Praca w więzieniu

 1-DSC_0365

W końcu udało mi się ponownie wziąć za pracę w danej placówce! Jak tu trafiłam? Jeździłam z jedzeniem na oddziale, na którym siedziałam, byłam – kalifaktorką. Po zmianie oddziału (bo tak to jest, że zmieniamy oddziały) z prywatnych przyczyn zrezygnowałam z pracy bez wytłumaczenia się, żałuję tego, że nie wytłumaczyłam. Dlaczego? A to dlatego, że trudno było zacząć pracować. Zapewne jak bym wytłumaczyła przenieśliby mnie gdzieś indziej, no ale emocje zrobiły swoje :(. Po dłuższym czasie dali mi szansę – dali pracę na kuchni (pracuję dopiero od półtora miesiąca). Ciężko tam, uczę się tak naprawdę nowych rzeczy, ja np. podglądam jak gotować na dużą ilość osób. Jak na razie obieram ziemniaki no i sprzątam, ale przyjdzie i na mnie czas, aby stanąć przy tym ogromnym garze. Pozdrawiam serdecznie wszystkich wiernych Czytelników naszego bloga.

Agnieszka

Dopalacze

 

1-DSC_0179

Z dwojga złego, już lepsze są zwykłe narkotyki, tak zwane klasyki. Sama po tych dopalaczach miałam różne omamy. To jeszcze było jak były pootwierane sklepy z nimi. Wylądowałam na psychiatrii na Nowowiejskiej na dwa tygodnie. Nie było fajnie. Po zwykłych narkotykach i dłuższych ciągach nie miałam takich stanów psychicznych jak przez branie przez kilka miesięcy dopalaczy. Poza tym ostatnio dowiedziałam się, że na skutek tego dziadostwa umarł mój kolega. Miał dopiero 34 lata. Dlatego z doświadczenia apeluję, uważajcie na to, co bierzecie.

Kajzerka

Pytanie

1-DSC_0964

Wrażliwość chyba wyszła z mody. Teraz trzeba mieć, żeby być. Ciągle lepiej, więcej, wyżej, dłużej itd. Machina cywilizacji prowadzi nas niechybnie nad przepaść Tartaru. Musimy brać coraz więcej leków przeciwbólowych. Ukrywamy gdzieś w szafie nasze marzenia. Ukrywamy uczucia.

Świat staje się „Wesołym Miasteczkiem”, gdzie do każdego uczucia musimy kupić bilet.

Coraz więcej leków przeciwbólowych to sposób na przetrwanie.

Czasem patrzę na ludzi o twarzach bez wyrazu. Przeraża mnie ta pustka. Ich nie stać na bilet do „Wesołego Miasteczka”.

Teraz żeby być, trzeba mieć. Trzeba mieć, żeby być.

Ja nie mam…

Więc czy istnieję jeszcze?

Ag.U

Adwokat diabła

1-DSC_0159-001

Postanowiłam się dzisiaj wcielić w rolę „Adwokata diabła” czyli dziewczyn przebywających po tej stronie muru i oczywiście samej siebie.

Czytając ostatnie Wasze komentarze do postów zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak dużo jest negatywnych odpowiedzi, które przeważnie przytłaczają. Fakt jest taki, że się tu znalazłyśmy oczywiście przez własne błędy, głupotę itd., ale czy nie każdy człowiek popełnia błędy? Ilu ludzi się na nich uczy, nie popełniając tych samych z myślą, że może tym razem będzie inaczej? My również jesteśmy ludźmi i wiem, wręcz jestem przekonana, że spotykając nas na ulicy i nie znając naszej przeszłości, żadnemu z Was nie przyszłoby do głowy, gdzie się znajdowałyśmy jeszcze miesiąc temu. Piszemy na blogu o naszych życiowych problemach i skutkach ich popełniania nie dlatego, że oczekujemy współczucia czy użalania się nad nami. Wierzę, że wszystkie tu chcemy, abyście zobaczyli w nas zwyczajnych ludzi, którzy też mają marzenia nie różniące się od innych.

Skoro postanowiłaś -łeś zajrzeć na bloga, wiedząc, kto go prowadzi, musisz być ciekawy, co tacy ludzie za kratami mają do powiedzenia. Cenimy, że sprowadzacie nas na ziemię. Każdy kubeł zimnej wody to kolejna refleksja nad życiem. Z naszej strony wygląda to też tak, że chcemy w jakimś sensie przedstawić nasze położenie, aby ostrzec INNYCH, jak nie postępować, jak uchronić się przed tym miejscem, w którym staramy się funkcjonować i stwarzać sobie pozory normalności. Dlatego piszemy o różnych rzeczach, takich co nas smucą, ale i takich, co cieszą.

Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich, którzy piszą, choć nie muszą

Poli

Kuchnia wegańska? Tak, bardzo mi się podobała! (po wizycie Marty Dymek, autorki blogu i książki „Jadłonomia”)

5-DSCN4502

Warsztaty wegańskie – czy można przeżyć bez mięsa?”

Mnie osobiście warsztaty się spodobały, może nie pokazały mi czegoś nowego, ale zwróciłam uwagę jak resztę dziewczyn zainteresował ten temat. Uważam, że skoro mamy już XXI wiek jako rozumne istoty w cywilizowanym świecie powinniśmy bardziej zwracać uwagę czym i jak się żywimy. Odkąd pamiętam nie jem mięsa, nigdy nie mogłam się do niego przekonać, a może po prostu mój organizm go nie przyswajał. Druga sprawa, która przeszkadzała mi w jedzeniu mięsa to ogromna miłość do zwierząt. Nie rozumiem postępowania teraźniejszej gospodarki. Gdyby każdy człowiek miał okazję zobaczyć jak te zwierzęta cierpią przed ich egzekucją, na pewno sporo ludzi przestało by praktykować taki sposób żywienia. W końcu można żyć bez tego, jestem żywym przykładem, tym bardziej, że na wolności uprawiałam sport i brak mięsa nie spowodował żadnego spustoszenia w moim organizmie. Uważam, że w tych czasach to pójście na łatwiznę, mięso jest tanie i łatwo dostępne (bo też w taki sposób produkowane). Jeżeli człowiek ma ochotę skosztować drugiej istoty (zwierzęcia), mógłby na nie zapolować, wtedy siły byłyby wyrównane, a i zdobycz by lepiej smakowała (tylko której ze stron?).

Poli

„Warsztaty o kuchni wegańskiej”

Ogólnie warsztaty podobały mi się. Wykład dotyczący tej kuchni, wiadomości na ten temat, które usłyszałam to dla mnie coś nowego. Nigdy wcześniej nawet nie pomyślałam o spróbowaniu takiej kuchni. Spotkało mnie miłe zaskoczenie, ponieważ potrawy przyrządzone na tych warsztatach smakowały mi. I od czasu do czasu mogłabym jeść potrawy wegańskie, ale na co dzień raczej nie. Za bardzo lubię mięso i nie jestem w stanie z niego zrezygnować.

Izabelka

„Warsztaty wegańskie”

Kuchnia wegańska? Tak, bardzo mi się podobała. Jest smacznie, zdrowo i zaskakująco. Proste składniki typu sezam, ciecierzyca, czosnek w połączeniu ze sobą komponują ciekawe smaki i uważam, że jest możliwe takie odżywianie się. Jeżeli ktoś chce naprawdę wprowadzić w swoje życie tego rodzaju kuchnię, powinien nauczyć się ją przyrządzać, żeby była ona urozmaicona i nie przynudzała na co dzień. Ja osobiście bardziej przychylam się do kuchni wegetariańskiej. Mogę spokojnie przeżyć bez mięsa, ale nabiał, jajka już niechętnie bym wykluczyła ze swojej diety.

Alesia

„Warsztaty wegańskie”

Muszę powiedzieć, że było fajnie i smacznie. Poruszyłyśmy temat porównania wegetarianizmu z weganizmem. No więc zrozumiałam, że wegańska kuchnia różni się tym, że nie używa się składników pochodzenia zwierzęcego np.: jaj, mleka itp.

Jestem smakoszem i mało jest rzeczy, których nie lubię jeść, więc i te potrawy przypadły mi do gustu. Tylko jeden składnik, starty sezam mi nie podpadł, bo nie lubię chałwy, a on właśnie tak smakował tylko, że bez cukru. Z niego był robiony humus, miesza się tę masę sezamową z ciecierzycą i do tego można było dodać czego dusza zapragnie. My dodałyśmy czosnek, sól, na koniec polałyśmy go oliwą z oliwek. Je się go z warzywami np.: cukinią, ogórkiem, awokado. Pyszne.

Bardzo mi się te warsztaty podobały, dużo się dowiedziałam. Warsztaty te prowadziła Marta Dymek, tak jak pisałam były smaczne. Ale nie wiem czy dała bym radę bez mięsa, ale i też bez mleka, jogurtów, jaj i serów.

Kajzerka

Weganizm

Jak najbardziej smakowała mi kuchnia wegańska, ale od czasu do czasu musiałabym jednak zjeść mięso. Jestem osobą mięsożerną. Jeśli chodzi o warsztaty, to były bardzo fajne i interesujące, na pewno w jakiś sposób mnie ta żywność zainteresowała. Myślę, że nie raz kupię i zrobię sobie humus lub inną potrawę wegańską. Zdaję sobie sprawę, że na mięso są zabijane zwierzęta, ale ja o tym nie myślę, tylko jem. Na warsztatach wegańskich najbardziej smakowała mi zupa i owoce. W więzieniu zapewne większość osób smakowało z tego względu, że tu nie ma normalnych smaków i brakuje świeżej żywności.

Wiola.

Weganizm – do niedawna myślałam, że to ubogi, mało smaczny i mało syty sposób odżywiania się. Piszę „do niedawna”, bo właśnie mogłam skonfrontować to z rzeczywistością i to co zobaczyłam zaskoczyło mnie trochę. Oczywiście nie na tyle, żeby zrezygnować z jedzenia mięsa, co to to nie, ale kiedyś nie chciałoby mi się zagłębiać w wegańskie przepisy. Bo niby co można zrobić tylko z owoców i warzyw – jakieś sałatki, deserki. To nie bawi jak syty obiadek. Kolejny raz dzięki Fundacji „Dom Kultury” mogłam zetknąć się z czymś nieznanym i zobaczyć jak to wygląda, gubiąc po drodze swoje stereotypy.

Marta to dziewczyna, która jest weganką – od razu powiem, że nie jest szkieletorem ledwo trzymającym się na nogach z niedożywienia. To był jeden z moich stereotypów. Przyrządzała nam humus, pokazując po kolei z czego i jak powstaje to danie. Po zjedzeniu tego posiłku padł mój kolejny stereotyp. Byłam najedzona do syta, no i muszę przyznać, że to było naprawdę smaczne. Za każdym razem ,kiedy moje wyobrażenia różnią się od rzeczywistości ,obiecuję sobie, że dopóki się z czymś nie zetknę, postaram się nie wyrabiać zdania na ten temat. Niestety, okazuje się to niemożliwe. Może każda kolejna próba będzie bliższa ideału.

Monika

Warsztaty wegańskie

Ogólnie rzecz biorąc jestem osobą mięsożerną, mimo iż uwielbiam warzywa i owoce, trudno mi sobie wyobrazić kanapki bez plasterka salami.

Smakowały mi potrawy przyrządzone przez Martę Dymek, nawet nie wyobrażałam sobie, że może być aż tak smacznie. Najbardziej smakowała mi zupa pomidorowa na soczewicy – po prostu bajka!

Dominika

http://www.jadlonomia.com/

Nasz gość

1-DSC_0974

Ostatnio odwiedziła nas Agnieszka Caban, aby porozmawiać trochę o kulturze i historii Romów. Mi osobiście ta wizyta sprawiła sporą przyjemność. Akurat czytałam wtedy książkę „Bosonoga królowa” Ildefonso Falconesa, w której autor przedstawił historię Cyganów w Hiszpanii w połowie XVIII wieku. Mogłam dopytać o kilka kwestii, upewnić się, żeFalcones nie wymyślił za dużo 🙂 i przy okazji dowiedzieć się nowych rzeczy, o których nie miałam pojęcia.

W Radomiu istnieje Stowarzyszenie Romów „Romano Waśt”, które zainicjowało wydanie albumu „Cyganie/Romowie – znikający świat?” i ten album od Agnieszki Caban dostałyśmy w prezencie. Słów tam nie ma prawie wcale, bo i nie są potrzebne – mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że są wręcz zbędne, bo ten album to zbiór fotografii przygotowany przez Andrzeja Grzymałę – Kazłowskiego. Są w nim wyodrębnione trzy części pokazujące: dzieciństwo – czas dojrzewania i starość Cyganów. Patrząc na te zdjęcia, tak bardzo stare, jak i te nowsze, jakoś zrobiło mi się  żal, że nie żyłam +/- sto lat temu, bo nie doświadczyłam i już niestety nie doświadczę tego, co na ówczesnych fotografiach mogłam zobaczyć. Ominęło mnie coś nieprawdopodobnego i jak na mój gust wręcz bajkowego i … szkoda, że ominęło.

Mam nadzieję, że uda się raz jeszcze Agnieszkę zaprosić, aby mogła opowiedzieć nam więcej i bardziej szczegółowo o życiu Romów.

Małgosia

1-kwartalnik_logo

Jak wygląda sex w moim przypadku w Z.K.? :)

 1-3-DSC_1957

W ogóle nie wygląda :). Ale napiszę parę słów co na ten temat myślę. Umiem zauważyć i podziwiać kobiece piękno, ale nie jestem zainteresowana nim fizycznie :). Jestem tolerancyjna… uważam, że co dokonuje się za zgodą obojga, to jest indywidualną sprawą. Nie miałam możliwości obserwowania związku damsko-damskiego, ale uważam, że takie związki niczym nie różnią się od związków damsko-męskich. To znaczy szacunek, zaufanie, no i takie tam podstawowe kwestie muszą być :). No i wszystko chyba zależy od wychowania osobistego człowieka. Jak człowiek ma szacunek do siebie to ma to i do innych. No i w takim wypadku nie musi wisieć w powietrzu niesmak sytuacji. Przede wszystkim – szacunek do siebie i do innych!!!

