Mój zmierzch

1-IMG_20150321_012736

Zamknięta na cztery spusty, otulona kocem, bo trochę mi zimno – ej ty, wiosno, postaraj się bardziej, dmuchnij ciepełkiem proszę…

Metalowopancerne okno – żal, nawet Julią być nie mogę. Stoi taborecik przy łóżku, za szafkę nocną robi, a na taboreciku książki cztery tomy, herbatka już zimna, zagrzewam umysł do czytania. “Zmierzch” czytać będę, romansu wampirzo-wilkołaczego mi się chce :).

Cholera, błąd. Oglądam “Zmierzch” w TV, no i po co… Edward, do którego miał być ślinotok, wygląda, jak by miał anoreksję, posmarowany balsemem Dove z drobinkami… Ej, reżeser miał mało hajsu na aktorów i efekty specjalne?

Czytam, och jak pięknie, śliczne wampirki, moje serce kradnie Jacob. Matko, ale cicho. Oczka mi błyszczą, mówię koleżance, że książka jest bombowa, a Jacob urywa dupę.

Myślę sobie, czy gdzieś tam na świecie jest sobie taki Jacob, nie musi być wilkołakiem. Jak jest, to moża jakaś reklama: “Cześć, jestem fajna, mam zadatki na żonę, umówisz się ze mną?”.

Dobrze mi, bo przenoszę się w tamten świat, inny mój świat.

Iwona

Sen mara – Bóg wiara

sen

Mam swój taki mały sennik, z moich własnych interpretacji, które oczywiście później pokryły się w rzeczywistości, wiem, że kiedy śni mi się:

  • że kopię w ziemi, to wiem, że później odkryję moją tajemnicę, coś wyjdzie na światło dzienne
  • sprzątanie, zamiatanie, to ktoś w celi mieszkalnej zostanie przeniesiony
  • okno otwarte, to mam widzenie lub jadę w podróż
  • rower, to na zdradę
  • ktoś bliski, to wiem, że będzie potrzebował mojej pomocy lub będzie miał problemy
  • zmarli, to ostrzegają mnie przed niebezpieczeństwem lub proszą o modlitwę za ich duszę
  • biały kolor, to na wiadomość
  • robaki i wszy, to na pieniądze
  • brudna woda, na problemy lub plotki
  • ksiądz, to na czynności procesowe.

Wiem, jest to zupełnie inny post od pozostałych moich wpisów, ale myślę, że to ciekawy temat i jest do obgadania. Spokojnie, na niczym nie „latam”, po prostu ciekawa jestem, o czym Wy śnicie i czy w ogóle wierzycie w sny?

Serdecznie pozdrawiam,

Aneta B.

Rosół

1-DSC_1338

Święta wielkanocne się już wprawdzie dawno skończyły, ale ja na chwilę o nich. Sporą część życia spędziłam w przekonaniu, że rosół w święta wielkanocne to coś normalnego, takie „danie główne”, jak karp w Boże Narodzenie. Zdziwiłam się ciężko, gdy podczas rozmów z ludźmi o tym, co jedzą na Wielkanoc, najczęściej słyszałam: żurek z jajkiem, biała kiełbasa i wszystko w ten deseń. Nikt nie odpowiedział: rosół! Dziwne i zabawne – dla mnie, bo ja znowu całe życie jadałam rosół, ale nie taki z kluskami jak to z reguły w domach, tylko świąteczny, czyli wyjątkowy w smaku. Gotuje się niby taki normalny, na dużej ilości warzyw i jeszcze większej mięsa – wołowego i drobiowego. Z tym że mięso musi być mięciuchne, żeby się rozpadało pod dotknięciem widelca lub noża. Każdy talerz jest wypełniony po brzegi tym mięsem różnego rodzaju, dość drobno rozdzielnym. Na to kroi się w małą kosteczkę kiełbaskę można uwędzoną, a na to jajko ugotowane na twardo, pokrojone w plasterki. I gwóźdź tego rosołu – świeżo starty chrzan, duża solidna łyżka. Na to posiekana natka pietruszki i wszystko zalewamy gorącym rosołem – pychota! Na ten rosół czekałam cały rok. Za każdym razem tak samo mocno, bo nie dość, że jego smak jest wyjątkowy, to fakt, że jemy go podczas świąt – tą wyjątkowość potęguje. Jeżeli kogoś to zaciekawi, to polecam spróbować (choć muszę dodać, że po mistrzowsku gotuje ten rosół tylko moja mama!).

A może u kogoś w domu na stole taki rosół też gości w Wielkanoc?

Pozdrawiam, Małgosia 🙂

Odkryte marzenie

 Batory

Jest 2008 rok. Do zakładu przyjeżdżają trzy kobiety. Zbierają grupę chętnych dziewcząt do śpiewania. Myślę sobie: kurde, lubię śpiewać pod prysznicem – pójdę, zobaczę. Nic mnie to nie kosztuje, a przez to umilę sobie czas w poprawczaku. Pierwsze zajęcia – śmiechy, bo łacińskie i cygańskie piosenki każą nam śpiewać. Kolejne niby nudne, choć za każdym razem nie mogłam się ich doczekać. W końcu padło hasło, że zrobimy występ pod tytułem „Ćmy i kołysanki”. Przygotowania cały miesiąc. Wreszcie ten dzień – niby w gronie naszych ludzi, ale adrenalina mnie nie opuszczała. ALE BYŁAM DUMNA, ŻE PATRZĄ NA MNIE – oklaski, gratulacje – FAJNIE. Następny dzień: dochodzi do mnie, że podoba mi się śpiewanie i całkiem dobrze mi to wychodzi. Mijały dni i zastanawiałam się, czy jeszcze zobaczę Lenę, Pagę i Kasię, dziewczyny, które pozwoliły nam odciąć się od codzienności.

Po apelu popołudniowym Papcio mówi, że przyjdą dziewczyny, bo chciałyby zrobić z nami nowy projekt. Hura! Po obiedzie na salę gimnastyczną, bo tam odbywały się zajęcia. Lena powiedziała, że chce zrobić musical na większą skalę. Dostała zgodę na to, by występ odbył się na starej stacji PKP – FALENICA. Projekt nazywał się BŁĘKITNY EKSPRESS. Przerabiałyśmy utwory Hanki Ordonówny na hip hop. Bardzo mi się to spodobało. Padło hasło, byśmy napisały własne teksty. Dostałyśmy podkłady muzyczne i zaczęłyśmy bawić się tym.

WTEDY JUŻ WIEDZIAŁAM, ŻE TO JEST TO, CO CHCĘ ROBIĆ!

PIERWSZY KONCERT NA FALENICY. Myślałyśmy, że przyjdzie góra 100 osób. Okazało się, że nie starczy miejsca. Przyszli ludzie z zaproszeniami, obcy ludzie, nauczyciele z gimnazjum i podstawówki i znajomi. Gdy ich zobaczyłam, myślę ku**a, co oni tu robią, ale wstyd.

WYSTĘP – gitarka, wszystko poszło po naszej myśli. Nawet kilka osób popłakało się, gdy śpiewałam z Agą nasz własny utwór! Pamiętam, że zadawali tyle pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Zaproszenie do radia i śpiewanie na żywo. Kurde, gorsza trema niż na scenie. Pierwsze nagrania, by stworzyć ścieżki, które będą mogli odtwarzać „fani”.

Przyjazd Khondo do Polski (francuski raper), zajęcia i nauczanie tzw. „flooł”, kolejne zaproszenia na występ, tym razem do klubu Powiększenie, Warszawa, ul. Nowy Świat. Po występie zostało ustalone, że nagrywamy płytę, choć jakiś czas wcześniej powstała już strona „Słuchowisko” Audostacja.pl/spk.

Uwielbiałam jeździć do studia na Racławicką do Franka, nagrywać piosenki, za*****sty klimat, fajną atmosfera!

W końcu dostałam propozycję pracowania w szkołach. Praca polegała na tym, że to teraz JA będę uczyć dzieci/młodzież tego, co mnie całkiem niedawno uczono. Przyjęłam propozycję, ale nadal pisałam teksty i nagrywałam. Miałam w planach nagrać swoją płytę i ją wydać. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie popełniła błędów!

