Za czym tęsknię…

1-1-DSC_0769

Odpowiedź prosta i banalna. Za wszystkim tym, czego tu nie ma. Za zapachami, kolorami, dźwiękami, na które Wy nie zwracacie uwagi albo i macie ich dosyć. Za zwykła codziennością i gwarem zatłoczonych ulic. Tęsknię za kolejkami w supermarketach, przepełnionymi autobusami, wkurzeniem, które mi towarzyszy, gdy rozpędzony samochód wjeżdża w kałużę, a ja stoję na chodniku w jasnych spodniach. Brakuje mi widoku kolorowych billbordów i zgiełku świateł w moim mieście. Tęsknię za zapachem świeżych bułeczek, gdy przechodzę koło piekarni, za zapachem ziemi po deszczu. Nawet tęsknię za wdepnięciem w psią kupę, mimo że wpadłam po uszy w g…. :).  Są to rzeczy tak przyziemne dla niektórych, mogą się wydawać niedorzeczne, ale dla mnie w obecnym momencie nieosiągalne….

 Miśka 30

Kara w karze

1-5-DSC_0535

Dziwny tytuł? No a jak inaczej nazwać to, co mnie tutaj spotkało? Jestem matką. Parę tygodni temu kobieta skazana za zabójstwo kilkorga swoich dzieci została przydzielona do celi mieszkalnej, w której przebywałam. Rozpacz! Złość, frustracja, ogromny żal o niemoc…. Dlaczego? Kto o tym zadecydował? Walka samej z sobą, by najzwyczajniej nie zrobić jej krzywdy. Nikt mnie nie przygotował na tą sytuację. Zostałam sama z narastającym żalem, gniewem, złością. Sam fakt, że musiałam dzielić z tą kobietą prawie wszystko w celi zamkniętej 24 godziny na dobę, jest dodatkową karą, karą, która okazała się być próbą, szkołą dla mnie samej. I dziś zadaję sobie pytanie, kim jestem? Kim byłam? Kim się stałam? Gdzie podział się uśmiech w kąciku ust? Czy uważam, że mam prawo do podejmowania decyzji? Do pochylania się nad tym, co mi w duszy gra? Czy to, że jestem matką, daje mi przyzwolenie i prawo do łamania przykazania miłości? Pan Jezus nas nie ocenia, kocha pomad wszystko… Uczy każdego dnia wybaczenia, zrozumienia i miłości do bliźniego… Temat zabójstwa dzieci jest bardzo delikatny, kruchy, bulwersujący… Dlatego odważyłam się na wpis na ten temat.

Pozdrawiam serdecznie – szczególnie wszystkie matki i kobiety, które nie doświadczyły bycia matką…

Mysza.

Od redakcji bloga: Mysza jest osadzoną z zakładu penitencjarnego w Białymstoku, gościnnie pisze na naszym blogu.

Za czym tęsknię

1-DSC_0005

Nie będę pisała, czego brakuje mi w tym miejscu, bo to zbędne, przyziemne sprawy. Bardziej tęsknię za pewnymi bodźcami i odczuciami, takimi jak wkurzanie się na codzienne drobne przeszkody życiowe, które tak naprawdę nie mają większego znaczenia, jednak widzę to dopiero teraz. Tęsknię za ludźmi i nie tylko bliskimi mi, za każdym kto mijał mnie niezauważalnie na ulicy, za każdym z kim codziennie jechałam autobusem. Uwielbiałam obserwować niezadowolone twarze, patrząc myślałam sobie „gdybyście tylko wiedzieli, że można znaleźć się odizolowanym od tych codziennych zajęć, które teraz wydają się takie monotonne, a jednak można się z nich cieszyć”. Tęsknię za zapachem spalin. Zapachem polewy czekoladowej, który unosił się nad ranem z fabryki Wedla, a któego będąc na wolności tak nie znosiłam. Najbardziej tęsknię za moimi pieskami, za ich ciepłem, mokrym językiem, który czułam rano na twarzy, kiedy chciały wyjść na spacer, za ich głosem i bezwarunkową miłością, którą mnie darzą.

Jednym zdaniem, tęsknię za każdym zwyczajnym dniem po tamtej stronie.

