„Czego się bałam, kiedy trafiłam do więzienia….”

 

Przy okazji mojego posta pt. „Czego się boję po wyjściu z więzienia.”, jedna z czytających osób stwierdziła, że lepszym byłoby pytanie: „Czego się bałam, kiedy trafiłam do więzienia?”. Ponoć każde pytanie bez względu na to, jak jest zadane – jest dobre :), tym samym został mi podsunięty temat do tej rozmowy.

Wtedy nie zastanawiałam się nad tym, czy będę dostawała np. papier toaletowy, podpaski, czy coś tam jeszcze i w jakich ilościach. Po dotarciu do celi przejściowej miałam za sobą już szereg upokorzeń, więc ani smród moczu, ani (ponoć) kobieta o aparycji Shreka o głosie słowika, który mógłby na polu krowy dusić, pytająca gburowato „Fajki masz?!” nie zrobiły na mnie „specjalnego” wrażenia. W jakimś stopniu miałam wrażenie, że to wszystko nie dzieje się na prawdę. Czułam się tak, jak by część mózgu się zablokowała i oszukiwała mnie na zasadzie: to tylko paskudny sen, zaraz się obudzisz i będziesz w domu… i pominę, że do dziś się nie obudziłam ;).

To wszystko było jakieś takie odrealnione. Tylko w głowie tłukło się jedno, co myślą i robią rodzice, jaka będzie reakcja rodziny.

Najciekawsze jest to (patrząc z perspektywy czasu), że rodzice byli od chwili mojego aresztowania cały czas obecni. Na zmianę raz mama, raz tata, tkwili w samochodzie przed budynkiem komendy. Jak tylko mogli dawali mi znać, że są, że myślą, że mnie nie zostawili. A ja te wszystkie gesty widziałam, odczuwałam i przyjmowałam. Po tygodniu nadal miałam w głowię myśl, czy mnie nie zostawią? Jakiś taki paradoks, bo z jednej strony wiedziałam, że są, a z drugiej cały czas się obawiałam. Najciekawsze jest to, że zawsze mogłam na rodziców liczyć, nigdy nie powinna nawet na chwilę pojawić się taka durnowata obawa, a jednak.

Rozsądek, trzeźwe myślenie i logika na pewien czas ze mnie wtedy wyparowały. I do dziś nie mam pojęcia, gdzie błądziły :). Rodzina jest przy mnie do teraz i robi co może, żeby pobyt na tych „wczasach” o przydługim turnusie, jakoś mi ułatwić.

Świadomość tego, że byli, są i będą to taka siła, że mogę tylko z tego czerpać. A tamte obawy jak głupio się pojawiły tak samo głupio się rozpłynęły, ale pozostała po nich pamięć i ją dorzucam do przegródki z napisem „doświadczenia życiowe – mniej mądre” ;).

Małgosia

Mój pierwszy dzień w więzieniu

1-DSC_0876-001

Zacznę może od tego, że wszystko zaczęło się w zimny grudniowy poranek 2008 roku.

Miałam tedy 19 lat, a więzienia było dla mnie tak odległym miejscem, jak wycieczka na Seszele.

Wielkimi krokami zbliżało się Boże Narodzenie. Mama wydzwaniała do mnie i pytała: kiedy przyjeżdżasz, trzeba pomóc, wiesz, że zjeżdża się cała rodzina. Ale ja, jak zwykle, na wszystko miałam czas. Razem z kolegą spędzałam dni w salonie gier, przegrywając pieniądze na prezenty i łudząc się, że jeszcze wszystko odegram.

Niestety, nie udało mi się wygrać. I wtedy w mojej głowie zrodził się pomysł, że możemy okraść ten salon, podzielić się hajsem i rozjechać do domów, no bo przecież za chwilę Boże Narodzenie. Podzieliłam się tym pomysłem z kolegą, a on oczywiście się zgodził. Nie zastanawiając się na konsekwencjami, przystąpiliśmy do realizacji naszego planu.

Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że usłyszałam tylko: „Policja, na ziemię, nogi szeroko”! I nim zdążyłam się zorientować, już leżałam skuta kajdankami, twarzą do ziemi.

Pomyślałam wtedy: „Boże, jak to się stało?”. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że wypowiadam te słowa na głos, ale musiało tak być, bo w odpowiedzi usłyszałam głos policjanta: „Ty, mała, Boga w to nie mieszaj, posiedzisz parę latek, to na drugi raz się zastanowisz, co robisz”.

Potem wsadzili nas do radiowozu i przewieźli na komisariat. Zadawali pytania „Po co? Na co? Dlaczego? Czy ktoś ci kazał to zrobić?”. Była jak w letargu, nic nie mówiłam. Słyszałam tylko, jak policjanci mówili między sobą: „Nie chcą gadać, będą sanki”. Potem przewieźli nas na noc na tzw. dołek. Następnego dnia zawieźli nas do prokuratury i dowiedziałam się, że „sanki” to tymczasowe aresztowanie i właśnie o to wnioskuje prokurator.

W trakcie przesłuchania nie mówiłam nic, bo tak polecił mi adwokat przyprowadzony przez mojego tatę. Mówił, że będzie dobrze, że wyjdę na dozór policyjny, że zastosują poręcznie majątkowe. Następnego dnia w sądzie okazało się, że starania mojego obrońcy spełzły na niczym. Sędzia powiedział: „Sąd postanawia zastosować wobec podejrzanej środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy”.

I wtedy mój świat się zawalił. Zaczęłam się zastanawiać, jak to będzie. Próbowałam sobie przypomnieć, co znajomi mi mówili o więzieniu, jak trzeba się zachowywać. Po chwili przypomniało mi się, że kiedyś znajomy mi powiedział, że „jak się zjeżdża na puchę, to najważniejsze jest, żeby mieć papiery na to, że się nikogo nie zakapowało”. Jedyne, co przy sobie miałam, to postanowienie z sądu o tymczasowym aresztowaniu i było tam napisane, że w czasie czynności wstępnych odmówiłam składania wyjaśnień, więc pomyślałam, że to wystarczy.

Z rozmyślań wyrwał mnie głos policjanta: „Księżniczko, zapraszam, jedziesz do zamku”. Dla niego było to zabawne, dla mnie troszkę mniej. Stało się, wieźli mnie do więzienia. Była troszkę załamana, ale nie okazywałam tego, musiałam być twarda.

Na miejscu po przebrnięciu przez wszystkie procedury i przeszukani, dowiedziałam się, że idę na celę przejściową.

Postanowienie z sądu trzymałam w ręku i z duszą na ramieniu weszłam do celi przejściowej!

Były w niej cztery kobiety w różnym wieku. Powiedziałam „Cześć” i próbowałam podać im papier, w którym było napisane, że nie jestem kapusiem. Jedna z nich powiedziała: „A po co nam to? Nie chcemy tego widzieć!”. I zaczęła się głośno i serdecznie śmiać. I wtedy pomyślałam: „Chyba nie będzie tak źle!.”

Lexi

Nasze postanowienia noworoczne

  1-DSC_0237

 Asi postanowienie

Nigdy wcześniej nie korzystałam z żadnych postanowień noworocznych, bo nie było mi to potrzebne. Bałam się też rozczarowania, że nie podołam albo coś nie wyjdzie. Ale tego roku postanowiłam skorzystać z jednego postanowienia. A więc będę trzymała się jednego wersetu z Biblii z księgi Jeremiasza 33:3 :).

(„Wołaj do Mnie, a odpowiem ci, oznajmię ci rzeczy wielkie i niezgłębione, jakich nie znasz.”)

Asia

Moniki postanowienia noworoczne

  1. Postanawiam zdrowo i smacznie się odżywiać.
  2. Pisać dalszy ciąg opowiadania.
  3. Koniec.

Wierzę w postanowienia noworoczne, bo choć wiele z tych postanowień w krótkim czasie się kończy, to być może choć jedno się uda. Jeśli nie, to tragedii nie ma.

Każdy kolejny dzień jest nową szansą.

Monika

Anety B postanowienia noworoczne

  1. Będę więcej jadła sałatek.
  2. Będę chodziła na spacery.
  3. Nadal nie będę paliła.
  4. Będę bardziej dbała o swoich bliskich i przyjaciół.

Aneta B.

Izabelki postanowienie noworoczne

Chcę naprawić relację z tatą, z którym większość życia nie miałam w ogóle prawie kontaktu.

Izabelka

Miśki30 postanowienia noworoczne

Moim postanowieniem, jak co roku, jest zrzucenie paru kilo i nabranie tzw. rzeźby :). Jednym słowem, biorę się za siebie – ćwiczenia, spacery i ograniczam jedzenie. Biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku postanowiłam rzucić palenie i w połowie roku mi się udało, to może i w 2016 roku dojdę do wymarzonej wagi.

Miśka 30

Agnieszki postanowienia noworoczne

Muszę odnowić kontakt z rodziną z mojej strony.

Otrzymałam list od mojej mamy, która parę lat do mnie nie pisała. Kocham mamę, pomimo że nie dała mi szczęśliwego dzieciństwa. Te lata są do nadrobienia, zdałam sobie sprawę z tego, po tym jak zmieniło się moje życie, od kiedy się nawróciłam. Bóg pomógł mi w wielu trudnych sytuacjach w tym miejscu, a sama nie dałabym z tym sobie rady. Wierzę w to, że w tej sprawie mi pomoże.

Agnieszka

Ilony postanowienia noworoczne

1. Chciałabym być mniej leniwa.

    1. Chciałabym, żeby tak mi się chciało, jak mi się nie chce.
    2. Chciałabym pozbyć się swojego ostatniego demona, jakim jest palenie. To byłby sukces.
    3. Chciałabym mocniej okazywać uczucia, swojemu partnerowi, by czuł, że na prawdę go kocham i zależy mi na nas.

Ilona

Małgosia o postanowieniach noworocznych

Nie mam postanowień, bo bez sensu jest dla mnie dokładać sobie powodów do frustracji :). Jeżeli będę chciała coś zrobić, to data jest bez różnicy. Czy zacznę palić w nowy rok, czy w czerwcu – to nie ma znaczenia ;). Muszę sobie zorganizować jakieś nałogi – teraz musiałabym zacząć palić, pić i ćpać, żeby za rok móc postanowić, że zrywam z nałogami :). Jeżeli natomiast ktoś ma ochotę sobie coś postanowić, to życzę wytrwałości i sukcesu.

Małgosia

Lexi o tym, czy postanowienia noworoczne mają sens

Wierzę w postanowienia noworoczne i w to, że ludzie w nich trwają. Jeżeli chodzi o mnie, to co roku po 15 stycznia wszystkie ulatują z mojej głowy :).

Pozdrawiam Lexi.

Czego się boję po wyjściu z więzienia?

1-DSC_0324-002

W sumie to niczego się nie boję, bo i czego się bać. Jedynie czego chcę, to dożyć tego dnia, żeby móc stanąć po tej stronie muru, po której powinnam stać i zobaczyć tam moją mamę. Reszta da się wtedy poukładać tak jakbym tego chciała i nawet jeśli nie z dnia na dzień (takiego oczywiście przysłowiowego), to w miarę szybko i sprawnie. Mówiąc szczerze – to dziwię się, kiedy słyszę od ludzi, którzy po odsiedzeniu paru lat stwierdzają, że boją się tego, co zastaną po wyjściu. Z grubsza zastaną to, co zostawili. Przez rok czy dwa raczej nie stworzą piątej linii metra, latających pojazdów jak w „Piątym elemencie” i nie zobaczy się na ulicach robotów zamiast funkcjonariuszy publicznych. Nie wiem dlaczego ludzie wbijają sobie do głów takie zmartwienia na wyrost… Może lubią sami się dołować albo wiedzą, że zostawili tam życiowy pierdzielnik i do niego wrócą. Tyle, że wtedy to nie tyle obawy, co pewność, że wdepnie się w ten sam syf.

Może zamiast przez czas odsiadki się dołować, lepiej popracować nad sobą i podkładać sobie w głowie coś pozytywnego.

Małgosia

Wakacje

1-DSC_0097

Gdy rozum idzie na wakacje…. (marzenia i wspomnienia)

Pamiętam, że będąc jeszcze dzieckiem i żyjąc sobie beztrosko razem z bratem i rodzicami, co roku w wakacje jeździłam do bardzo spokojnej miejscowości Stawki K. Węgorzewa.

Piękna, malownicza miejscowość, dookoła domy, lasy, pola i dużo dzieciaków. Były też stawy i małe jeziorka. Dzisiejsza młodzież powiedziałaby – TOTALNA NUDA, ale dla mnie to był RAJ, ponieważ jeździłam tam do babci. Moja babcia całe życie wychowywana była na wsi, więc i bardzo prosta z niej kobieta była, ale o wielkim sercu. Zawsze kiedy do niej jeździłam, zadbała o wszystko – bo kiedy byłam dzieckiem uwielbiałam jeść i to dobrze, ze smakiem, co zresztą zostało do dziś. Były placki ziemniaczane, chrusty, obwarzanki, pączki i jeszcze wiele, wiele innych smakołyków. Ojej! Ile ja bym dzisiaj dała za tą beztroską dziecinność i te przepyszne placki ziemniaczane.

Aneta B.

Chciałabym spędzić wakacje w górach razem z moimi dziećmi…

Chodzilibyśmy w różne miejsca, ale najwięcej czasu spędzilibyśmy w lesie. Zbieralibyśmy grzyby, a po powrocie szybko, wspólnie przygotowalibyśmy jedzenie. Oczywiście nie z grzybów, bo za bardzo się na nich nie znam :). W górach spędziłabym tydzień, a później pojechalibyśmy nad

morze, tu znowu tydzień. Po tym ruszamy na Warmię i Mazury, a tam wynajmujemy letni domek. Robimy sobie czas na zwiedzanie np. starych zamków, ale znalazłabym też czas, żeby pójść do lasu na jagody i maliny. Byłoby super.

Asia

Na dziś dzień przychodzi mi do głowy wiele planów na wakacje oraz dużo miejsc, które chciałabym zwiedzić. Ale od dawna ilustruje się w mojej głowie miejsce zupełnie inne niż pospolita wieś czy inne miasto.

Chciałabym znaleźć się na wyspie oblewanej z każdej strony lazurową wodą ciepłego oceanu, np. Malediwy. Kiedyś oglądałam przewodnik po różnych zakątkach naszego świata. Ujął mnie przepiękny widok plaży oraz cudowna krystaliczna woda, na której była wybudowana kolonia jednorodzinnych, ekskluzywnych domków. Każdy był połączony drewnianymi mostkami. Naprawdę cud natury zgrywał się idealnie z cudem techniki. Piękne drzewa palmowe, z dala od zgiełku miasta oraz ogromu ludzi. Bardzo bym chciała zrealizować to marzenie. A co do tego z kim bym chciała spędzić ten czas. Najprawdopodobniej z moim chłopakiem oraz siostrą i jej miłością. Może kiedyś mi się uda tam pojechać.

Pozdrawiam, Kajzerka.

Gdy rozum idzie na wakacje, to dzieją się rzeczy najróżniejsze, ale tyle dobrego, że mogę wspominać do końca życia. Moich wyjazdów nie dałabym rady zliczyć, bo każdego roku lipiec to był dla mnie czas kolonii albo obozów, z reguły nad polskim, naszym cudnym morzem, a sierpień to wyjazdy z rodzicami i bratem na tzw. wczasy w góry. Różne miejsca, różne przeżycia, różne doznania za każdym razem, aż do dnia dzisiejszego głupkowaty uśmiech na pyszczku, kiedy sobie to przypominam. Gdyby teraz miała tydzień na wakacje, to chciałabym mieć wóz – taki „westernowy” z rozpiętym na łukach materiałem, a do wozu zaprzężony koń lub dwa i wiśta wio !!! Gdzie dałabym radę, po całej Europie, od wsi do wsi. Marzą mi się takie wakacje, gdzie mogłabym żyć jak Cyganie wieki temu. Chciałabym całkowicie poddać się żywiołowi – jeść co znajdę , spać gdzie się da, biegać boso po trawie, łowić ryby i spróbować jak smakuje bobrowy ogon albo karkówka z niedźwiedzia. Chłonąć życie bez ograniczeń, odciąć się od ludzi i powolutku mijać dzień za dniem.

Małgosia

Może będzie lepiej, gdy nie będę opisywać tego co bym zrobiła, gdyby nie było przy mnie rozumu. Na tę chwilę wymarzone wakacje to wakacje, które mogłabym spędzić z moją ukochaną córeczką. Nie ważne gdzie, byle tylko z nią. Natomiast wakacje, które dobrze wspominam… Miałam 13 lat, gdy oznajmiłam moim rodzicom, że w te wakacje pojadę na obóz harcerski i mają mnie zapisać w ZHP (trzeba było tam troszkę należeć, ale na szczęście to był marzec). Oczywiście chodziło o chłopca, Darek miał na imię i był bratem bliźniakiem mojej koleżanki Anity. No i stało się, zaopatrzona we wszystkie potrzebne artykuły, pojechałam do Łaz obok Mielna na obóz harcerski. Oczywiście po dwóch dniach miałam dosyć, a miłość nie dotrwała nawet do końca turnusu, ale wspomnienia zostały, nawet całkiem miłe… 🙂

Lexi

Moje wakacje spędzę z moją rodziną, która wspiera mnie w tych trudnych dla mnie chwilach. Niby mi się krzywda nie dzieje, ale tęsknota za rodziną doskwiera niemiłosiernie. Zabrałabym cała rodzinkę na bezludną wyspę, chociaż na tydzień, aby móc się nimi nacieszyć, mieć wszystkich dla siebie. Nie mam wielkich marzeń co do wymagań rzeczowych, więc moja wyobraźnia nie działa na szczegóły, pragnę je spędzić daną chwilą…

Agnieszka

Gdybym dostała wakacje od ZK, to myślę, że najbardziej chciałabym spędzić je sama z rodziną. To znaczy z mamą, córką i Arturem. Nigdy razem nie spędziliśmy tego czasu, a wiem, że mogłoby być super.

Moje ostatnie wakacje: tamtego lata, dokładnie w sierpniu trafiłam tu…, ale dobrze wspominam to lato. Codziennie z córką chodziłyśmy nad jeziorko i dobrze się bawiłyśmy. Wyglądało to tak… budziłyśmy się co ranek, może bardziej przed południem :). Jakieś śniadanko, albo nie… Szykowałyśmy kocyk, ręczniki, jakieś owoce. Owoców mamy w domu pod dostatkiem, bo mamuś pracuje na giełdzie owocowo-warzywnej, no i wiadomo do domu zawsze coś przyniosła. Wskakiwałyśmy w kostiumy i biegłyśmy na przystanek. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. No i wiadomo, wygodna miejscówka, rozeznanie otoczenia i pełen relaks. Córka dobrze pływa (lepiej ode mnie, więc się o nią nie martwiłam). Miałyśmy ze sobą płetwy… Córka trenowała pływanie, więc gadżetów w domu nie brakuje. Opalałyśmy się, śmiałyśmy się i było super. Teraz mam co wspominać.

UA (Marta)

Gdybym teraz dostała tydzień wolności na wakacje, wyglądałyby one tak: duży plecak, wyszukane promocyjne bilety lub auto-stop. Mały namiot na wszelki wypadek, gdyby trzeba było przespać się na dworze. W kieszeni kilka map europejskich miast lub polskich. Zwiedzanie, łażenie, kanapki z konserwą, zupki chińskie i tak cały tydzień, aż nogi by weszły w dupę.

Smaki jakie mi się kojarzą z wakacjami to: owoce, zupa śliwkowa ze śmietaną, zupki chińskie, lody śmietankowe, ryby z ośćmi, konserwa turystyczna, kiełbasa z grilla i na ciepło z musztardą, gofry.

Monika

Moje wymarzone wakacje: chciałabym kiedyś, w niedalekiej przyszłości pojechać sama do Paryża. Pozwiedzać tam w samotności i przypadkiem poznać przystojnego Francuza, który pokazałby mi najpiękniejsze części Paryża. Chciałabym się tam zakochać i przeżyć najpiękniejsze chwile mojego życia, dzięki którym wierzyłabym w to, że dla mnie świeci słońce.

Iza

Jak to się stało, że tu trafiłam? :)

bez napisów

No cóż… standartowy kierunek… ćpanie, kradzieże, kryminał. Byłam świadoma tego, że tu się znajdę.

Jak wiadomo, przyszedł czas, trzeba ponosić konsekwencje :).

Zdaję sobie sprawę, że jak nie zmieni się moje życie, moje postępowanie, kierunek, w którym podążam, to nigdy to się to nie zmieni. Problem w tym, że jestem uzależniona od narkotyków i prawdę mówiąc nie jestem na tyle silna, żeby z tym skończyć. Wiem, że nie mogę tego robić, zwłaszcza ze wględu na moją mamę. Wiem, że bardzo mnie potrzebuje, że liczy na mnie, na moją pomoc. Ma swoje lata, przy tym wychowuje moją córkę i strasznie jest jej ciężko z tym wszystkim w pojedynkę. A na dodatek wierzy we mnie. Wiem o tym wszystkim, ale nawet z tą wiedzą nie jestem przekonana co do sukcesu. Po prostu nie oszukuję się, wiem, że jak wyjdę pierwsze co zrobię, to przyćpam. Gorzkie, ale prawdziwe :(. Boję się, że popłynę i tym samym rozbiję mojej mamie serce. No i tu kółko zamyka się.

