Wspólne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych

Zbliżają się Święta Wielkanocne, więc życzymy Wam zdrowych pogodnych Świąt, pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół. Po prostu wesołego Alleluja.

Korzystając z okazji życzymy Wam tyle szczęścia w życiu, ile tylko będziecie potrafili udźwignąć. Aby zawsze świeciło dla Was słońce i żeby wszystkie wybory były trafne. Abyście nigdy się nie załamywali i potrafili z każdej sytuacji wyjść obronną ręką. By znalazła Was prawdziwa miłość, a także żebyście Wy znaleźli wspaniałych przyjaciół, takich „na dobre i na złe”.

Wielkanoc to również pomyślny okres na przemyślenia. Pamiętajcie, że działając pod wpływem chwilowych emocji, podejmujemy nieraz niezbyt mądre decyzje, których nawet nie przemyśleliśmy, a które mogą tragicznie zmienić nasze życie… Kiedy po jakimś czasie odkrywamy wartość tego, cośmy potracili, jest już za późno. W ten sposób nie da się odzyskać utraconego dobra. Dlatego żyjcie tak, aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniajcie każdą chwilę tak, aby potem wspominać ją z radością. Czerpcie energię ze słońca, z kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukajcie w sobie siły, entuzjazmu i namiętności. Żyjcie najpiękniej, jak umiecie, tak po swojemu i hm… spełniajcie się.

Życzymy Wam, aby omijały Was życiowe burze i zawirowania, a lgnęły przyjemności.

A także życzymy: spokoju, smacznego jajka, słodkiego baranka. No i oczywiście nie obyłoby się bez mokrego dyngusa :).

Pozdrawiamy

Kajzerka, Miśka i Dada

Wiosna. Od razu uśmiech pojawia się na mojej buźce. Nawet w takim miejscu jak to.


Jest to pora roku, dzięki której razem z naturą budzę się do życia. Uwielbiam moment, kiedy zaczyna wszystko kwitnąć, a w szczególności wiśnie i jabłonie. Ten moment rozkwitu wszystkich drzew, krzewów i kwiatów wynagradza mi początek wiosny, którego nie lubię. Początek wiosny zawsze objawia się topnieniem śniegu, co powoduje pluchę, której naprawdę nie lubię. Na szczęście nie trwa to zbyt długo, bo z powodu ocieplenia klimatu pora roku określana wiosną bardzo szybko przeradza się w lato.

Wiosno, bardzo się cieszę, że nadeszłaś. To mój ulubiony okres w roku. Dzięki Tobie czuję się chwilę młodsza, a to uczucie bezcenne. Wszystko jest wtedy takie młodziutkie i pierwsze. Tylko na wiosnę drzewa stają się zielone w taki wyjątkowy sposób. Wszystko się cieszy i zaczyna oddychać: zwierzęta, rośliny i my, ludzie, również. Nawet woda w rzekach i jeziorach ma wiosenny kolor. A może zaczyna szybciej płynąć? 🙂 Możliwe, bo moja krew w żyłach na pewno szybciej płynie, gdy nadchodzi wiosna.

Wiosna, wiosna, ach, to Ty 🙂 – obłędna ilość zapachów, feeria barw, wszystko budzi się do życia. Wiosna kojarzy mi się z nowościami i dobrymi zmianami w życiu.

Wiosna – to czas, kiedy wszystko budzi się z zimowego snu, powraca dobra aura do życia, jak i wszystko wokół robi się żywsze, bardziej kolorowe, powracają dłuższe i cieplejsze dni.

Wiosna – szczególny czas dla mojego noska: zapach palonych traw, wszystko budzi się do życia. Lubię przebywać na wsi w takim okresie, tam widać gołym okiem, jak rośnie trawa, szum drzew w lesie pobudza zmysły, ptaki radośnie baraszkują w powietrzu, i śpiewają na pewno, jak radosny nadchodzi czas. Hm.. Gdyby umiały mówić, pewnie by radziły, by nie siedzieć bezczynnie w domu.

Jeśli nie mam na zewnątrz żadnych zajęć, idę w lasy na chociażby półgodzinny spacer, aby nacieszyć się tym, czym obdarowała nas natura. Między krzewami jagodowymi pracowite mrówki wydeptały swój szlak, idą dzielnie jedna za drugą, niczym w wojsku żołnierze, niosąc patyczki do swego gniazda. Podnoszę głowę, a tam het, gdzieś wysoko, jakiś niesforny ptaszek buduje gniazdo. Nie wiem jaki, za daleko jest, ale uwija się jak ja w kuchni, kiedy muszę mieć obiad na czas. Domyślam się, że niebawem rodzinka się powiększy i przybędzie o trzy ptaszyny, będzie więc miał pełne piórka roboty, aby je wykarmić.