Poli

Miłość

1-P1100898

Wyrośliśmy w przekonaniu, że nasze dobre samopoczucie zależy od tego, czy inni nas kochają. Jednakże ten przekręcony sposób myślenia przysporzy nam wiele zmartwień.

Tak naprawdę nasze samopoczucie jest wynikiem tego, ile miłości daliśmy innym. Nie polega to na tym, ile mamy, ale na tym, ile dajemy.

„Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się. Nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego… Miłość nigdy nie ustaje”.

1 List do Koryntian 13

Joshua 27 lat

 

Człowieczeństwo

DSC_0660

Czym jest człowieczeństwo? Takie zadaję sobie pytanie. Co dokładnie określa człowieczeństwo? Człowieczeństwo, czyli co? Czy to cechy charakteru, czy uczucia? Postępowanie? Empatia? A może wszystko naraz? Jedna sytuacja, a raczej historia, jaką usłyszałam od mojej znajomej przychodzi mi do głowy, gdy myślę o człowieczeństwie.

Przyszła do więzienia w ciąży, dostała bardzo duży wyrok i stanęła przed pytaniem: „jakie będzie życie mojego dziecka? Co mu dam? Moją miłość? Czy to wystarczy? Czy zniszczę mu życie, kiedy zostawię je przy sobie? Kocham je, pragnę całą sobą, aby było ze mną, ale co je wtedy czeka? Trzy lata ze mną, a później tułanie się po ośrodkach, domach dziecka. Czekanie, aż mamusia wyjdzie z więzienia i się nim nareszcie zajmie. Chcę, żeby było moje!!! Ale już wiem, że to najgorsze, co mogę mu zrobić. Kocham je i muszę je oddać.  Gdy się rodzi, daję sobie tydzień – tydzień miłości do niej i jej do mnie. Poświęcam jej każdą chwilę. Kiedy krzywi się, od razu zaczynam do niej mówić, a ona uspokaja się. Chcę, żeby była szczęśliwa, spokojna, zadbana, kochana. Jest. Bardzo szybko ją adoptowano – nic dziwnego jest śliczna. Jestem nieszczęśliwa, ale spokojna.”

To jest dla mnie człowieczeństwo i nie zniszczy tego fakt, że nie zastanawiała się wcześniej, zanim tu trafiła, co z tym dzieckiem się stanie. Widzę, jak to wspomina. Widzę, co czuje. Wiem, ile ją to kosztowało. Czy oddanie dziecka jest człowieczeństwem? Jest. Okoliczności nie zmieniają ludzkich uczuć, a miejsce nie odbiera człowieczeństwa.

 Wydaje mi się, że wielu czytelników naszego bloga spodziewa się tego, że będzie czytać o tym, jak bardzo żałujemy tego, co zrobiłyśmy, będziemy się publicznie samobiczować. To by było nawet do przyjęcia, ale gdy okazuje się, że tak nie jest, że żartujemy, kłócimy się, że pragniemy przyziemnych rzeczy, ludzie się wkurzają. Dlaczego? Przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie świętymi, nie męczennicami. Wina – kara – żal za czyn to bardzo osobista sprawa i nie powinna być opisywana po to, aby zadowolić czytającego. Poczucie winy – przebaczenie – to są emocje między pokrzywdzonym i krzywdzącym, a nie dla publicznego przytaknięcia. Nikt nie będzie o tym pisał dopóki sam nie zechce. A z reguły nikt nie chce. Ja też.

 Trzeba się zastanowić, jak głęboko każdy z nas ludzi jest w stanie wpuścić innych w swoje emocje. Wystawiając się na czyjąś krytykę, jedni głęboko, inni bardzo płytko – jednak każdy decyduje sam. Dlatego pozwólcie nam decydować o tym, co chcemy pisać. Jeśli się komuś spodoba, fajnie. Jeśli nie, trudno. Jednak nie nastawiajcie się z góry, o czym powinniśmy pisać, żeby było do zniesienia to, że w ogóle można nam mówi

Ja powiedziałam wcześniej, jesteśmy ludźmi, którzy mają emocje, uczucia, swoje przyziemne sprawy. Żartujemy, tańczymy i płaczemy, doświadczamy miłości, tęsknoty, zdrady, rozpaczy, jak wszyscy, bo okoliczności ani miejsce nie zmieniają człowieka w nieczłowieka. Tak jak ta matka, którą opisałam na początku i jej miłość – jest taka sama jak wiele matek na wolności. Tak i uczucia w nas są takie same jak wśród ludzi na wolności. Być może niektórym będzie się trudno z tym pogodzić, jednak ten fakt pozostanie niezmienny.

