie coś… Cóż…
      Smerfetka

    3. Miłość więzienna… jest. Różnego pokroju. Ale to też w zależności, co dla kogo znaczy „miłość”. Ja osobiście nie wierzę w uczucie, jakim jest miłość w z.k., ale ludzie zakochują się w sobie. Poznają się „przez okno”, na widzeniach, w pracy. Są śluby w z.k. Owszem, zdarzają się trwałe związki. Byłam świadkową na takim wydarzeniu nawet – niestety byli małżeństwem tylko albo aż 1,5 roku. On wyszedł i zapomniał, że ma żonę za kratami z wyrokiem „jeszcze troszkę” i cóż, rozwód… Życie.
      Ludzie potrzebują bliskości i wsparcia, nie chcą być samotni tu i teraz, chcą mieć pomoc materialną i poddają się więziennej miłości. Kobiety też kochają kobiety…
      Pozdrawiam,
      Smerfetka

  19. Przypadkiem trafiłam na Waszego bloga. Przeczytałam wpisy, komentarze… Znam AŚ Grochów, 11 lat temu trafiłam tam przez własną, młodzieńczą głupotę. Spędziłam tam najdłuższe pół roku mego życia. Najgorsze, najbardziej upokarzające… Teraz, z perspektywy czasu to jest jak sen, jak koszmar do którego nie chce się wracać. Pamiętam tę beznadzieję, rutynę, kraty, radiowęzeł, zielone platery, książki… Ale w tej chwili to już tylko przeszłość… Taka o której nie chce się pamiętać…
    11 lat… to szmat czasu… ułożyłam sobie życie, mam trójkę cudownych dzieci, pracę, męża… I wiem, że życie po więzieniu też istnieje, że można to sobie wszystko jakoś ulepić aby działało.
    99% moich znajomych nic nie wie o mojej przeszłości, nie wiedzą bo o tym nie mówię, nie rozmawiam… z tego 1 % – połowa przeszła nad tym do porządku dziennego, druga połowa wciąż patrzy na mnie wilkiem. Dla tych, którzy nie wiedzą – byłoby to niepojęte, bo dla wielu ludzi ktoś, kto choć trochę czasu spędził za kratami – jest wyrzutkiem, patologią, kimś gorszym. Chore myślenie – bo nikt kto tam nie był – nie zdaje sobie sprawy, że do AŚ i ZK trafiają tez zupełnie NORMALNI ludzie. tacy, którzy popełnili JEDEN błąd, którym powinęła się noga… Ja to wiem… bo przekrój osobowości jaki spotkałam na Grochowie był olbrzymi.
    Przepraszam, za te moje niepoukładane pisanie… Tyle bym chciała napisać, tyle powiedzieć – aby Ci, którzy nic o AŚ nie wiedzą – zrozumieli.
    A Wam – życzę przede wszystkim wytrwałości. Życzę z całego serca. mam nadzieję, że Wasze losy też wyprostują sie tak jak moje, że za kilka – kilkanaście lat, pobyt w AŚ Grochów – stanie się dla Was tylko złym snem. Pozdrawiam.

  20. witam was…Blog bardzo wzruszający taki prawdziwy…
    Będę zaglądać…Miałam paru znajomych po tamtej stronie muru i wiem jak to jest…ta tęsknota…
    Życzę wam z całego serca wszystkiego dobrego !!!

  21. Smerfetko
    Trochę CI jeszcze zostało i szczerze Ci współczuje tego czasu, który musisz spędzić bez swoich dziewczyn.
    Cudownie jest patrzeć na dzieci na to jak sie zmieniaja rosna uczą…. Dostałaś surowy wyrok – nie wiem za co nie wnikam ale mam nadzieję że dziei ci wybaczą —-i kiedyś ty będziesz ich autorytetem.

