Kuchnia wegańska

1-2-DSCN4475

Jeżeli o moje zdanie chodzi, to w tym wydaniu kuchni wegańskiej spodobało mi się… ekipa telewizyjna. Wszyscy byli niesamowicie fajnie zorganizowani, każdy wiedział co i kiedy robić, a wbrew pozorom pracowite jest życie w kuchni… od kuchni ;). Na swój sposób byłam zachwycona, bo 1) ludzie robiący ten program tworzą wokół siebie przemiłą atmosferę 2) nie na co dzień mamy tu dostęp do tylu świeżych warzyw, aby móc je chrupać jak króliki :). Jestem ciekawa z natury, więc jeżeli mam okazję czegoś spróbować, to na bank w to wejdę i zbiorę nowe doświadczenia. Nie potrafię jednak do tego co np. jem dorabiać jakiejś ideologii, że to zwierzątek mi szkoda, bo żyją czy mają uczucia, że sałata też żyje i czuje, że świnia też człowiek ;). Jestem wszystkożerna i potrzebuję tak mięsa, jak mleka, jajeczek (moich kochanych!) i zieleniny. Raz na jakiś czas mogę sobie pojeść soję, czy pomidorowej z soczewicą – bo taka zupka – papka dla bobasa zabawna jest nawet, ale żeby z czegoś całkowicie zrezygnować, to ja nie chcę. Moja mama humus ma chyba non-stop w lodówce, a mi on jakoś specjalnie dupy nie urywa, zdecydowanie bardziej wolę pastę typu jaja na twardo.

Taki przepis: jaja na twardo rozdrobnione widelcem + tuńczyk (albo dowolna ryba – co kto lubi, wędzona makrela też mniam) + majonez + ogórek świeży w kostkę drobno pokrojony + pieprz + sól = PYCHOTA !

Całe szczęście, że każdy może jeść co chce i jak chce i całe szczęście, że możemy się pomimo różnic poznawać i dogadywać , nawet jeśli poprzez jeden tylko zmysł – smaku, to miłe.

Małgosia

Nasz gość

1-DSC_0974

Ostatnio odwiedziła nas Agnieszka Caban, aby porozmawiać trochę o kulturze i historii Romów. Mi osobiście ta wizyta sprawiła sporą przyjemność. Akurat czytałam wtedy książkę „Bosonoga królowa” Ildefonso Falconesa, w której autor przedstawił historię Cyganów w Hiszpanii w połowie XVIII wieku. Mogłam dopytać o kilka kwestii, upewnić się, żeFalcones nie wymyślił za dużo 🙂 i przy okazji dowiedzieć się nowych rzeczy, o których nie miałam pojęcia.

W Radomiu istnieje Stowarzyszenie Romów „Romano Waśt”, które zainicjowało wydanie albumu „Cyganie/Romowie – znikający świat?” i ten album od Agnieszki Caban dostałyśmy w prezencie. Słów tam nie ma prawie wcale, bo i nie są potrzebne – mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że są wręcz zbędne, bo ten album to zbiór fotografii przygotowany przez Andrzeja Grzymałę – Kazłowskiego. Są w nim wyodrębnione trzy części pokazujące: dzieciństwo – czas dojrzewania i starość Cyganów. Patrząc na te zdjęcia, tak bardzo stare, jak i te nowsze, jakoś zrobiło mi się  żal, że nie żyłam +/- sto lat temu, bo nie doświadczyłam i już niestety nie doświadczę tego, co na ówczesnych fotografiach mogłam zobaczyć. Ominęło mnie coś nieprawdopodobnego i jak na mój gust wręcz bajkowego i … szkoda, że ominęło.

Mam nadzieję, że uda się raz jeszcze Agnieszkę zaprosić, aby mogła opowiedzieć nam więcej i bardziej szczegółowo o życiu Romów.

Małgosia

1-kwartalnik_logo

KULTURA NA ZAMKU – C.D.

2-DSC_1512

Miałam zamiar odpisać na ten temat konkretnie do jednej osoby, ale wydaje mi się, że mogę szerzej – a nawet nie tyle mogę, co powinnam. Różnie można oceniać to, co dzieje się w zakładach karnych pod kątem zajęć kulturalnych. Wg mnie – całe szczęście, że coś się w ogóle ruszyło i całe szczęście, że o tym się zaczęło mówić. Może to wszystko co robimy nie jest na solidnym poziomie artystycznym, ale dobrze, że znaleźli się tacy ludzie, którzy, po pierwsze – chcą nam pokazywać, czym się zajmują i po drugie – chcą przychodzić do skazańców i oddawać im swój czas. Kiedy ktoś patrzy na filmik, o którym mówi Blaupunkt, to może widzi przemówienia, pioseneczki i malowanie płotka, ale dla osób, które w tym uczestniczą i patrzą z perspektywy skazanej – to impreza na jakiej nie było cię od lat i nawet samo to czyni takie spotkanie wyjątkowym. Jeżeli chodzi o dostęp do różnego rodzaju zajęć, które organizuje dla nas „Dom Kultury”, to jest tego sporo – a że uczęszcza garstka dziewczyn, to już nieistotne. Nie jesteśmy wybrane przez wychowawcę, same bardzo dobrowolnie zgłosiłyśmy się do różnych projektów. Oddział, w którym jesteśmy liczy ponad setkę osób ( + / – ), w zależności od sezonu. 🙂 I w sumie zapisać się i uczęszczać może każda chętna. No i tu jest psikus – bo chętnych jest tyle, ile widać na załączonym obrazku ( = filmiku ). Nikt na siłę tu nikogo za kłaki nie zaciągnie. Jeżeli ktoś woli leżeć cały dzień na łóżku i gapić się w sufit lub obserwować współosadzone – to jej wybór. Ludzie albo są ciekawi nowych doświadczeń, albo nie. Zdarza się – i to niezbyt często niestety – że przyjdą raz lub dwa, aby uznać zajęcia za nieinteresujące i zrezygnować. Może gdyby udział miał wpływ na przepustki lub przedterminowe zwolnienie, to tłumy waliłyby drzwiami i oknami (wtedy to i pleksa nie byłaby pewnie przeszkodą :)). Osoby, które korzystają z zajęć – ta garstka – robią to dla siebie i w sumie to uważam, że im mniej czasem oznacza tym więcej. 🙂

MAŁGOSIA

List z wolności

 1-DSC_1800

Witam Cię, Kochana

Na wstępie serdecznie pozdrawiam.

Jak wiesz, wyszłam na przerwę w karze, na serducho. I więc tak, jest tragedia ze mną, nie radzę sobie z niczym. Mieszkanie moje zajechane tak, że się mieszkać tam nie da. Zaczęłam ćpać, bo rzeczywistość mnie przerosła. Mam już dość tego, chciałabym się ogarnąć, ale nie bardzo ma mi kto pomóc.

Proszę Cie, pomóż mi jakoś, abym wyszła na ludzi. Wiem, że potrafisz wyciągnąć z człowieka te dobre cechy. Ja nie mam nikogo, wracam do tego zasyfiałego mieszkania i co tu robić, tylko się naćpać. A nie tak miała wyglądać moja wolność.
Proszę, odezwij się jak najszybciej.

Pozdrawiam, X

Przyzwyczajenia z więzienia – czyli co nam zostaje po wyjściu!

1-DSC_0503

Mówiąc na swoim przykładzie, gdy po raz pierwszy opuściłam Zakład Karny, zrywałam się z łóżka na równe nogi, gdy ktoś z moich domowników wykonał rano jakąś czynność głośniej niż powinien – z myślą, że to już Apel. Wcześniej, przed pobytem w Z.K., lubiłam dłużej pospać, teraz nie ma już na to szans, 6:00 – 7:00 to moje godziny wstawania. Z kolei mój brat po opuszczeniu więzienia, po sześciu latach łapał się na tym, że po uprzednim ubraniu się do wyjścia czekał w przedpokoju, aż ktoś otworzy mu drzwi od zewnątrz. Niektóre osoby mają tzw. zbieractwo, czyli zostawianie – nazwijmy to po imieniu – śmieci, a bo może się przydać. Wąchanie ubrań – to też zostaje! Czy nie zatęchły, czy nie śmierdzą dymem z papierosów, itp. No i największa zmora – trzeba wdrożyć się w rytm normalnego życia. Przeszkadza zgiełk i ciężko się przyzwyczaić, że można robić wszystko, na co ma się ochotę i znów decydować o swoim życiu!