 Monika

 

Moje autorytety c.d.

5-DSC_0545

Temat padł, pustka w głowie… Ale chwilunia, nie ma się nad czym w ogóle zastanawiać, przecież mam taką osobę – ś.p. Mąż… Tak, to ponad wszystko: On. Bardzo dużo dla mnie znaczył, moja pierwsza Miłość – szczera, oddana, bezgraniczna i jedyna!
Nie mam go od sześciu lat. Miał wypadek na budowie. Zbyt młody i zbyt zachłanny na szczęście rodzinne, które budowaliśmy. Miał 25 lat… cóż… nasze drogi chwilowo się rozeszły, bo ja na Ziemi, a on w Niebie, ale przecież kiedyś, za chwil parę będziemy znów Razem. Spełnię swoje obowiązki i zmykam do Niego… Przecież KOCHA, to poczeka!

Wychowaliśmy się w domu dziecka obydwoje. On miał 14 lat, ja 15, gdy Amorek nas ze sobą połączył na dobre i na złe. Nasze “rodzinne” perypetie były zbliżone, brak miłości ze strony “rozdziców”, zostawieni sami sobie. Nie było w naszych miejscach wzoru rodziny, ciepła…

Chcieliśmy być zawsze już Razem, jedno za drugim w ogień by wskoczyło. Wspólne ucieczki, alkohol, papieros, używki i towarzystwo…
On został przysposobiony przez Rodzinę w wieku 16 lat, ja niestety nie, bo gdzieś w świecie była rodzicielka moja, która utrudniała pewne procedury. Trudno. Byłam niegrzeczna, jak nie było go blisko. Choć nadal byliśmy Razem, pojawił się lęk o Nas. A przeceż byliśmy dopiero nastolatkami, zbyt dorosłymi jak na tamtą chwilę. Jemu też było ciężko. Znikał ze swego Nowego Domu do mnie, by mnie powstrzymać przed złym – przed wybuchowością, używkami, towarzystwem zgubnym. Kłóciliśmy się bardzo często, ale on zawsze trwał przy mnie, tłumaczył, że nie możemy się stoczyć, że musimy osiągnąć cel – szczęście we własnym kącie. Miał ogromną siłę przemowy wobec mnie. To dzięki Darkowi nigdy nie byłam galerianką, jak większość u nas – w bidulu – dziewczyn, nie zostałam alkoholiczką, choć tak byłoby może łatwiej? Choć na chwilę? Był moim Aniołem. Wybrałam życie normalne, chociaż nieznane, bo już dorosłe.
Dostałam mieszkanie, wyprawkę… Przekroczyliśmy jego próg Razem… Nie mieliśmy nic, tylko siebie i malutkie życie wewnątrz mnie – nasza córcia – nasz kochany owoc bezgranicznej Miłości.
Owszem, była panika. Nie chcieliśmy pomocy od mojej Babuni, wujka bądź Teściowej – bo wzięliśmy najpiękniejszy na świecie ślub – ukoronowanie Naszej Miłości.
Byliśmy zawzięci na ognisko domowe i z uporem do niego dążyliśmy. Każdego dnia wiele emocji przysparzaliśmy sobie, ale trwaliśmy dla siebie. Gdy jedno upadało, drugie go zawsze podnosiło. Nauczyliśmy się prowadzić gospodarstwo domowe, jakiego MY nigdy wcześniej nie znaliśmy. Uczyliśmy się wszystkiego na samych sobie. Warto było – dla szczęścia. On będzie dla mnie zawsze już wzorem mężczyzny i Taty, bo wspaniale się odnalazł, a przecież obowiązki narastały, bo byliśmy rodzicami “Atomówek” – trzy wspaniałe córy i ś.p. synek, którym nie dane było nam się długo nacieszyć… Moi mężczyźni życia patrzą na nas,“babiniec domowy”, z góry.

Wiem, że szczęśliwa i spełniona jestem dzięki Mojemu ś. p. Mężowi. Wpłynął ten człowiek na mnie bardzo pozytywnie i dzięki Niemu zaznałam ciepła rodzinnego. Choć zbyt szybko i nagle przerwane to zostało, ale… Mam trzy córcie, będę umiała im doradzić to czy tamto, jeśli chodzi o tworzenie ich rodzin dzięki własnej nauce z ich Tatą. Rzeczy najtrudniejsze do osiągnięcia są tak naprawdę najprostsze. Tylko trzeba się na nie otworzyć. Nawet jeśli nie masz wzoru jak żyć, jak być, jak tworzyć – to bądź dla siebie wzorem, a może właśnie ktoś w Tobie dostrzeże wzór?
Czytelniku, a Ty masz swój autorytet?
Smerfetka

Bardzo chciałabym kochać

01-DSC_0765

Wbrew temu, co ludzie mogą sobie pomyśleć, więzienie to miejsce, gdzie uprawia się seks, a nawet można się zakochać. Ja po trzech latach pobytu w więzieniu zauważyłam, że brak seksu zaczął mi dość mocno doskwierać – może nawet nie same braki pod tym względem, ale też to, co się z nim wiąże, np. poczucie bliskości, własnej atrakcyjności, brak poczucia samotności. Chciałam czuć to wszystko. I tak poznałam dziewczynę, której się podobałam. Dodam tylko, że nigdy wcześniej nie byłam z kobietą w związku, więc nie wiedziałam, czy ja mogłabym na coś takiego pójść. Przekonała mnie do tego moja chęć, aby ciągle szukać jej towarzystwa. Kiedy pierwszy raz się pocałowałyśmy, hmmm… Ten pocałunek był tak przyjemny jak jeszcze żaden w moim życiu, i tak moje życie seksualne nabrało rumieńców. Ale jak to z reguły bywa, jeśli coś nie jest podbudowane głębszym uczuciem, po prostu się rozpływa (oczywiście moim zdaniem).
Mój drugi związek wyglądał zupełnie inaczej. Przyszła do więzienia śliczna dziewczyna. Gdy ją bliżej poznałam, okazała się do tego mądra, nadawałyśmy na tych samych falach. To, co czułam, naprawdę jest nie do opisania, albo jest, ale ja tego nie potrafię. Poczułam na własnej skórze prawdziwość powiedzenia „przyciągać jak magnes”. Zaczęłam się łapać na tym, że coraz bliżej niej siadam. Kiedy przychodził czas zamykania cel i musiała wracać do siebie, wkurzałam się, wciąż o niej myślałam. Czułam się jak jakiś podlotek, znaczenie miało dla mnie nawet to, że całus w policzek trwał trochę dłużej, niż powinien.
Oczywiście stroiłam się, chciałam być wyjątkowa, bo tak się dzięki niej czułam. Tak, to była miłość. Zakochałam się – zupełnie inaczej niż w chłopaku, intensywność tych emocji jest całkowicie różna. W więzieniu razem spędziłyśmy tylko kilka miesięcy. Później żyłyśmy w dwóch różnych światach – ona na wolności, ja w więzieniu. Nasz związek skończył się po czterech latach, a przyjaźń zagubiła po dziesięciu. Myślę, że to dlatego, że nie mogłyśmy się widywać. Polskie prawo nie uznaje jako rodziny takiej osoby, jaką ona była dla mnie.
Później jeszcze parę razy uprawiałam seks, teraz nie uprawiam, ale bardzo bym chciała kochać. Nawet jeśli jakiekolwiek uczucia, które się w nas pojawiają, wykorzystywane są jako karta przetargowa, aby wymusić coś wbrew twojej woli, to i tak warto czuć. Bo czy może być coś piękniejszego w człowieku niż miłość czy przyjaźń?
Monika

https://www.facebook.com/ewkratke