  22. Może nie na temat do tekstu. Przypadkowo trafiłem na tego bloga. Bardzo fajny pomysł, i dziewczynom też gratuluję odwagi do prowadzenia bloga I podziwiam ich otwartość 🙂
    Życzę szybkich wschodów i jeszcze szybszych zachodów. Będę tu zaglądał częściej

  23. Witajcie,
    szczerze was wspieram, doskonale was rozumiem i wiem wszystko jak tam jest, dobrze że macie możliwość tworzenia czegoś w tym ponurym miejscu, byłem tam, tylko w męskim pawilonie, ja już wyszedłem i wracać nie zamierzam, trzymajcie się. Żal mi że tyle ładnych dziewczyn tam sie marnuje…a ja jestem sam

  24. Witam.

    Hmm…. pomysł na bloga interesujący, zwłaszcza, że jest to też pewna forma resocjalizacji, zabija więzienną nudę no i scala więzi między skazanymi.
    Byłabym jednak bardzo wdzięczna, gdyby zechciały Panie odpowiedzieć mi na kilka pytań dotyczących życia więziennego kobiet 🙂

    1. Czy u Was w więzieniu również trzeba być “twardym”. Mam tu na myśli zwłaszcza gotowość do stosowania agresji, tzn. czy u Was zdarza się, że w każdej chwili ktoś może Was zaatakować, czy raczej więźniarki są bardziej pokojowo nastawione od mężczyzn?
    2. Czy w Waszym więzieniu znajdują się kobiety “trudne”, które wyjątkowo uprzykrzają życie innym więźniom, stosują przemoc, dręczą innych, czy raczej większość konfliktów wynika z nieporozumień?
    3. Czy w więzieniach dla Pań, tworzą się “gangi”, grupy przestępcze złożone z kobiet jak to jest w przypadku mężczyzn?

    Z góry dziękuję za odpowiedzi i życzę jak najszybszego powrotu do społeczeństwa 🙂

    1. 1. Myślę, że w każdym takim miejscu trzeba być twardym. Osoby miękkie mają ciężko z poradzeniem sobie z izolacją oraz osobami, które je otaczają.
      2. Czy ktoś może nas zaatakować w każdej chwili? Powiem tak, panujące tu zasady nie różnią się niczym od tych panujących na wolności. Bo przecież, jeśli nie zrobimy czegoś, co by mogło się nie spodobać innej osobie, to nikt nas bez przyczyny nie będzie atakował. Co nawet różni się od wolności, bo tam idziemy ulicą i możemy zostać zaatakowani.
      3. Jeśli chodzi o to, czy są tu kobiety „trudne”, to owszem są. Ale znowu powtarza się to, iż wszędzie są trudni ludzie, czy to w rodzinie, w pracy, czy w sklepie.
      4. Niestety, prawda jest taka, że konflikty powstają najczęściej z nieporozumień.
      5. Nie spotkałam się z gangami wśród kobiet, a jestem tu prawie od dwóch lat. Są grupki dziewczyn, które trzymają się bardziej z sobą, niż z innymi, ale to nie są żadne gangi.

      Pozdrawiam, Aneta K.

  25. Dziewczyny, kochacie Swoje dzieci, bądźcie dla nich drogowskazem i oparciem miłości. Kochajcie dzieci tak jak byście same chciały byc kochane. Przytulajcie, opanowując złość bo to do Nas wróci. Pisze to jako matka. Nic na świecie nie daje poczucia bezpieczeństwa i radości życia jak wracającą do Nas miłość Naszych dzieci. A zawsze wraca to co dajemy….

  26. To wzruszające, co piszesz. Niektórzy mogą się przyczepić, ze stawiasz człowieka na piedestale, ale moim zdaniem to dobrze, że masz piękne wspomnienia, które oprócz tęsknoty dają Ci teraz siłę. Sytuacja jest, jaka jest, ale ja osobiście uważam, że każdy zasługuje na drugą szansę i nie wolno osądzać człowieka, nie dając mu możliwości obrony i nie znając wczesniej jego historii. Tak więc, trzymam mocno kciuki i gratuluję odwagi 🙂

  27. Witaj smerfetko! Twój tekst doprowadził mnie do łez , wzruszyłam się i zastanowiłam nad swoim życiem. To ciekwe co piszesz o swoim mężu i córkach. Jesteś bardzo wartościową osobą, która na pierwszym miejscu stawia swoje uczucia.
    Na ten blog trafiłam przypadkiem po obejrzeniu dzisiejszego odcinka dzień dobry w TVN- postanowiłam tu zajrzeć. Nie ważne jest to że masz wyrok, bo wielu ludzi na wolności nawet nie wie co to jest uczucie i jak się to je. Ty odkrywasz to na nowo, nadajesz sobie sens życia i tak trzymaj. Jestem z Toba myślami.
    Pozdrawiam Cię gorąco

  28. Smerfetka, pełen SZACUNEK. Podziwiam Cię i trzymam kciuki. Uwierz, Tobie napewno się powiedzie po wyjściu na wolność! Pełen SZACUNEK….

Skomentuj Monika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *