Wywiad z Magdą

Powiadają, że w zakładzie karnym nie siedzą normalni i ciekawi ludzie. Dość często przeprowadzałam się z celi do celi, czasem bywa tak, że siedzę z jedną osobą po parę razy. Postaram się w moim wywiadzie obalić mit, że więzienie to zbieranina ludzi zwyrodniałych, bez serca czy popaprańców. Poznajcie Magdę, która postanowiła poświęcić mi swój czas. Bo uwierzcie, że to nieprawda, gdy się mówi “skazany ma czas”. Jeśli dobrze go rozplanujesz, bywa i tak, że go często brakuje.

Tola: Ile masz skończonych wiosenek, Magdo?

Magda: No przecież wiesz, po co się głupio pytasz (śmiech)!

Tak, wiem, że 34, ale mogłaś odpowiedzieć! Jesteś z Warszawy, a dokładnie?

Z najpiękniejszej dzielnicy!

Czyli jakiej? Bo ja już wiem, ale inni nie.

Praga Północ (błysk w oku Magdy mówi sam za siebie).

Słyszałam o tej dzielnicy dużo złego. Możesz wyprostować moje horyzonty?

Uważam, że to jest myślenie stereotypowe, dzielnica jak każda inna. Jako dziecko mieszkałam na Woli i też dużo złego się tam działo.

Ale przyznasz rację, że na przykład w dzielnicy Wilanów nikt nikogo nie zabija ot tak?

Myślę, że na Wilanowie też kiedyś doszło do jakiegoś zabójstwa, a patrz, ja mieszkam na Pradze bardzo długo i nikt mnie jeszcze nie zabił ani ja nikogo nie zabiłam (śmiech).

Gdybyś miała szansę mieszkać w innej dzielnicy, to chciałabyś?

Nigdy w życiu! Kocham Pragę i klimat, jaki tam panuje. Gdzieniegdzie czasami czuję się jak na wsi: grille robione w bramach, śmiech bawiących się dzieci… Zaproszę Cię kiedyś na takiego grilla.

Hm… Nie, dziękuję. Mieszkałam tam chwilkę i już nie chcę.

Na pewno nie w mojej okolicy, bo stamtąd nigdy byś nie chciała się wyprowadzić!

Mieszkasz tam sama? Nie mówiąc o tym, że teraz jesteś tutaj.

Ostatnio nie mieszkałam sama.

A z kim, jeśli mogę spytać?

Z chłopakiem.

Jesteście nadal razem?

Nie jesteśmy razem. Kiedy zamknęła się za mną brama aresztu, skończyła się nasza miłość.

Pewnie źle Ci jest z tym, że zostawił Cię wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałaś…

Nie, przyzwyczaiłam się już do takich sytuacji. Nawet lepiej, że tak się stało, przynajmniej nie muszę się martwić, co robi na wolności. Jeden problem mniej.

Chcesz mi powiedzieć, że powinnam zacząć się martwić o mojego Łukasza?

Nie wiem, nie znam Twojego chłopaka (śmiech).

Zakończę ten temat, bo rozmowa z Tobą na temat chłopaków to jak walka z wiatrakami. W zakładzie karnym jesteś nie pierwszy raz – ale czy ostatni?

Nie wiem.

Możesz rozwinąć?

Za każdym razem, kiedy wychodzę z więzienia, myślę, że to był już mój ostatni raz. Będę się starać, żeby tym razem tak było.

Żałujesz tego, że musisz tu być?

Bardzo dużo czasu tu straciłam. I zdrowie przede wszystkim.

Z nielegalnych źródeł dowiedziałam się, że masz tu bardzo dobrą przyjaciółkę, a przecież gdybyś tu nie trafiła, nigdy byś jej nie poznała…

Oczywiście masz rację. Jest parę sytuacji, w których nie żałuję, że trafiłam do więzienia – i to jest właśnie to, że poznałam tu kilka osób, w których znalazłam prawdziwego przyjaciela. Nie mylić z dziewczyną, bo nigdy nie żyłam z kobietami (śmiech). Nasza przyjaźń przetrwała nawet to, kiedy jedna z nas była na wolności, cały czas się wspierałyśmy. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela (szczery uśmiech).

Masz już 34 lata – nie marzy Ci się piękna biała suknia ślubna, wymarzony książę? Przecież chyba już pora…

Oczywiście że mi się marzy. Tylko jakoś księcia brak. Cały czas trafiają mi się sami giermkowie (śmiech).

A wyszłabyś za cudzoziemca?

Przecież wiesz, że tak – szczególnie za jednego przystojnego Turka, którego obydwie znamy.

Mówisz o Yigicie z serialu “Tylko z tobą”?

Po co wszystkim zdradzasz naszą tajemnicę!

Uwaga: nie znam tego serialu, nie mogłam dobrze odszyfrować imienia, tyle co w internecie wyszukałam, że tak ma na imię filmowy główny bohater serialu – taki wysoki przystojniak z króciutką brodą, to o niego chodzi?

Ja pytam na poważnie! Chodzi mi o to, że gdyby jakiś szejk się w Tobie zakochał i dał Ci wszystko, co tylko byś chciała – to co Ty na to?

No pewnie. Pałac i te sprawy, żyłabym jak księżniczka w Emiratach Arabskich… Nie no, świrki (śmiech). Nie wyobrażam sobie życia z mężczyzną i bycia jego czterdziestą żoną. Ja muszę mieć faceta tylko dla siebie, nie lubię się dzielić!

Jesteś optymistką czy raczej pesymistką?

W tej chwili bardziej optymistką. Uważam, że jeśli myślisz pozytywnie, to przyciągasz do siebie dobre rzeczy. Kiedyś byłam straszną pesymistką, ale podobno charakter człowieka zmienia się co 7 lat. Jakiś czas temu zaczęła się moja następna siódemka i myślę pozytywnie.

Skąd takie stwierdzenie, że charakter zmienia się co 7 lat?

To stwierdzenie naukowe, co Ty, Tola, nie wiesz (śmiech)? Przeczytałam to kiedyś w jakiejś mądrej gazecie i się tego trzymam.

Jesteśmy w więzieniu. Czy dla Ciebie jest ono straszne?

Więzienie samo w sobie nie jest straszne, lecz niektórzy ludzie są okropni.

Co to znaczy?

Dla niektórych więzienne życie to całe życie, żądni są jakichś ofiar, nie potrafią żyć swoim życiem. Dla mnie jest to chore. Ja traktuję to jako sytuację przejściową: przyjść, odsiedzieć, wyjść, zapomnieć.

Zmienię temat na milszy – czy lubisz zwierzęta?

Lubię psy i konie.

A koty? Przecież to takie przytulne zwierzątka.

Nie, bo śmierdzą.

A psy nie śmierdzą?

Nie! Psy załatwiają się na dworze, a nie w domu w kuwecie.

Przecież to nie od kota zależy, kiedy jego pani posprząta.

Ale samo to, że się załatwiają domu! A do tego niewykastrowany kot zaznacza swój teren. Kiedyś jeden nasikał mi do buta i niczym nie mogłam tego smrodu usunąć. Byłam strasznie zła, gdyż były to moje nowe buty.

Jestem w zakładzie, więc zadam Ci to samo pytanie, co Ty mnie: jakie są Twoje plany po opuszczeniu więzienia. Hm… realne oczywiście.

Na chwilę obecną nie mam żadnych planów, mam jeszcze 3 lata do końca, ciężko coś układać. Planowałam już nie raz i zobacz, jak skończyłam. Co ma być to będzie.

No wiesz! Ja dwa lata temu coś zaplanowałam i się tego trzymam, i jestem na dobrej drodze do realizacji. Może warto spróbować?

Nie wiem, pomyślę o tym za 2 lata. Po co się teraz stresować (śmiech)? I Ty na wstępie pisałaś, że jestem normalna, nie wiem, skąd to wzięłaś (śmiech).

Nie wiem, czy udało mi się przekonać chociażby jedną osobę, która myśli, że w więzieniu są sami zwyrodnialcy, a często się to słyszy na ulicach, w domach. Ludzie widzą młodą dziewczynę w kajdankach i już jej przypinają łatkę najgorszej. A przecież nie można oceniać człowieka tylko po wyglądzie lub sytuacji, w jakiej się znajduje. Takich osób jak Madzia jeszcze parę bym znalazła. I z takimi osobami chciałabym przebywać do końca wyroku.

Życzę tym dziewczynom wytrwałości i szybkiego powrotu do normalności. Na koniec przytoczę rozmowę z pewną panią na temat wyborów życiowych. Nie znając mnie powiedziała, że “w więzieniach siedzą same popaprańce i tak wybrali”. Hm… Nie zgadzam się. Nie każdy ma wszystko pod nos podstawione, wchodzi w dorosłe życie z milionami na koncie. A są i tacy, co to mają i też tracą, zostając z niczym. Sama z własnego doświadczenia życiowego wiem, że życie usłane mi różami nie było. I nie będzie, póki sama ich nie zasadzę.

Tola

 

Kiedy jestem zakochana – wielogłos o miłości

JEDEN

Kiedy jestem zakochana…

Nie myślę racjonalnie, popełniam gafy, ale najlepsze jest to, że wcale się tym nie przejmuję. Częściej się uśmiecham, jestem bardziej życzliwa dla ludzi.

Ciągle coś gubię, zostawiam, myślami jestem w świecie, którego nie ma, a mógłby być… hm… taki idealny.

Najchętniej byłabym z tą drugą osobą i nikogo więcej bym nie potrzebowała (no prócz córki oczywiście). Cały czas mam takie poczucie piękna, coś w stylu „mała księżniczka”. A to dlatego, że gdy jestem zakochana, częściej się maluję, ładniej się ubieram, i chcę być zauważona przez mego wybranka.

Z trzy miesiące – słuchajcie! – idę do domu i… w pole! Wskakuję w kalosze, serdak, moherowy beret i robię to, bo jestem zakochana i tylko tam możemy być razem. Czego dla tej miłości człowiek nie zrobi! Niech jeszcze mi chomąto założy i pole mną ora – to co! I tak będę obok niego.

DWA

Świeci słoneczko, jest piękna wiosna, listki są już zielone i trawka też jest piękna. Odpowiednia pora roku na miłość i nagle pojawia się ten jedyny, wspaniały, wymarzony chłopak. Gdy go widzę, drżą mi nogi, jestem speszona, czerwienię się. Ale to jest ON, chciałabym patrzeć na niego, rozmawiać tylko z nim. Nie obchodzi mnie nic innego, nie chodzę do szkoły, nie mam koleżanek, bo cały czas poświęcam na przebywanie z nim. Cały mój świat kręci się wokół niego. Czuję się tak, jakbym chodziła po chmurach. Mam nadzieję, że nigdy to się nie zmieni. Dbam o siebie bardziej niż zawsze. Jak wychodzę na spotkanie z mężczyzną życia muszę wyglądać perfekcyjnie. Włosy, ubranie muszą być idealne. Jeszcze nutka perfum i mogę iść. Tak wygląda moja miłość.

TRZY

Kiedy jestem zakochana…

Hm, ja jestem cały czas zakochana, co skutkuje tym, że bardzo tęsknię za miłością mojego życia. Kładę się wieczorem spać i przywołuję wspomnienia naszych pięknych wspólnych chwil. I co widzę? Przede wszystkim jego, przystojnego, niebieskookiego męża i widzę siebie – kobietę oddaną tej konkretnej osobie. Spełniam jego marzenia o ciepłym domu, o gotowym obiedzie, gdy wraca z pracy, o wieczornym myciu pleców i o wspólnym oglądaniu filmu w łóżku. Leżymy przytuleni do siebie, ja na jego ramieniu. Gdy widzi, że za długo siedzę w necie, mówi do mnie: „Chodź pod skrzydełko”. Kocham go bardzo, ale tylko dlatego, że on kocha mnie. Kocham jego miłość do mnie. Nikt nigdy mnie nie skrzywdził, bo nie potrafię kochać kogoś, kto nie jest w stanie odwzajemnić mojego uczucia.

CZTERY

Kiedy jestem zakochana?

Zakochana jestem wtedy, kiedy czuję, że przejmuję się losem tej drugiej osoby, kiedy ważne jest dla mnie bezpieczeństwo tej osoby, stan zdrowia, problemy.

Zakochana jestem wtedy, kiedy myślę o tej osobie bez przerwy, nie mogę się skupić na prostych czynnościach, bo cały czas głowa moja jest pogrążona myślami o niej.

PIĘĆ

On jest całym moim światem, bez niego nie potrafię żyć. Każda godzina, minuta bez niego jest czymś, co może doprowadzić mnie do szaleństwa. Duszę się, bo potrzebuję go jak powietrza. Za chwilę znowu jest przy mnie, moje życie nabiera barw, znowu jestem szczęśliwa.

SZEŚĆ

Wydaje mi się, że miłość istnieje. Choć bardzo lubię seks, nie uważam się za seksoholiczkę. Przejmuję się wszystkim i seks nie jest dla mnie tabu.

SIEDEM

Kiedy jestem zakochana, to…

Nie jestem samotna. Dlatego, że jest obok osoba, z którą chcę spędzać czas. A czas spędzony z nim jest przeżyciem, które będę wspominać z rozmarzonym uśmiechem w chwilach krótkiej rozłąki i z niecierpliwością czekać na spotkanie wkrótce. Żeby znów się przytulać, poczuć bliskość, która daje poczucie bezpieczeństwa… Czuję się kochana i chcę odwzajemnić tę miłość. Chcę brać, ale z pewnością jestem też gotowa dużo dać.

OSIEM

Kiedy jestem zakochana po prostu świat jest piękniejszy. Szare niebo staje się niebieskie. Wszystko jest fajne i miłe. Taki stan ducha pomaga spojrzeć przyjaźnie na innych ludzi. Myślę, że człowiek zakochany pewniej stąpa po ziemi. Czuje się dowartościowany i przede wszystkim potrzebny. A to wszystko dlatego, że wie, że ktoś tam jest, na kim może polegać, podzielić się łzami smutku czy radości. Czy można wyobrazić sobie coś wspanialszego???

DZIEWIĘĆ

Hej! Faceci, co się z wami dzieje. Nie wstyd wam, że przypominacie sobie o naszym istnieniu dopiero w Walentynki, Dzień Kobiet??…

Na litość boską, czy to tak ma wyglądać? To dopiero od święta wiemy, że nas kochacie? To nie jest OK.!!

Każdego dnia musicie okazywać Nam szacunek, miłość, bo my kobiety potrzebujemy Waszych silnych ramion, czułych słów, gestów, kwiatów, dobrego nastroju, potrzebujemy Was na co dzień, a nie od święta, czy to takie skomplikowane…, a może myślenie boli?

Więc Panowie zostawiam Was sam na sam z tymi myślami, a sama idę się zabawić z facetem od święta…

DZIESIĘĆ

Dla mnie miłość nie ma granic. Gdy kocham (a tak jest teraz), jestem w stanie dużo wybaczyć. W moim związku było dużo wzlotów, jeszcze więcej upadków, ale nadal jesteśmy razem, bo potrafimy i chcemy sobie wybaczać.

Miłość jest dla mnie bardzo podobna do przyjaźni. Choć tylko w miłości dochodzi do intymnego zbliżenia (tak przynajmniej powinno być). Ale w obu tych relacjach między dwiema osobami musi być bezgraniczne zaufanie, akceptacja, otwartość na poglądy drugiej osoby i przede wszystkim szacunek. Bez tego dla mnie nie może istnieć miłość.

Miłość nauczyła mnie pokory, szczerości, lojalności i to dzięki temu uczuciu wiem, co to znaczy martwić się o drugą osobę i chcieć dla niej wszystkiego, co najlepsze.

Niech MIŁOŚĆ będzie z Wami, Drodzy Czytelnicy. Mam nadzieję, że dobrze mnie zrozumieliście.

 

Naprawdę dobra nowina

Nie ma chyba weselszych spotkań niż świąteczne na oddziale zamkniętym w więzieniu dla kobiet w Areszcie na Grochowie. W małej świetlicy, na stojąco, blisko 30 osób składa życzenia, przytula się, śpiewa kolędy, smakuje potrawy, a przede wszystkim bardzo się cieszy. Jest energia, jest moc, jest dobra nowina. W tym roku Jan Bokszczanin, artysta muzyk, organista, przyszedł na spotkanie do więzienia z organami. Zaprosił go Darek Żukowski, nasz przyjaciel artysta – roślinnik. A w świetlicy, przypadkowo spotkaliśmy Sylwię, świetlicową, która ogarniała pomieszczenie po poprzednich zajęciach. I co się okazało? Że Sylwia potrafi grać na organach, bo skończyła szkołę muzyczną. Od razu powstał duet, który grał przez całe spotkanie nie tylko kolędy. Darek zaś uchylał drzwi i wypuszczał muzykę na korytarze. Artysta Andrzej Budek (Kotbury) obdarował Dziewczyny choinkami. Choinki z tektury, patent Budka, do samodzielnego złożenia, jak ulał do celi, w których świeżych drzewek być nie może. Dziewczyny będą je mogły pomalować, ozdobić, a potem przechować na płasko złożone do następnego roku. Fotografka Małgosia Brus i artysta Jacek Markiewicz przynieśli zdjęcia, które zrobili Dziewczynom podczas różnych imprez. A teraz obdarowali je odbitkami. Bliscy Dziewczyn dostarczyli nam poczęstunek. Był bigos, pierogi, sałatki, ciasta, kola i barszcz. Co prawda wszystko na zimno, ale naprawdę nikomu to nie przeszkadzało, było pyszne. Nasze Dziewczyny obdarowały nas pięknymi rękodziełami – kartkami z życzeniami i bombkami szydełkowymi. Dostaliśmy kwiaty i buziaki. Mieliśmy świąteczne obrusy, gałązki świerkowe, piękną złotą plastikową zastawę, a nawet świeczki. Wydawało się, że nie będzie końca rozmowom. Ale nie. Prawie pod koniec zaczęliśmy śpiewać kolędy bardzo głośno i bardzo wesoło. I pozowaliśmy do wspólnych zdjęć. A że świetlica naprawdę jest mała, trzeba było znaleźć jakieś dobre miejsce dla nas wszystkich. I to było śmieszne.

No a potem był obiad i musieliśmy się rozejść, każdy w swoją stronę, wrócić do rzeczywistości.

Ale moc pozostała z nami.

 Magda W.

Moja pierwsza Wigilia na Grochowie. Dziewczyny wszystkie były bardzo odświętne i przejęte. Nie wiem tylko, czy my nie byliśmy przejęci bardziej od nich. 🙂

Wspólne granie i kolędowanie, życzenia i uściski – dla mnie to było bardzo wzruszające i miłe. Szkoda, że nie spotkaliśmy się w pełnym komplecie i że to tak krótka trwało. 🙁

Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję, to było dla mnie niezwykłe wydarzenie.

PS. To mój pierwszy w życiu wpis na bloga.

 Magda W. W.

Spotkanie świąteczne z Dziewczynami z Grochowa przypomniało mi, że w świętach może być jednak coś magicznego. I to było bardzo wzruszające.

 Monika R.

Moje refleksje z tego pouczającego spotkania są takie, że mam szczęście, że nie jestem na miejscu Dziewczyn, że wyjdę i wrócę do swojego ułożonego świata. A one biedne zostaną tam i tylko od czasu do czasu ktoś przyjdzie i będzie przerywnikiem w ich smutnym życiu. Ta Wilejka i smutna, i wesoła była. Bardzo mocno zapadła mi w pamięć historia dziewczyny bez oka. Taka zła bajka. Albo opowieść dziewczyny, której zostały jeszcze 2 lata i cierpi na niesamowitą nudę. Były też matki, które nie chciały składać życzeń wigilijnych swoim dzieciom przez radio, bo mówiły, że przecież były złymi matkami.

 Agi S.

W czasie takich spotkań widać wyraźnie, że nasze skupienie na własnych codziennych problemach jest bezsensowne. Przeszkadza cieszyć się prostymi rzeczami. Wystarczy towarzystwo sympatycznych i ciepłych ludzi, żeby się naprawdę dobrze poczuć. Nawet nie przeszkadza, że barszcz w plastikowym kubku jest zimny.

 Małgosia B.

Wigilijne spotkanie z dziewczynami z zamka ma dla nas i dla nich niezwykłe znaczenie. Jest to okazja, żeby spędzić wspólnie święty czas na wzajemnych życzeniach i radośnie, i to dosłownie. Dzisiaj, czy to zasługa muzyki, czy dzięki wzajemnej atmosferze dawania sobie prezentów i przekazywania życzeń, stał się cud. Dziewczyny zgodnym chórem, w uniesieniu śpiewały kolędy, czuło się atmosferę prawdziwych Świąt. To była wyjątkowa wigilia, taka prawdziwa z opłatkiem i emanującą wzajemną radością.

 Justyna D. Sz.