LEXI

KULTURA NA ZAMKU

 

 

 

1-1-DSC_0838

„Non omnis moriar” – coś po mnie zostanie i to dosłownie. Niczym rzymscy i greccy bogowie odlałyśmy swoje ciała. Zabawa była przednia, nowe doświadczenie sprawiło, że przełamałyśmy pewne bariery, czegoś się nauczyłyśmy. A nasze odlewy posłużyły w powstaniu Parku Rzeźby. I co, nie czad?! Kultura to sztuka, która wzbogaca nasze jestestwo. Kultura górą!!!

IWONA

 

W sobotę 27.06.2015 odbyło się u nas otwarcie Filii Parku Rzeźby, który znajduje się na Bródnie. Przyszło do nas wielu cudownych ludzi, każdy był uśmiechnięty, atmosfera była cudowna i luźna. Czułam się nie jak więzień, ale jak wolny człowiek. Wszystko tak bardzo mi się podobało, że po powrocie do celi z koleżanką do wieczora nie mogłyśmy przestać o tym gadać. Byłyśmy bardzo podekscytowane i pozytywnie naładowane.

Fajowskie było to, że mogłyśmy popuszczać bańki mydlane, ależ to była dla mnie frajda :). No bo nie mamy tego codziennie. 🙂 Przyjechało do nas też małżeństwo z Białorusi i zagrali dla nas na gitarze i zaśpiewali. Przez chwilkę poczułam się jak na festynie :). Było naprawdę cudownie.

 ASIA

O filmach …Ale też lubię….

 

…ALE TEŻ LUBIĘ…

Nie no, muszę trochę równowagi wprowadzić do własnej natury. Tak się „roznarzekałam” na polskie kino, że aż strach. Nie chcę być takim „narzekajłem” 🙂 i w sumie nie jestem, ale dla potwierdzenia powiem teraz, co lubię. 🙂 Otóż lubię TVP Kultura, bo co jakiś czas trafiam na tym programie na fajne filmy dokumentalne. Dowiaduję się czegoś, czego jeszcze nie wiedziałam i dzięki temu mam takie wrażenie, że staję się ciut mądrzejsza. :)… No dobrze, dobrze – ciut lepiej poinformowana albo doinformowana czy douczona, ale bez względu na wszystko jest przyjemnie.

*Do tego dochodzi jeszcze cykliczny program „Legendy Rocka”, który staram się oglądać jak najczęściej i to bez względu na to, czy prezentowana jest akurat grupa, którą lubię, czy też nie. Zdarza się, że poznaję zespół, o którym w ogóle niczego nie wiem. No i filmu – te oczywiście przyciągają mnie najmocniej. Mam okazję nie oglądać po raz setny powtórek, a i często trafiam na coś, co widziałam szereg lat temu albo coś, co chętnie zaliczę raz jeszcze. Hala Odlotów też mi się podoba, bo miło jest posłuchać dyskusji na różne tematy. Przy tym udaje się ponikąd poznać tych, którzy w rozmowie biorą udział i nawet zmienić zdanie pod wpływem czyiś silnych i sensownych argumentów. Dość często „zawisam” na tym programie, bo znajduję tam dla siebie ciekawe i mądre rzeczy. Jest jeszcze kilka innych programów, które lubię, ale to następnym razem. Pozdrawiam

MAŁGOSIA

Iwona o Lexi i Lexi o sobie

1-DSC_0095-001

 

