Życzenia Blogerek

1-1-Życzenia Blogerek

Zbliżają się kolejne Święta Bożego Narodzenia, które na swój sposób my – tworzące tego bloga, jak i Wy – nasi Drodzy Czytacze – spędzimy wspólnie.

Dlatego że możemy i chcemy, składamy Wam najserdeczniejsze życzenia!

Przede wszystkim zdrowia – bo każdy wie, że ono jest najważniejsze, później spokoju – bo w życiu, które jest ciągłym biegnie, dobrze jest się zatrzymać choć na chwilę, następnie szczęścia – bo nawet jeśli jest jak mrugnięcie krótkie i ulotne, to miło, gdy nam się przytrafia, no i spełnienia – każdemu takiego, jakiego sobie tylko zapragnie.

Nowy 2016 Rok: żeby był w miarę możliwości lepszy od tego, który mija, albo chociaż żeby nie był gorszy 🙂 i żebyśmy wszyscy mieli okazję spotkać się za rok i znowu życzyć sobie najlepszego!

Blogerki

I my, Redakcja bloga z wolności,  życzymy wszystkim naszym Czytaczom wesołych i spokojnych Świąt. Przyjaciołom dziękujemy za wsparcie.
W szczególności dziękujemy Onet.pl za opiekę,  wspieranie i prezenty. Firma ta od początku istnienia eWKratke.blog.pl opiekuje się nami, wspiera dobrą radą,  promuje i utrzymuje bez nastawienia na zysk.
Dziękujemy serdecznie za wszystko, życzymy pomyślności i wielu naśladowników!

Wydawca eWKratke
Fundacja “Dom Kultury”

Przygotowania do Świąt

1-DSC_0158

 W więzieniu zaczynam przygotowywać się do Świąt już dwa miesiące przed Wigilią.

Potrzebuję tyle czasu na przygotowanie pocztówek (robię je sama). W tym roku postanowiłam zrobić wyszywane pocztówki. No i czuję, jak czas przelatuje przez palce. Już grudzień, a ja jeszcze nie skończyłam. Przygotowuję też prezenty dla przyjaciół i ich podopiecznych, dla rodziny.

Plany na wielkie sprzątanie – na szczęście to tylko jedno pomieszczenie :).

No i ozdoby. Stroik i ozdoby celi. A na koniec pięknie namaluję szron na oknie pastą do zębów. Będzie okno jak z bajek.

Trochę oszczędności, żeby można było zrobić śledzika. Ksiądz rozda opłatek. W telewizji włączę kolędowanie.

Zostaje najtrudniejsze: telefon z życzeniami do domu. Nie dzwonię w same Święta, zawsze składam życzenia dzień wcześniej, bo to dużo łatwiejsze.

W samą Wigilię planujemy jakieś więzienne smakołyki (sałatkę warzywną, sałatkę z zupki chińskiej, jakieś ciasto). Podzielimy się opłatkiem, zjemy śledzia i obejrzę mnóstwo filmów o mikołajach i Świętach.

Tak to mniej więcej wygląda. Kilka szczegółów pominęłam, bo chciałam Wam pokazać te pozytywne strony, bo w Święta właśnie te są najważniejsze.

PS. W związku z tym, że Święta się zbliżają wielkimi krokami, chciałabym złożyć życzenia wszystkim ludziom, którzy zaglądają na naszego bloga, wszystkim, którzy go tworzą i w ogóle wszystkim, którzy jeszcze żadnych życzeń nie otrzymali.

Spokojnych i ciepłych od miłości Świąt. Niech Boże błogosławieństwo będzie ze wszystkimi i wszędzie.

Monika

Nie lubię Świąt

1-DSC_0167

Są osoby, które na swój sposób je obchodzą tu w więzieniu. Wystrajają cele, robią sobie różne jedzenie, a nawet wypieki a la świąteczne… Jeśli chodzi o mnie to nie lubię Świąt i zbytnio ich nie obchodzę. Ale w jakimś stopniu dostosowuję się się do współlokatorek z celi, ale osobiście ich nie obchodzę. To nie tak, że tutaj ich nie obchodzę, bo na wolności też nie obchodziłam. A to dlatego, że kłótnie rodzinne w tym okresie (między rodzicami) mi ten świąteczny czas obrzydziły.

Agnieszka

 

 

Czym są dla mnie Święta

 1-DSC_0254-001

Pełna wiara miłości bliskich, zjednoczenie, zrozumienie wybaczania błędów, radość, wspólne pojednanie, doznawanie ciągłego wsparcia na dobre i złe, a nadto wszystko bezpieczeństwo.

Najkochańsze Święta to Święta razem z dziadkami. Pełna wiara w lepsze i codzienne jutro okazywane przez moją babunię ze strony mamy. Ciepła atmosfera, poczęstunek, a także życzenia i prezenty, śpiewanie wspólnie kolęd świątecznych. Oczekiwanie pierwszej gwiazdki z modlitwą w Kościele, smakowanie pysznych ryb, dzielenie się wszystkim co dobre.

Aneta

 

Fiesta latina Ed Szynszyla

1-DSC_0063-001

Jednym z moich marzeń, takich z pierwszej dwudziestki na liście i przy założeniu, że dożyję – jest wyjazd do Rio na karnawał. Jeszcze mi do realizacji daleko, ale życie bywa zabawnie przewrotne i skoro nie może Małgosia do Rio to poniekąd Rio przyszło do Małgosi 😉 . Wczoraj miałyśmy niesamowitego gościa, który nie tylko opowiadał nam o tym, jak to w Brazylii jest, ale przyniósł ze sobą całą masę przedmiotów związanych z karnawałem – i nie tylko. Poza strojami, które noszą tancerki samby = od pióropusza do butów na szaleńczo wysokich koturnach, mogłyśmy zobaczyć, dotknąć i zagrać na przeróżnych instrumentach. Oczywiście nazwy były tak egzotyczne, że dziś już ich nie pamiętam 🙂 , ale nie to jest najważniejsze. Tyle kolorów i dźwięków nawet w tak małej skali to harmider w głowie 🙂 , ale tak przyjemny, że automatycznie chciałoby się więcej… Tyle, że w oryginale 🙂 . Sam karnawał to dla mnie tylko dodatek, który chętnie zaliczyłbym, ale tylko po to, aby później przeżyć wszystko co możliwe z daleka od większych miast. Kiedyś Beata Pawlikowska podróżowała śladem Arkady Fiedlera – może mi uda się za czas jakiś popodróżować jej śladem? Dostałyśmy książkę “Blondynka na Amazonce” – nie sposób się oderwać od takiej lektury 🙂 !

Na razie mogę tylko poczytać i posłuchać opowieści innych ludzi, choćby tak jak naszego gościa Ed Szynszyla, ale za jakiś czas – mam nadzieję – dane mi będzie przeżyć coś podobnego, co będę mogła poopowiadać innym albo wspominać we własnej głowie i uśmiechać się szeroko do własnych wspomnień.

Małgosia

Rozgrzeszenie

 1-DSC_0030

Chcę pomagać ludziom, którzy zbłądzili, którzy są być może gdzieś na swoim życiowym zakręcie. Chciałabym rozmawiać z osobami uzależnionymi – którzy chcą, a nie wiedzą jak powiedzieć STOP nałogowi, który jest ich katem, a oni ofiarą, bo są słabi, bezsilni. Panie Boże, zróbmy tak – każdy ocalony, wygrany – to moje rozgrzeszenie, jeden grzech mniej. Czy tak może być?… Dla mnie musi, bo czułabym się zrozumiana, potrzebna – mogłabym być światełkiem w tunelu – kto chce ten zobaczy promyk nadziei na lepsze jutro. Myślę, aby zrobić np.: projekt lub pogawędki na ten temat i puścić w obieg, ale najbardziej usatysfakcjonowałaby mnie bezpośrednia rozmowa. Nie ma to jak czuć, widzieć, płakać i śmiać się z drugim człowiekiem.

Pozdrawiam, Aneta B.

Czego się boję po wyjściu z więzienia?

1-DSC_0324-002

W sumie to niczego się nie boję, bo i czego się bać. Jedynie czego chcę, to dożyć tego dnia, żeby móc stanąć po tej stronie muru, po której powinnam stać i zobaczyć tam moją mamę. Reszta da się wtedy poukładać tak jakbym tego chciała i nawet jeśli nie z dnia na dzień (takiego oczywiście przysłowiowego), to w miarę szybko i sprawnie. Mówiąc szczerze – to dziwię się, kiedy słyszę od ludzi, którzy po odsiedzeniu paru lat stwierdzają, że boją się tego, co zastaną po wyjściu. Z grubsza zastaną to, co zostawili. Przez rok czy dwa raczej nie stworzą piątej linii metra, latających pojazdów jak w „Piątym elemencie” i nie zobaczy się na ulicach robotów zamiast funkcjonariuszy publicznych. Nie wiem dlaczego ludzie wbijają sobie do głów takie zmartwienia na wyrost… Może lubią sami się dołować albo wiedzą, że zostawili tam życiowy pierdzielnik i do niego wrócą. Tyle, że wtedy to nie tyle obawy, co pewność, że wdepnie się w ten sam syf.