Fajny okres to kwiecień i maj, nie warto siedzieć wtedy w domu, więc korzystajcie z okazji.

Pozdrawiamy Was,

Magda, Ruda, Bella, Mycha, Dada.

Historia krótka i bardzo zwięzła

 

Nazywam się Agnieszka. Były mąż mówił do mnie „Niunia”, bo uważał, że „Misio” lub „Kochanie” to takie pospolite.

Dziś, 4 marca, są 15-te urodziny mojej córki. Mnie tam nie ma, jestem tu, na „odpoczynku”, którego trzeba przestrzegać według regulaminu. Boże, zostało jeszcze 20 miesięcy, ale dla mnie to jakaś wieczność. W lutym ominęły mnie też urodziny Piotrusia. Mój chłopiec dorasta, skończył 5 lat.

Moja historia jest tradycyjna, zrobiłam błąd, odwiesili wyrok, przywieźli do ZK. Ciągle dręczą mnie pytania – dlaczego mnie, przecież starałam się, a mimo to odwiesili mi wyrok.

***

Dziś poniedziałek 6 marca. Kończę 41 lat. Nawet się do tego nie przyznaję. Po co? Od kilku lat nie otrzymałam życzeń. Z rodzicami i siostrą nie utrzymuję kontaktu. Z domu rodzinnego pamiętam tylko alkohol. Ojciec wiecznie wyjeżdżał, matka pracowała w Warszawie. Od kiedy zaczęła pracować w JW (jednostce wojskowej), ważniejsza była wódka. Wychodziła do pracy w poniedziałek, a wracała około środy. Byłyśmy same z siostrą. Skończyłam 18 lat i poznałam chłopaka, miał na imię Stasiek. Po trzech miesiącach wpadłam, okazało się, że będę miała dziecko. Ja sama, która potrzebuje wsparcia i pomocy. No ale cóż, będzie dziecko, więc powinniśmy wziąć ślub.

Urodził się Patryk, mój pierworodny. Życie zaczęło się toczyć. Praca, dom, syn i mąż. Wszystko się kręciło wokół nich. Nie zauważyłam, w którym momencie Stasiek zaczął coraz więcej piwkować. Mieszkaliśmy wtedy u moich rodziców, bo u jego był tylko jeden pokój z kuchnią. Po 7 latach na świat przyszła moja gwiazdeczka Paulina. W 2006 roku otrzymaliśmy nasze upragnione cztery kąty. Dzieci miały nareszcie swoje pokoje. My zajęliśmy największy. Znowu życie toczyło się swoim torem. Marzyłam o remoncie, bo wiadomo, jakie mieszkania dostaje się z urzędu miasta. Wzięłam kredyt. I to był mój gwóźdź do trumny.

Po kilku miesiącach nie miałam na raty.

Stasiek, mimo że pracował, myślał tylko o swoich potrzebach. Uważał, że skoro on nie miał, to ja i dzieci też damy sobie radę bez wielu rzeczy.

Pewnego dnia w lutym po prostu mnie zabrali. Na „Kamczatce” byłam 3,5 miesiąca. Poszłam na ugodę, że to spłacę, ale to było głupie myślenie. Stasiek uważał, że jestem nieodpowiedzialna, że jak byłam w areszcie, to jestem matką, która daje zły przykład. Złożył pozew o rozwód. Dzieciom powiedział, że to dla zabezpieczenia, aby w przyszłości one nie musiały spłacać, i wszystko zostaje tak jak do tej pory. Ale nic już nie było takie samo, nawet ja. Na pożegnanie okazało się, że jestem w ciąży. Urodził się mój syn, najukochańszy.

A teraz znowu jestem tu. Stasiek zajął się dziećmi, przyjeżdża. Chyba źle go oceniłam. Dałabym sobie rękę odciąć, bo palca już nie mam, że nie podoła. Nigdy oprócz jajecznicy i kawy nie dotykał się kuchni. Uważał, że na gotowanie nie ma uprawnień. Historia krótka i bardzo zwięzła. Zabrakłoby mi zeszytu, aby opowiadać. Lepiej po kawałku, jak odrywanie papieru toaletowego – listek po listku.

Agnieszka

Apel

 Działania “Straży dla zwierząt” są nie do przecenienia. Aktywiści tej organizacji pożytku publicznego pomagają skrzywdzonym zwierzętom. Kupują skaryszewskie konie, ratują wyrzucane, męczone, głodujące psy i koty, przygarniają zwierzęta egzotyczne, chore i te z nielegalnego handlu. “Straż dla zwierząt” pomaga nie tylko zwierzętom, ale działa efektywnie na rzecz readaptacji społecznej i socjalizacji skazanych. W ramach swoich działań prowadzi schronisko dla zwierząt w Zakładzie Karnym w Stawiszynie. Jedyne takie miejsce w Polsce, jedyne w Europie, gdzie na tak wielką skalę osadzeni mężczyźni opiekują się zwierzętami. Dziesiątki bezkompromisowych, skutecznych akcji i interwencji “Straży dla zwierząt” prowadzonych jest pod kierunkiem charyzmatycznego założyciela i komendanta głównego tej organizacji Mateusza Jandy. Apelujemy do Was o przekazanie 1% swojego podatku za 2016 roku dla “Straży dla zwierząt”

Straż dla Zwierząt w Polsce  KRS 0000248947  NIP 952 198 53 16  nr konta: 16 1090 1753 0000 0001 0481 7326  http://www.sdz.org.pl/      

Warsztat blogowy od kuchni, ale tej na wolności

Blog eWkratke jest efektem pracy wielu osób, tych w więzieniu i tych po drugiej stronie muru.

Prace blogowe rozpoczynają się od zajęć edukacji kulturalnej, które prowadzimy dla naszej grupy Blogerek dwa razy w tygodniu. Ważna jest regularność. Tkamy sieć wolontariuszy, którzy chcą odwiedzić dziewczyny i podzielić się z nimi swoją wiedzą, doświadczeniem. Mamy prelekcje, warsztaty, prezentacje multimedialne. Przychodzą do nas profesjonaliści, studenci, hobbyści, którzy dzielą się swoją pasją.

Potem omawiamy różne tematy i osadzone samodzielnie piszą posty o sobie, życiu w więzieniu, swoich marzeniach i potrzebach. Nie mają dostępu do Internetu (O Blogu na eWKratke). Ale jednak ich teksty publikowane są w Sieci. Dzieje się tak dzięki zasłudze wielu osób, które dobrowolnie, na zasadzie wolontariatu chodzą, jeżdżą do więzienia i pracują z dziewczynami.

Blogerki piszą swoje posty ręcznie. Tak po prostu, na papierze, długopisem, ołówkiem.

I co dalej się z tym dzieje? Teksty te są zabierane od osadzonych, przepisywane na wolności w programach do edycji tekstu, dokonywana jest lekka korekta ortograficzna i redakcja, ale naprawdę lekka, tak żeby nie zatracić charakteru indywidualnego piszącej osoby.

Następnie teksty przesyłane są do Moderatorki. Małgosia, autorka wyglądu eWKratke, moderatorka, artystka fotografka, publikuje je w Sieci i wynajduje dla nich fotografię swojego autorstwa. Regularnie, raz w tygodniu.

A teraz najważniejsze dla Państwa!

Osadzone w trakcie blogowego dyskursu otrzymują komentarze od swoich „Czytaczy”. Ale w komentarzach tych jest nigdy nie ma adresu osoby komentującej, jest tylko Państwa nick. Co widać na załączonej fotografii.

Gorąco zapraszamy do komentowania postów, do dialogu z Dziewczynami, ale i do kontaktowania się z nami, Redakcją na wolności. Zapraszamy wolontariuszy do współpracy przy blogu. Każde wsparcie jest potrzebne.

Redakcja

 

Wywiad z Magdą

Powiadają, że w zakładzie karnym nie siedzą normalni i ciekawi ludzie. Dość często przeprowadzałam się z celi do celi, czasem bywa tak, że siedzę z jedną osobą po parę razy. Postaram się w moim wywiadzie obalić mit, że więzienie to zbieranina ludzi zwyrodniałych, bez serca czy popaprańców. Poznajcie Magdę, która postanowiła poświęcić mi swój czas. Bo uwierzcie, że to nieprawda, gdy się mówi “skazany ma czas”. Jeśli dobrze go rozplanujesz, bywa i tak, że go często brakuje.

Tola: Ile masz skończonych wiosenek, Magdo?

Magda: No przecież wiesz, po co się głupio pytasz (śmiech)!

Tak, wiem, że 34, ale mogłaś odpowiedzieć! Jesteś z Warszawy, a dokładnie?

Z najpiękniejszej dzielnicy!

Czyli jakiej? Bo ja już wiem, ale inni nie.

Praga Północ (błysk w oku Magdy mówi sam za siebie).

Słyszałam o tej dzielnicy dużo złego. Możesz wyprostować moje horyzonty?

Uważam, że to jest myślenie stereotypowe, dzielnica jak każda inna. Jako dziecko mieszkałam na Woli i też dużo złego się tam działo.

Ale przyznasz rację, że na przykład w dzielnicy Wilanów nikt nikogo nie zabija ot tak?

Myślę, że na Wilanowie też kiedyś doszło do jakiegoś zabójstwa, a patrz, ja mieszkam na Pradze bardzo długo i nikt mnie jeszcze nie zabił ani ja nikogo nie zabiłam (śmiech).

Gdybyś miała szansę mieszkać w innej dzielnicy, to chciałabyś?

Nigdy w życiu! Kocham Pragę i klimat, jaki tam panuje. Gdzieniegdzie czasami czuję się jak na wsi: grille robione w bramach, śmiech bawiących się dzieci… Zaproszę Cię kiedyś na takiego grilla.

Hm… Nie, dziękuję. Mieszkałam tam chwilkę i już nie chcę.

Na pewno nie w mojej okolicy, bo stamtąd nigdy byś nie chciała się wyprowadzić!

Mieszkasz tam sama? Nie mówiąc o tym, że teraz jesteś tutaj.

Ostatnio nie mieszkałam sama.

A z kim, jeśli mogę spytać?

Z chłopakiem.

Jesteście nadal razem?

Nie jesteśmy razem. Kiedy zamknęła się za mną brama aresztu, skończyła się nasza miłość.

Pewnie źle Ci jest z tym, że zostawił Cię wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałaś…

Nie, przyzwyczaiłam się już do takich sytuacji. Nawet lepiej, że tak się stało, przynajmniej nie muszę się martwić, co robi na wolności. Jeden problem mniej.

Chcesz mi powiedzieć, że powinnam zacząć się martwić o mojego Łukasza?

Nie wiem, nie znam Twojego chłopaka (śmiech).

Zakończę ten temat, bo rozmowa z Tobą na temat chłopaków to jak walka z wiatrakami. W zakładzie karnym jesteś nie pierwszy raz – ale czy ostatni?

Nie wiem.

Możesz rozwinąć?

Za każdym razem, kiedy wychodzę z więzienia, myślę, że to był już mój ostatni raz. Będę się starać, żeby tym razem tak było.

Żałujesz tego, że musisz tu być?

Bardzo dużo czasu tu straciłam. I zdrowie przede wszystkim.

Z nielegalnych źródeł dowiedziałam się, że masz tu bardzo dobrą przyjaciółkę, a przecież gdybyś tu nie trafiła, nigdy byś jej nie poznała…

Oczywiście masz rację. Jest parę sytuacji, w których nie żałuję, że trafiłam do więzienia – i to jest właśnie to, że poznałam tu kilka osób, w których znalazłam prawdziwego przyjaciela. Nie mylić z dziewczyną, bo nigdy nie żyłam z kobietami (śmiech). Nasza przyjaźń przetrwała nawet to, kiedy jedna z nas była na wolności, cały czas się wspierałyśmy. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela (szczery uśmiech).

Masz już 34 lata – nie marzy Ci się piękna biała suknia ślubna, wymarzony książę? Przecież chyba już pora…

Oczywiście że mi się marzy. Tylko jakoś księcia brak. Cały czas trafiają mi się sami giermkowie (śmiech).

A wyszłabyś za cudzoziemca?

Przecież wiesz, że tak – szczególnie za jednego przystojnego Turka, którego obydwie znamy.

Mówisz o Yigicie z serialu “Tylko z tobą”?

Po co wszystkim zdradzasz naszą tajemnicę!

Uwaga: nie znam tego serialu, nie mogłam dobrze odszyfrować imienia, tyle co w internecie wyszukałam, że tak ma na imię filmowy główny bohater serialu – taki wysoki przystojniak z króciutką brodą, to o niego chodzi?

Ja pytam na poważnie! Chodzi mi o to, że gdyby jakiś szejk się w Tobie zakochał i dał Ci wszystko, co tylko byś chciała – to co Ty na to?

No pewnie. Pałac i te sprawy, żyłabym jak księżniczka w Emiratach Arabskich… Nie no, świrki (śmiech). Nie wyobrażam sobie życia z mężczyzną i bycia jego czterdziestą żoną. Ja muszę mieć faceta tylko dla siebie, nie lubię się dzielić!

Jesteś optymistką czy raczej pesymistką?