Ma ładne imię, nie powiem jakie Czarne włosy do ramion, chyba chce być ruda, ostatnio tak mówiła. Ma czaderski ochrypły głos, jak dla mnie mogłaby śpiewać w kapeli rockowej (mówi, że nie chce) a nie nadaje się, a ja twierdzę, że nauka czyni mistrza. Jest pogodna, często ją słyszę, jak się śmieje. Ma 26 wiosen, lat, jesieni i zim. Kolczyk w nosie bardzo delikatny, pasuje do niej, ma szary dresik na sobie, dzięki czemu kobiece kształty ładnie wyglądają (lubię dresy , więc jak każdy dla mnie wygląda w nich pięknie ona też). Te piwne oczy są takie ciepłe, a może są brązowe, tak czy owak bardzo są ładne. Lexi znam już trochę, jedno co ciśnie mi się na język to to, że to pierwsza osoba, która tak fajnie rozładowała mój strach, gdy tu trafiłam. A później rozmawiałam z jej dzidziusiem, bo się okazało, że jest w ciąży. Lubię ją, jest naturalna, nikogo nie udaje, niech się nie zmienia nasza Lexi.

Iwona

Chciałam się wykręcić od pisania o sobie, ale się nie udało więc piszę. Jestem Lexi, mam 26 lat i jeszcze 4,5 roku przed sobą (w więzieniu), półtora już tu jestem. Chcecie coś o mnie wiedzieć? No wiem, że chcecie Co lubię? Lubię się bawić Taki dzieciak ze mnie jeszcze. A tak poważnie, to lubię czytać (książki, prasa), słuchać muzyki, obejrzeć dobry film. Mam córeczkę, która jest teraz z moimi rodzicami i za którą bardzo tęsknię. Nie będę się o tym rozpisywać, bo staram się trzymać tę tęsknotę w głębokich zakamarkach mojej duszy, tak mi troszkę łatwiej. Moim największym marzeniem (na dzień dzisiejszy) jest to, żeby jak najszybciej wrócić do mojego szkraba, dać mu swoją miłość i duuużo szczęścia Chyba się troszkę rozpisałam, kurczę, jak zwykle Pozdrawiam.

Lexi.

Sztuka

 

03-03-P1100881

 

Czy artysta powinien zawsze wiedzieć co i po co robi? Czy każde jego dziełu musi mieć jakiś sens, znaczenie, które trzeba odnaleźć? Czy artysta robi coś tylko dla swojej przyjemności robienia. Tak, bo w sumie wszystko ma znaczenie. Wszystko ma jakiś sens. Każda przyjemność czy czynność. Wszystko się z czymś wiąże.

Monika

 Zastanawiam się, czy jest możliwe dzielenie życia z innym człowiekiem, nie naruszając jego, jakby to powiedzieć… „autonomii”. I nie chodzi mi tylko o związki, raczej o wszystko to, co wiąże się z dobrowolnym współistnieniem w rodzinie, przyjaźni, związku. Ja często przyłapuję się na tym, że, obcując z jakimś człowiekiem, myślę, że powinien zrobić coś tak jak ja uważam, a nie jak on postąpił. A przecież żaden człowiek na świecie nie jest taki jak ja i to jest dla mnie bardzo fajne, ale jednak czasami próbuję w jakiś sposób na kogoś wpłynąć. Czy jest możliwe współistnieć z drugim człowiekiem i czerpać przyjemność z tego, że jest inny. Ja chciałabym mieć taką możliwość, ale czy umiem to zrobić? Czy to jest w ogóle możliwe?

Monika

Sadzenie kwiatków

pobrane kwiatki

Pięknego, gorącego, prawie rozebranego maja, sadziłyśmy kwiatki. Ja sadziłam piękne kwiatki bratki i inne takie pnące fioletowe, różowe, bladoniebieskie. A że ogrodnik ze mnie jak koziej dupy trąba, to się nie znam, nie pamiętam nazw, wierzcie mi na słowo- ładne są i będą.

Dumna z siebie jestem, bo to pierwsze kwiatki, jakie w życiu sadziłam i które jeszcze nie umarły

To sadzenie miało wpływ na coś jeszcze. Zajęcia w grupie scalają ludzi, naprawdę, pierwszy kwiatek posadzony z osobą, którą uznałam za, powiedzmy, „wroga”. Posadziłyśmy go razem, obie, i co, przełom chyba. Ten kwiatek, ten dołek i ziemia zabrały całą złość. I się pogodziłyśmy, jeden dzień, jedna chwila. Jeden kwiatek i słoneczny dzień okazał się super. A kwiatki rosną i są piękne.

Iwona

PS Dużo ziemi w butach było i za koszulką