Wiola

Dla Córeczki

 1-DSC_0071

Czy dane będzie mi spojrzeć w oczy Twe i powiedzieć, że kiedy miałaś pięć lat, inną drogą miałam iść w świat.

Czy pamiętasz jeszcze moją twarz i czy wiesz, że to ja chciałam, abyś przyszła na świat.

Zawsze kochałam i kochać będę Cię, choć nie było szans na życie we dwie.

Czy kiedykolwiek wybaczysz mi i kiedy odejdę zapłaczesz nad grobem mym?

Proszę, odezwij się, bo każdy dzień zabija mnie.

Z myślą o Tobie, córeczko.

ANETA B

Pierwszy dzień wolności: wizja 4

3-IMG_0010

Jadę do domu z ciocią (mamą ewentualnie) i chrześnicą. Po drodze rozmawiamy o czym tylko się da. W domu czeka reszta rodziny. Stół zastawiony jedzeniem i alkoholem. Panuje lekki chaos, bo wszyscy biegają po domu, z kuchni do pokoju. Panuje gwar, dzieci biegają i krzyczą. Atmosfera podobna do świątecznej. W końcu siadamy przy stole i prawie wszyscy zaczynamy opowiadać, co ostatnio kogo spotkało, śmiejemy się i cieszymy sobą.

Nad ranem wypijam drinka i idę wziąć kąpiel w wannie (DŁUUUGĄ) z DUUUŻĄ pianą! A później luli w OGROMNYM łóżku z WIELKĄ poduchą! … Tydzień później…

MAŁGOSIA

 

Ojciec

1-DSC_0973

Mój ojciec to skończony frajer. Ciągle mu mało krzywdzenia ludzi, którzy byli rodziną i całe szczęście uwolniliśmy się od niego. Choć nie do końca, bo przecież musi znaleźć sobie zajęcie, raz na jakiś czas zjawić się i przypomnieć o swoim istnieniu… Oh życie, życie, czy żeś ty zgrozą?

Czy da się nienawidzić kogoś tak, że samo wspomnienie to ból, łzy i strach…? Oczywiście nie potrafię mu wybaczyć tego, jak zniszczył życie mi, mamie i bratu. Ten strach towarzyszący przez lata. Nie jestem gotowa, by mu przebaczyć, choć modlę się o siłę, by to mi się kiedyś udało. Świadomość, że miałam takiego ojca pozostawia mnie w przekonaniu, że nigdy nie będę chciała partnera, który będzie miał cechy jak mój pseudo ojciec. Albo nie będę miała partnera w ogóle. W duchu się do siebie śmieję, że kupię sobie bujany fotel, kota na kolana , kubek z gorącym napojem. Siedząc na altance z ukochaną mamą, śmiejąc się z życia. Być może takie mnie czeka życie, choć ta wersja mnie nie przeraża, przeraża mnie myśl, że mogłabym wpakować się w gówno, jak moja mama kiedyś, gdy pseudo ojciec miał być kochanym mężem i ojcem, a okazał się frajerem.

Podsumowując: Jak każda kobieta marzę o wspaniałej, idealnej miłości. O partnerze, który by mnie kochał do utraty tchu , a to się raczej nie spełni, pozostaje mi tylko marzyć

Iwona

Dzień Matki

1-DSC_0256

 

Wszystkim Mamom na całym świecie pragnę życzyć wytrwałości w ciężkich i trudnych chwilach, sił, by się nie poddawać, by wszelkie troski przegnał wiatr i osuszył łzy serca, by na Waszych twarzach gościł uśmiech, który rozpromienia buźki Waszych dzieci. I przede wszystkim tego, aby każda Mama, czy ta bardzo młoda, czy ze sporym stażem, była doceniona. Bo te nasze Mamy to są Super-Mamy.

 Przypomniał mi się stary wierszyk i pragnę ten wierszyk zadedykować wszystkim Mamom w imieniu dzieci, które są chore i nie mogą tego zrobić; mamom, które straciły swoje dzieci; mamom, które nie mogą dziś zobaczyć swoich dzieci i tym, które mamami zostaną lub już zostały chwilkę temu – tak czy siak dla Was wszystkich, kochane Mamy…

 Mamo, mamo coś Ci dam,

Jedno serce, które mam.

A w tym sercu róży kwiat.

Mamo, mamo – żyj sto lat!

Z wyrazami szacunku, chylę czoła wszystkim Mamom,

Iwona