W tej chwili bardziej optymistką. Uważam, że jeśli myślisz pozytywnie, to przyciągasz do siebie dobre rzeczy. Kiedyś byłam straszną pesymistką, ale podobno charakter człowieka zmienia się co 7 lat. Jakiś czas temu zaczęła się moja następna siódemka i myślę pozytywnie.

Skąd takie stwierdzenie, że charakter zmienia się co 7 lat?

To stwierdzenie naukowe, co Ty, Tola, nie wiesz (śmiech)? Przeczytałam to kiedyś w jakiejś mądrej gazecie i się tego trzymam.

Jesteśmy w więzieniu. Czy dla Ciebie jest ono straszne?

Więzienie samo w sobie nie jest straszne, lecz niektórzy ludzie są okropni.

Co to znaczy?

Dla niektórych więzienne życie to całe życie, żądni są jakichś ofiar, nie potrafią żyć swoim życiem. Dla mnie jest to chore. Ja traktuję to jako sytuację przejściową: przyjść, odsiedzieć, wyjść, zapomnieć.

Zmienię temat na milszy – czy lubisz zwierzęta?

Lubię psy i konie.

A koty? Przecież to takie przytulne zwierzątka.

Nie, bo śmierdzą.

A psy nie śmierdzą?

Nie! Psy załatwiają się na dworze, a nie w domu w kuwecie.

Przecież to nie od kota zależy, kiedy jego pani posprząta.

Ale samo to, że się załatwiają domu! A do tego niewykastrowany kot zaznacza swój teren. Kiedyś jeden nasikał mi do buta i niczym nie mogłam tego smrodu usunąć. Byłam strasznie zła, gdyż były to moje nowe buty.

Jestem w zakładzie, więc zadam Ci to samo pytanie, co Ty mnie: jakie są Twoje plany po opuszczeniu więzienia. Hm… realne oczywiście.

Na chwilę obecną nie mam żadnych planów, mam jeszcze 3 lata do końca, ciężko coś układać. Planowałam już nie raz i zobacz, jak skończyłam. Co ma być to będzie.

No wiesz! Ja dwa lata temu coś zaplanowałam i się tego trzymam, i jestem na dobrej drodze do realizacji. Może warto spróbować?

Nie wiem, pomyślę o tym za 2 lata. Po co się teraz stresować (śmiech)? I Ty na wstępie pisałaś, że jestem normalna, nie wiem, skąd to wzięłaś (śmiech).

Nie wiem, czy udało mi się przekonać chociażby jedną osobę, która myśli, że w więzieniu są sami zwyrodnialcy, a często się to słyszy na ulicach, w domach. Ludzie widzą młodą dziewczynę w kajdankach i już jej przypinają łatkę najgorszej. A przecież nie można oceniać człowieka tylko po wyglądzie lub sytuacji, w jakiej się znajduje. Takich osób jak Madzia jeszcze parę bym znalazła. I z takimi osobami chciałabym przebywać do końca wyroku.

Życzę tym dziewczynom wytrwałości i szybkiego powrotu do normalności. Na koniec przytoczę rozmowę z pewną panią na temat wyborów życiowych. Nie znając mnie powiedziała, że “w więzieniach siedzą same popaprańce i tak wybrali”. Hm… Nie zgadzam się. Nie każdy ma wszystko pod nos podstawione, wchodzi w dorosłe życie z milionami na koncie. A są i tacy, co to mają i też tracą, zostając z niczym. Sama z własnego doświadczenia życiowego wiem, że życie usłane mi różami nie było. I nie będzie, póki sama ich nie zasadzę.

Tola

 

Wywiad z Tolą

Więzienie, cela pięcioosobowa. Zamknięta 23 godziny na dobę. Co można robić i myśleć w takim miejscu, o którym większość społeczeństwa sądzi, że siedzą w nim sami zwyrodnialcy. Ja wiem, że tak nie jest, ale chcę też innym pokazać, że mamy uczucia i marzenia. Postanowiłam zrobić wywiad z moją koleżanką z celi Tolą (Dadą).

Siedzi przede mną dziewczyna z burzą loków, niewysoka. Ma bardzo ładną buzię, choć często smutną, a może raczej zamyśloną. Za trzy miesiące idzie do domu i to chyba najgorszy czas w odsiadce: z jednej strony się cieszysz, że to jeszcze tylko parę dni, ale jednak zaczynają się problemy z rozmyślaniem nad tym, co dalej.

Magda: Ile masz lat?

Dada: 32.

Jaki jesteś znak zodiaku?

Rak.

Czy masz jakieś znaki szczególne? Ja wiem, że masz, bo widzę, ale powiedz Czytelnikom.