Teraz siedzę w ZK i mam dużo czasu na przemyślenia. Wiem, że do tego, co było, nie wrócę, bo zniszczyłam to, co było PIĘKNE.

Na 100% wyjdę i zrobię wszystko, by mi Lena, Pagia i Kasia wybaczyły, lecz na to też trzeba czasu. Po wyjściu nagram kilka utworów, które tutaj napisałam. Lecz czy z tego będę żyć – raczej nie.

Zapraszam do obejrzenia na youtube/audiostacjafalenica: Deszcz i na stronie www.audiostacja.pl/stowarzyszeniepraktykowkultury.

I na stronie: www.praktycy.org projektu „Błękitny Ekspress”.

Poproszono mnie o kawałek tekstu:

Ciemne uliczki wyglądają na smutne.

Czekam na znak, Spójrz jeszcze raz, raz jeszcze

spójrz! Co mogę ci dać, coś zabiera nasze serca,

przekształca je w obłok.

Jestem brzegiem zagubionym w dużej klatce.

Wczoraj widziałam mężczyzn w mundurach.

Oczywiście. Chciałabym, by w moim sercu

była nadzieja na lepsze jutro, a nie gubić

czasu na korzyść wiatru.

Nie ma dymu bez ognia – dużo łez bez palenia papierosa.

Pozdrawiam!

Batory

Więziennych miłostek cd.

dłonieMam ochotę trochę pochylić się nad postem o więziennych „miłostkach”. I pal sześć, że to nie czas walentynek… 😉 Absolutnie nie mam zamiaru oceniać ani krytykować tego co uważa Kaczi – jej zdanie i ma do niego pełne prawo, a mi nic do tego. Dla mnie ten temat ma dwie strony – i to najmarniej. Może o miłości i związkach (jakichkolwiek) to nie powinnam się wypowiadać, bo niewiele o tym wiem – szczególnie o tych ostatnich, ale… Moja przyjaciółka wyszła za mąż w więzieniu. Z jednej strony jestem raczej przeciwna związkom, ale akurat bardzo kibicowałam i jej, i jemu. Nie chodziło im ani o finanse, ani o przyziemne rzeczy – zakochali się ot tak w sobie wzajemnie. Były chwile, że ona miała wątpliwości i to różnego kalibru. Jedną była ta, że wszystko może się skończyć za parę lat. Pamiętam, co jej wtedy powiedziałam: że nieistotne jest, czy to małżeństwo potrwa sto lat, dziesięć, czy dwa – ważne jest to, że przez dwa, dziesięć lub sto – będzie szczęśliwa. Nie ważne, czy przez te X lat będzie doświadczała radości, czy smutku, czy będzie płakała, czy się cieszyła, według mnie ważne jest to, aby w ogóle doświadczać. I niech targają nią uczucia i emocje – każde. Bo myślę, że szczególnie tu, gdzie nie ma zbyt wielu bodźców, które mogłyby nas stymulować, człowiek się wyjaławia. Może lepiej jest doświadczać czegokolwiek, niż niczego i być swego rodzaju pustą ludzką skorupą?

Może zbarzmi to trochę jakbym uważała małżeństwo za niezłą rozrywkę – tu w więzieniu, ale to nie tak :). Czy tu w więzieniu, czy na wolności związek może albo trwać, albo się rozpierdzielić. Z jednej strony tu trudniej jest o niego dbać. Bywa niestety też tak, że i tu i tam ludzie żyją z sobą przez szereg lat i okazuje się, że nie znają się wzajemnie. Na to chyba nie ma reguły.

Pozdrawiam, Małgosia

Wierszyk na Wielkanoc

1-DSC_0208

Coraz bliżej Święta – złóżmy więc życzenia,

aby nie zabrakło jajek do dzielenia.

W lany poniedziałek dwa wiaderka wody,

zdrowia, spełnienia i ducha pogody.

WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM ŚLEMY POZDROWIENIA.

Małgosia

Kilka lat minęło

1-DSC_0499

Kilka lat minęło. Kilka lat mojego życia, a pamiętam jak dziś moment, gdy brama więzienna zamknęła się za mną jak szczęki. Moje myśli były czarne jak noc listopadowa. Wołałam „nie przeżyję tego”. Lata mijały pełne emocji złych i dobrych, rozpaczy, radości. A dziś? Lada chwila wychodzę… Co czuję? Radość, radość oplecioną wielką pajęczyną strachu. Paraliżujących strach i te myśli, może trochę trywialne: czy słońce będzie jaśniej świeciło, czy powietrze będzie krystaliczne, czy po drugiej stronie będzie czekać na mnie miłość, jak ze starego romansu, czy ponura, trudna rzeczywistość? Co będzie? Jak będzie? Ten strach mnie obezwładnia, odsuwam te pytania od siebie, ale one ciągle wracają…

Spędziłam wiele lat w zamknięciu. Cela to był – jest – mój drugi dom.  Życie tutaj toczy się monotonnie, rutynowo. Apel, śniadanie, obiad, kolacja, apel. Jest też praca, które może oderwać nas od ponurych myśli.

Życie na zewnątrz jest jak moda podlegająca ciągłej zmianie, wszystko tam jest inne, ludzie pędzą przed siebie nie patrząc na innych… Czy ja się tam odnajdę> Czy nie podepczą mnie jak mrówki? Czy podadzą mi rękę, jak zawołam „pomocy!”? Czy w oczach każdego człowieka mijanego na ulicy będę widzieć mój czas spędzony za kratami…

Boję się spotkania z moimi najbliższymi osobami. Wiem, że mnie kochają, czekają na mnie, na pewno odliczają czas do spotkania ze mną….

Gdzieś na serca dnie czai się pytanie, czy wybaczą mi ten czas, kiedy z nimi nie byłam, nie uczestniczyłam w drobnych i wielkich smutkach i radościach?…

Z jednej strony ogromna radość… Długo oczekiwana Wolność…

Z drugiej przerażenie, czy dam radę, podołam temu wyzwaniu, któremu na imię Życie bez krat?…

Mimo tych wątpliwości, Życie, kocham cię, Życie – jak śpiewa Edyta Gepert, bo życie potrafi się rozjaśnić w najbardziej nieoczekiwany sposób…

E.K.M Iskierka

Wiara

5-DSC_0369

Są dni, kiedy po prostu nie widzę już sensu swego istnienia, szukam sposobu, aby ulżyć sobie, przychodzą okropne myśli do głowy, szukam ucieczki na zawsze…

I przychodzi chwila, ułamek sekundy, kiedy mówię „Boże, nie pozwól mi w tym stanie długo trwać” i zaczynam się modlić. Po pewnym czasie czuję ulgę, czuję lekkość ciała i duszy.

Nauczyłam się rozmawiać z Bogiem, mówić co czuję, płakać i prosić o łaski Boże.

Nie zawsze tak było.

Kiedy zmarła mi mama straciłam wiarę. Kiedy popełniłam przestępstwo znienawidziałam siebie i długi był proces odzyskiwania wiary w siebie, ludzi i Boga.

Dziwne jest to moje życie, jedno jest pewne, wszystko co mam – mam na własne życzenie. Nikogo nie obwiniam, choć mogłabym, ale staram się iść do przodu, żyć w zgodzie z Bogiem i widzę sens – głęboka wiara, że Bóg jest ze mną pomaga mi w codziennym życiu.

Swój post chcę zadedykować ludziom, którzy teraz zastanawiają się „co dalej będzie, co robić, jak żyć?”.

Proszę wierzyć, wierzyć, że wszystko się ułoży, ból mnie, rany się zagoją.

Wiara uskrzydla, uczy latać.

Pozdrawiam.

Aneta

Wybory

1-wybory

Wybory – powoli się zbliżają. Kandydaci wystawieni i co? Na kogo zagłosować? Chciałabym oddać głos na kogoś, kto zrobił już coś dobrego w trakcie swojej kariery politycznej. I ma plany no to, żeby Polska była lepszym krajem. Czy partia ma dla mnie znaczenie? Chyba tak, ale nie chciałabym oddawać swojego głosu biorąc tylko pod uwagę to, żeby nie wygrała partia, z której ideologią się nie zgadzam. Uświadomiłam sobie, że nie wiem nic konkretnego na temat przyszłych planów ani planowanych osiągnięć kandydatów. Oglądam wiadomości i widzę na razie jak jedni drugich obarczają winą za niepowodzenia i nieprzemyślane decyzje. Zamiast konkretnych planów słyszę tylko dobre chęci polityków. Mając tylko to – jak mam zadecydować kogo wybrać? Czemu nie ma podsumowań i rozliczeń tego, co robią konkretnie politycy i tego, czego nie robią? A może są, a ja o tym nie wiem? Chciałabym wiedzieć to wszystko o ludziach, których wybieram, po to by prowadzili mój kraj do większego rozwoju, lepszego bytu. Ale jak to zrobić? Jak przesiać sieczkę, którą oglądam w TV i odnaleźć konkrety? Jak mam wybrać? Chcę zagłosować, ale na kogo? Jak być świadomym wyborcą?

Monika

 

Mój pierwszy dzień wolności

2-DSC_0749-001

Jest piękny słoneczny dzień 14 czerwca 2011 roku. To dziś opuszczam zakład karny w Lublińcu. Euforia we mnie jest nie do opisania, choć wybieram się do miejsca, w którym w pewnym stopniu też będę miała ograniczoną wolność. Ale tym razem to jest mój wybór, to ja decyduję. Przemierzam szybkim krokiem Lubliniec. Po drodze wchodzę do sklepu. Jakie to miłe uczucie – pierwszy raz od dwóch lat mogę sama zrobić zakupy. Kupuję paczkę ulubionych papierosów, colę i batonika, choć na jedzenie w ogóle nie mam ochoty, bo żołądek ściska mi radość i trochę przerażenie. Po wyjściu ze sklepu biegnę na dworzec, gdyż zaraz ma być mój pociąg. Kiedy docieram na stację, zaczyna się pierwsza walka samej z sobą. Stoję na peronie, z jednej strony wjeżdża pociąg do Warszawy, a z drugiej pociąg do Krakowa, gdzie mam się udać w celu kontynuowania terapii narkotykowej. Mam w głowie wojnę – wracać sobie do Warszawy, czy pojechać do Krakowa. Wybieram Kraków. Siedząc w pociągu całą drogę patrzę przez okno podziwiając widoki. Cieszy mnie nawet to, jak pięknie wyglądają drzewa, bo w więzieniu miałam widok tylko na pleksę. Później co prawda nie było już pleksy, ale w zamian był mur z czerwonej cegły. Dlatego widoki zza okna pociągu są czymś wspaniałym. Do Krakowa dotarłam przed 22.00. Zadzwoniłam z dworca do ośrodka, by mi objaśnili, jak mam dojechać. Okazało się, że ośrodek jest na drugim końcu Krakowa, więc wsiadam w tramwaj i jadę. Wydaje mi się, że ludzie wiedzą, skąd wyszłam. Czuję, że wszyscy się na mnie patrzą, lecz to tylko moja wyobraźnia. Gdy dojechałam do mojego przystanku, nie bardzo wiedziałam, dokąd mam iść. Jak już niby wiedziałam, w którą stronę mam się kierować, to się zgubiłam i wylądowałam gdzieś w lesie. Była noc, a ja szłam z ciężką torbą, nie widziałam ani żywej duszy, ani żadnego domu, w którym mogłabym się dowiedzieć, jak mam iść dalej. Po jakimś czasie ukazała się przed moimi oczami chatka i jakaś pani stała przy płocie. Podeszłam, żeby się zapytać, gdzie mieści się ośrodek. Pani mi odpowiedziała, że trzeba iść ze 30 minut w drugą stronę po prostu. Późno w nocy dotarłam do tego miejsca. Pierwsze, co zrobiłam, to poszłam wziąć prysznic. Wreszcie mogłam się kąpać tyle, ile miałam ochotę. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Łóżko było jakieś bardzo miękkie i emocje, które mi towarzyszyły, nie dały zmrużyć oka. Trochę chaotyczny był ten pierwszy dzień wolności, lecz nigdy go nie zapomnę.

Magda