Może zamiast przez czas odsiadki się dołować, lepiej popracować nad sobą i podkładać sobie w głowie coś pozytywnego.

Małgosia

Praca w więzieniu

 1-DSC_0365

W końcu udało mi się ponownie wziąć za pracę w danej placówce! Jak tu trafiłam? Jeździłam z jedzeniem na oddziale, na którym siedziałam, byłam – kalifaktorką. Po zmianie oddziału (bo tak to jest, że zmieniamy oddziały) z prywatnych przyczyn zrezygnowałam z pracy bez wytłumaczenia się, żałuję tego, że nie wytłumaczyłam. Dlaczego? A to dlatego, że trudno było zacząć pracować. Zapewne jak bym wytłumaczyła przenieśliby mnie gdzieś indziej, no ale emocje zrobiły swoje :(. Po dłuższym czasie dali mi szansę – dali pracę na kuchni (pracuję dopiero od półtora miesiąca). Ciężko tam, uczę się tak naprawdę nowych rzeczy, ja np. podglądam jak gotować na dużą ilość osób. Jak na razie obieram ziemniaki no i sprzątam, ale przyjdzie i na mnie czas, aby stanąć przy tym ogromnym garze. Pozdrawiam serdecznie wszystkich wiernych Czytelników naszego bloga.

Agnieszka

Kuchnia wegańska

1-2-DSCN4475

Jeżeli o moje zdanie chodzi, to w tym wydaniu kuchni wegańskiej spodobało mi się… ekipa telewizyjna. Wszyscy byli niesamowicie fajnie zorganizowani, każdy wiedział co i kiedy robić, a wbrew pozorom pracowite jest życie w kuchni… od kuchni ;). Na swój sposób byłam zachwycona, bo 1) ludzie robiący ten program tworzą wokół siebie przemiłą atmosferę 2) nie na co dzień mamy tu dostęp do tylu świeżych warzyw, aby móc je chrupać jak króliki :). Jestem ciekawa z natury, więc jeżeli mam okazję czegoś spróbować, to na bank w to wejdę i zbiorę nowe doświadczenia. Nie potrafię jednak do tego co np. jem dorabiać jakiejś ideologii, że to zwierzątek mi szkoda, bo żyją czy mają uczucia, że sałata też żyje i czuje, że świnia też człowiek ;). Jestem wszystkożerna i potrzebuję tak mięsa, jak mleka, jajeczek (moich kochanych!) i zieleniny. Raz na jakiś czas mogę sobie pojeść soję, czy pomidorowej z soczewicą – bo taka zupka – papka dla bobasa zabawna jest nawet, ale żeby z czegoś całkowicie zrezygnować, to ja nie chcę. Moja mama humus ma chyba non-stop w lodówce, a mi on jakoś specjalnie dupy nie urywa, zdecydowanie bardziej wolę pastę typu jaja na twardo.

Taki przepis: jaja na twardo rozdrobnione widelcem + tuńczyk (albo dowolna ryba – co kto lubi, wędzona makrela też mniam) + majonez + ogórek świeży w kostkę drobno pokrojony + pieprz + sól = PYCHOTA !

Całe szczęście, że każdy może jeść co chce i jak chce i całe szczęście, że możemy się pomimo różnic poznawać i dogadywać , nawet jeśli poprzez jeden tylko zmysł – smaku, to miłe.

Małgosia

Pytanie

1-DSC_0964

Wrażliwość chyba wyszła z mody. Teraz trzeba mieć, żeby być. Ciągle lepiej, więcej, wyżej, dłużej itd. Machina cywilizacji prowadzi nas niechybnie nad przepaść Tartaru. Musimy brać coraz więcej leków przeciwbólowych. Ukrywamy gdzieś w szafie nasze marzenia. Ukrywamy uczucia.

Świat staje się „Wesołym Miasteczkiem”, gdzie do każdego uczucia musimy kupić bilet.

Coraz więcej leków przeciwbólowych to sposób na przetrwanie.

Czasem patrzę na ludzi o twarzach bez wyrazu. Przeraża mnie ta pustka. Ich nie stać na bilet do „Wesołego Miasteczka”.

Teraz żeby być, trzeba mieć. Trzeba mieć, żeby być.

Ja nie mam…

Więc czy istnieję jeszcze?

Ag.U