Moje ciało to jeden wielki znak szczególny (śmiech).

A tak poważnie?

Mam pocięte całe ręce i kilka buraków na ciele, czyli tatuaży, które nie wiadomo co oznaczają. To błędy młodości.

Czego bardziej żałujesz: tatuaży czy pociętych rąk?

Pociętych rąk, bo z tatuażami mogę jeszcze coś zrobić, a z pociętymi rękami nie bardzo.

Dlaczego tak oszpeciłaś swoje ciało?

Ponieważ nie potrafię poradzić sobie w inny sposób z emocjami.

A próbowałaś?

Tak, chodziłam do psychologów. Ale niestety nie pomogło.

Pamiętasz, kiedy pierwszy raz się pocięłaś? Żałujesz tego?

Miałam 11 lat, byłam w domu dziecka, miałam wtedy bardzo stresową sytuację, w której byłam bezsilna i nawet nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy. Żałuję tego bardzo, ale nie wiem, czy jeszcze kiedyś tego znowu nie zrobię. Mam bardzo utrudnione życie przez te ręce, chociażby przy znalezieniu pracy. Muszę zawsze chodzić w długim rękawie, w lato jest to strasznie uciążliwe.

Niestety nasz wywiad zostaje przerwany, musimy wyjść, bo będzie robione przeszukanie celi. Siedząc w pomieszczeniu, gdzie czekamy na zakończenie przeszukania, myślę cały czas, jakie mam zadać Toli pytania, układam je sobie w głowie. Po 40 minutach wracamy i zaczynamy dalszą część wywiadu.

Od kiedy teraz przebywasz w zakładzie karnym?

Od maja 2015 roku.

Który to Twój pobyt w więzieniu?

Piąty. Myślę, że już ostatni.

Za co przeważnie trafiałaś do więzienia?

Za przestępstwa przeciwko mieniu.

Czego bardziej żałujesz: przestępstw popełnianych czy czasu straconego w więzieniu?

Bardziej przestępstw.

Na pewno? Wiesz, sami swoi, powiedz prawdę (śmiech).

Tak. Ponieważ w czasie odbywania kary poznałam tutaj bardzo dużo wartościowych ludzi, których nigdy bym nie spotkała na wolności.

Masz chłopaka? (Dada śmieje się, gdy zadaję jej to pytanie).

Mam. Bogu dziękuję za niego.

Czeka na Ciebie?

Jako jedyny.

Czyli nie masz nikogo poza nim?

Nie mam, choć chciałabym.

Kochasz go?

Nie wiem, czy to można nazwać miłością… (cisza) Ale uwielbiam być blisko niego. Nie wyobrażam sobie tego, jak by go nie było.

Dobry jest dla Ciebie?

Nie mogę powiedzieć, że nie, bo Ty się na mnie obrazisz, zawsze go bronisz (śmiech). Jest wyjątkowy!

O czym marzysz? Bez zbereźnych rzeczy (śmiech)!

Dlaczego tak mówisz?! Co ludzie o mnie pomyślą (śmiech). Masz prawo, w sumie w tej chwili jesteś dziennikarką (śmiech). Tak, mam marzenie mieć własny dom, którego nigdy nie miałam.

Jaki on miałby być?

Nieważne jaki, ważne, żeby był tylko mój!

Ale jak sobie wyobrażasz taki swój wymarzony?

Patrz, jak drążysz. No poczekaj, aż ci odpowiem! (śmiech).

Czekam, mam czas, jeszcze parę lat tu spędzę, w przeciwieństwie do Ciebie (śmiech).

Tłumaczę Ci, że nawet gdybym dostała 17 metrów, to już jest dla mnie spełnienie marzeń.

Ale co pijesz do moich 17 metrów (śmiech)?

W życiu bym się nie odważyła, ksywa Twoja, Korba, mówi sama za siebie (śmiech).

Za trzy miesiące idziesz do domu. Co dalej?

Hm… Powiem tak: mam duży bałagan w głowie. Z jednej strony się cieszę, z drugiej – obawiam, że to, co sobie zaplanowałam, kolejny raz się nie powiedzie.

Masz jakieś konkretne plany?

Tak, idę na wieś zbierać jabłka… Nie pisz tego (śmiech)!

Dlaczego? Wstydzisz się?

Nie, tylko chciałabym gdzie indziej pracować. Nie jest to moja wymarzona praca.

Ale chyba dobrze, że w ogóle jest praca po wyjściu z więzienia. Nie wszyscy mają pracę po wyjściu.