Ale to jest życie, a w życiu wiadomo – różnie bywa :).

Wiola

Jak to się stało, że tu trafiłam? :)

bez napisów

No cóż… standartowy kierunek… ćpanie, kradzieże, kryminał. Byłam świadoma tego, że tu się znajdę.

Jak wiadomo, przyszedł czas, trzeba ponosić konsekwencje :).

Zdaję sobie sprawę, że jak nie zmieni się moje życie, moje postępowanie, kierunek, w którym podążam, to nigdy to się to nie zmieni. Problem w tym, że jestem uzależniona od narkotyków i prawdę mówiąc nie jestem na tyle silna, żeby z tym skończyć. Wiem, że nie mogę tego robić, zwłaszcza ze wględu na moją mamę. Wiem, że bardzo mnie potrzebuje, że liczy na mnie, na moją pomoc. Ma swoje lata, przy tym wychowuje moją córkę i strasznie jest jej ciężko z tym wszystkim w pojedynkę. A na dodatek wierzy we mnie. Wiem o tym wszystkim, ale nawet z tą wiedzą nie jestem przekonana co do sukcesu. Po prostu nie oszukuję się, wiem, że jak wyjdę pierwsze co zrobię, to przyćpam. Gorzkie, ale prawdziwe :(. Boję się, że popłynę i tym samym rozbiję mojej mamie serce. No i tu kółko zamyka się.

Wiola

Jak to się stało, że tu trafiłam?

1-DSC_1315

A więc zaczęło się to tak. Gdy moja mama wyjechała do Niemiec i zostałam z Tatą oraz młodszą siostrą o cztery lata, w wieku 17 lat, oczułam wolność. U mnie w domciu to mamcia trzymała nas w ryzach. Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, poszłam na całość. Wcześniej trochę zażywałam trawkę, zaliczyłam ciąg ze speedem, później weszły dopalacze. Wszystko w ukryciu przed rodziną. Ale nadszedł ten czas. Zaczęłam nie wracać do domu, bo poznałam chłopaka 10 lat starszego ze swoim mieszkaniem. Poznałam go przypadkiem na ulicy. Gdy byłam z moją koleżanką w odwiedzinach na Nowowiejskiej. On brał heroinę. Na początku o tym nie wiedziałam i nawet bym nie podejrzewała. Po czasie wyszło na jaw. Najpierw zerwałam kontakt. Ale po trzech tygodniach zdobył do mnie numer i powiedział, że też przypadłam mu do gustu i jest w stanie przestać dla mnie ćpać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jakie to trudne, a wręcz niemożliwe. Uległam. Zaczęliśmy się spotykać, później razem mieszkać. Gdy już byliśmy ze sobą 24h/7 ciężko mu było zamaskować, że dalej jednak ćpa. Ujawnił się. Ja silnie się przywiązałam do niego i nie wyobrażałam sobie go zostawić. Chciałam mu pomóc. Ale skończyło się inaczej. On pomógł mi posmakować tego narkotyku i życia z nim związanego. Ciekawość moja wzięła górę. Zapaliłam raz, zapaliłam drugi, żeby na to mieć, uczyłam się przy starszym towarzyszu włamywać do pojazdów. Spodobało się, minął pierwszy miesiąc. Ostrzegał mnie przed tym, że nie będę tą jedyną, której nie dopadnie skręt. Pierwszy przypał na robocie. Obudziłam się na dołku. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje: bóle kości, wymioty, bóle brzucha. Wyszłam z komeny, przedstawiłam co mi się dzieje, wymyślałam, że się przeziębiłam. Ale gdy tylko poczułam bucha hery wszystkie dolegliwości odeszły. Wtedy zrozumiałam, że już jest za późno… Gdy po jakimś czasie mój chłopak zjechał na sankcję, zostałam sama z problemem. Zaczęłam samotnie zarabiać metodą prób i błędów, kradnąc po sklepach. Błędów było sporo a za nie wyroki itd.. Teraz jestem tu, w Zakładzie Karnym. Ale najgorsze jest to, że nadal mnie do tego okropnie ciągnie.

Kajzerka

Jak wygląda sex w moim przypadku w Z.K.?

1-DSC_0118

Ja osobiście jestem osobą, która kocha płeć przeciwną. Niestety w naszym położeniu z uprawianiem sexu jest kłopot, ponieważ nie ma tu widzeń bezdozorowych dla kobiet. Muszę cieszyć się jedynie zwykłym widzeniem z moim ukochanym. Nie ukrywam, że proszę go by zajmował miejsca odległe od innych odwiedzających by móc go pocałować, dotknąć, przytulić, niestety częściej to jest niemożliwe niż możliwe.

Kajzerka