Uważam, że to ich wybór, jak się chce, to się zawsze znajdzie pracę. Skończyłam tylko pięć klas, a wszędzie sobie poradzę.

Znaczy w pracy?

No tak.

A gdzie pracowałaś?

Jako sprzątaczka, w barze, nie omieszkam powiedzieć, że byłam też świniarką.

Poważnie?

Tak, a co, wstyd to? Praca jak każda inna, tylko trochę śmierdząca. Ale pomyśl, jak potem jesz i wiesz, co jesz (śmiech).

Lubiłaś te swoje świnki?

Jak były małe – owszem, takie różowe, milusie.

Nie miałaś wyrzutów, jak je później jadłaś?

Nie, dlaczego? Jestem typową wieśniarą z krwi i kości, czego nie da się ukryć (śmiech). Od małego byłam uczona, że świnka to szynka (śmiech).

No tak, zapomniałam się Ciebie na początku zapytać, skąd jesteś. Bo, wiesz, siedzimy w Warszawie i zazwyczaj siedzą tu same warszawianki i Ciebie też potraktowałam jak rodowitą warszawiankę, a Ty przecież jesteś z Łowicza, tak?

Dobrze, że o tym wspomniałaś, bo dziwnie się tu czułam, na każdej celi prawie sama Warszawa. Gdy pytałam dziewczyn, czy wiedzą, gdzie jest Łowicz, to znały go tylko z sosów Łowicz i tego, że jest tam męski kryminał. Wyobrażasz to sobie! A przecież Łowicz słynie z pięknych kościołów oraz strojów łowickich, tak zwanych pasiaków.

Kochasz to swoje miasto, co? Mogłabyś o nim długo opowiadać?

Niekoniecznie. Od kilku lat mieszkam w stolicy, a o Łowiczu wiem, ponieważ się tam urodziłam i chciałam wiedzieć, skąd pochodzę.

Czego nauczyło Cię więzienie?

Na pewno spokorniałam i nauczyłam się, że trzeba doceniać każdą chwilę spędzoną na wolności.

Tylko tego?

Chyba tak, więcej nie mogę Ci powiedzieć.

Mi możesz powiedzieć, przecież znamy się od kilku lat. Myślałam, że wszystko sobie mówimy (śmiech).

Może kiedyś Ci powiem. Teraz obawiam się, że może włączyć Ci się macierzyństwo, przecież już raz mówiłaś, że zadzwonisz do mojego chłopaka (śmiech).

Ale to tylko w trosce o Twoje dobro, bo miałaś bardzo głupi pomysł. Już wiem, czego nauczyło Cię więzienie (śmiech). To tak na koniec powiedz mi, skąd jest ta Twoja ksywka “Tola”?

Przecież wiesz, po co głupio pytasz?

Ja wiem, ale inni nie wiedzą. Dawaj, szybko mów, bo noc nas z tym wywiadem zastała, światło zgasili i już prawie nic nie widzę…

Nie wiem. Na pewno dała mi ją koleżanka nasza wspólna, znaczy się Twoja przyjaciółka, ale jaka to była sytuacja, to dokładnie nie pamiętam. Chyba z filmu “Pierwsza miłość”.

Mi to się Tola kojarzy z koleżanką Bolka i Lolka, bo Ty w sumie to taka Tola jesteś, milusia, mięciusia, bardzo dobry człowiek z Ciebie.

Magda

 

Rzeczy codzienne

DYWAN

Kojarzy mi się z domem rodzinnym, w którym zarówno babcia jak i mama wielce upodobały sobie ten przedmiot jako główną dekorację mieszkania podkreślającą jego styl. Dywan zachwyca mnie różnorodnością wzoru oraz tym, jak może delikatnie łaskotać obolałe stopy po ciężkim dniu. Jest dla mnie łącznikiem między ziemią (podłogą) a niebem.

Marita

SZMINKA

Ten przedmiot jest dla mnie bardzo ważny i przyjemny, kojarzy mi się ze sklepem, domem i seksem.

Wiola

SZMINKA

NIE CIERPIĘ! Szczególnie na ustach kobiet, które pędzą się ze mną witać i przy nadmiarze prawie się przyklejają jak na super glue – obrzydlistwo.

Małgosia

KSIĄŻKA

Moja druga skóra.

Małgosia

KSIĄŻKA

Książka to dla mnie wirtualna rzeczywistość. Równoległy świat.

Monika

KSIĄŻKA

Uspakaja mnie, dostarcza wiedzy, jest przyjacielem.

Shakira

ŚRUBOKRĘT

To przedmiot codziennego mojego użytku. Dla mnie jest niezbędnikiem – jak szminka w kobiecej torebce. Ze względu na charakter mojego zawodu używam do kilkanaście razy w ciągu dnia. Moja emocja dotycząca śrubokręta to adrenalina, poczucie władzy i mocy z kosmosu. Kojarzy mi się z magią.

Poli

ROWER

Kojarzy mi się z dzieciństwem i wspólnymi wyjazdami ze Ś.P narzeczonym.

Shakira

Sposoby na okiełznanie negatywnych emocji

Są chwile, że szlag mnie trafia. Często jest tak, że odpala mnie błahostka, która w życiu na wolności nigdy nie zakłóciłaby mojego spokoju. Albo bywają dni, kiedy wstaję lewą nogą i tu się zaczynają schody. Życie z czterema lokatorkami na małej powierzchni bywa naprawdę trudne i wymaga całkowitej pracy nad głową. By nie udzieliła się nerwowość lub nie „napaść” kogoś słownie, potrzeba bardzo dużo pracy nad sobą. Zagłębienia się w siebie. Szczerze mówiąc pracuję nad tym już drugi rok i są owoce tego. Jakie? Bardziej poznałam się od wewnątrz. Na wolności nie miałam czasu, by się nad tym zastanowić. Doszłam do tego, że im szybciej zajmę się czymś przyjemnym: pisaniem, czytaniem, a najlepiej słuchaniem muzyki, gniew robi się mniejszy.

A Wy, Drodzy Blogerzy, jakie macie sposoby na gniew, smutek, zazdrość, irytację?

Pozdrawiam, Kajzerka

Każdy ma prawo do własnego zdania

Jakoś tak wyszło, że ostatnio sporo “szumu” pojawiło się po komentarzach Zuli.

Nie chcę absolutnie występować w roli Jej adwokata, bo to ani moja rola, ani Zula tego nie potrzebuje. A na tyle, na ile udało mi się Ją poznać poprzez komentarze, wiem, że sama potrafi bronić swoich racji. Nie potrafię jednak przejść obojętnie obok tego, co pojawiło się po tym, gdy Zula negatywnie coś komentowała.

Tak się składa, że współtworzę tego bloga od samego początku, a Zula jest naszą czytaczką tak samo długo. Pamiętam Jej negatywne komentarze i późniejsze dyskusje. Czasem uznawała niektóre argumenty, a czasem nie. Bywało, że po wyjaśnieniach z naszej strony też trochę inaczej patrzyła na różne zagadnienia – i albo stawała w obronie naszych dewiz jak lwica, albo bez owijania w bawełnę “jechała” po nas równo.

To, że coś komuś odpowiada albo nie, że coś się podoba albo nie – to indywidualna kwestia. Każdy ma prawo do własnego zdania, własnych opinii, bez względu na to, czy innym się to podoba, czy nie. Pozwólmy sobie na to wzajemnie. Każdy z nas jest inny i lepiej, żeby tak było. Uważam, że należy się liczyć ze zdaniem odmiennym od własnego, bo to dobra podstawa do dalszej rozmowy. Często spotykałam się na blogu – i jeszcze nie raz spotkam – z krytyką ze strony tego czy innego czytacza. Za każdym razem odpowiadałam korzystając ze swoich argumentów. Czasami ktoś nie chciał kontynuować dyskusji, nad czym ubolewałam, ale zdarzało się, że niektórzy rozwijali temat. Jedną z takich osób, które szły w rozmowie dalej, była właśnie Zula i choć często nasze zdania były całkowicie odmienne, to zawsze przyjemnie mi było z Nią pogadać. Skoro coś komentuje negatywnie, to widocznie ma swoje powody.

Chyba wszyscy powinniśmy spróbować nie krzyczeć na siebie za komentarze dla samego krzyku, tylko wysuwać nasze argumenty, które druga strona albo przyjmie, albo obali swoimi. Spróbujmy być bardziej wyrozumiali dla naszych odmiennych zdań i zamiast się obrażać, dajmy się poznać – a do tego jest potrzebna rozmowa. Może w obecnych czasach, gdzie w necie jest masa hejtu, mrzonką jest marzyć o tym, aby na tym blogu go nie było, ale za marzenia nie karzą , więc sobie pod tym kątem pofolguję.

Jeżeli ktokolwiek, kto po przeczytaniu mojego zdania się z nim zgodzi i choć spróbuje się dołączyć, to już będę arcyzadowolona. Bez względu na to, czy się uda, czy też nie, próbować zawsze warto.

Pozdrawiam

Małgosia