To było fantastyczne spotkanie, pełne namacalnej radości. Muzyki, która otwierała ludzi na siebie jeszcze bardziej. Wymiany dobrej energii i wiary w przyszłość, potrzebnej Dziewczynom, które tam zostają i nam, ludziom, którzy mogą wrócić do swoich spraw na wolności. My przynieśliśmy im to, co umiemy robić, to, co mogliśmy kupić. One obdarowały nas prezentami zrobionymi w warunkach, w których nie ma niczego i wszystkiego brak. W takich prezentach jest zawarta ludzka miłość.

 Beata M. B.

Święta to magiczny czas dla wszystkich. Zazwyczaj wigilie spędzamy, w domu, w rodzinnym gronie. Wczoraj jednak byłam na spotkaniu wigilijnym w zupełnie niezwykłym miejscu. W pełnym składzie Fundacji wraz z  przyjaciółmi zawitałyśmy na grochowskim zamku. Panowała naprawdę rodzinna atmosfera. Były potrawy wigilijne, opłatek, życzenia, prezenty. Śpiewaliśmy kolędy przy akompaniamencie organów, na których na cztery ręce grała jedna z osadzonych i zaprzyjaźniony z nami artysta – organista. Miejsce wydawać by się mogło zupełnie nieciekawe, a jednak tym bardziej zmuszające do refleksji i głębokiego wzruszenia. Dziękuje za to spotkanie.

 Ela W.

To była Wigilia pełna muzyki, życzeń, przysmaków, prezentów i niespodzianek. Przygotowało ją wiele osób – Dziewczyny z grupy blogowej, ich rodziny, przyjaciele. Nie wszyscy mogli wziąć w niej udział – tych nieobecnych pozdrawiam bardzo gorąco.

 Darek Ż.

To była naprawdę Dobra Nowina! Dziękuję wszystkim!!!

Redakcja

Święta już tuż tuż

Powoli udziela się świąteczny klimat, czuć już magię w powietrzu, ludzie dookoła zaczynają mówić tylko o tym – o Świętach Bożego Narodzenia. Fajnie naprawdę, pomimo że jestem tutaj, to się cieszę, że święta już za pasem.

Uwielbiam dzielić się opłatkiem: ten trzask łamanego opłatka, spojrzenie prosto w oczy i wypowiedzenie najszczerszych życzeń z głębi serca – kocham to. W tym miejscu robię to na widzeniu z moimi bliskimi  , z Wujkiem i przyjacielem. Dzielę się też opłatkiem z ludźmi, którzy przychodzą do nas z Fundacji “Dom Kultury”.
Może to trochę za wcześnie, ale już teraz chciałabym życzyć wszystkim Czytaczom bloga wszystkiego co najlepsze. Spokojnych i radosnych Świat Bożego Narodzenia.
Aneta

Moje wakacje

Zważywszy na fakt, iż te wakacje miałam zaplanowane ze swoim przyjacielem, a niestety wylądowałam tutaj, w więzieniu, moje wyobrażenie o nich uległo w chwili obecnej radykalnej metamorfozie. Po czasie spędzonym w kilku metrach sześciennych z czterema współosadzonymi, a słońce, którego i tak jest niewiele w tym miesiącu, widzimy tylko na spacerniakach, najchętniej znalazłabym się na bezludnej wyspie. Chciałabym być tam sam na sam (bo samotna jestem i wśród ludzi) z egzotyczną naturą, której dotychczas nie było dane mi poznać i bezkresem wody, której przestrzeń ograniczałby jedynie horyzont.

Wbrew logice, bezludna wyspa jest dla mnie wyznacznikiem wolności – tej wewnętrznej, miejscem, gdzie mogłabym się oddać bez reszty sobie w malowaniu i pisaniu, co kocham robić, choć chyba tego nie potrafię…

– Stworzenie –

 Pewnego dnia o świcie

Pan Bóg ulepił mnie

i rzekł:

„Idź, mała, pisz wiersze,

bo cóż mogłabyś robić innego?

 Marita

Jako kobiecie brakuje mi…

1-DSC_0185-001

Jako kobiecie to w sumie mi niczego nie brakuje :), powiedziałabym nawet, że tu i ówdzie to mam nawet w nadmiarze :). Ale to też nie martwi, bo zapasy na ewentualność wojny mogą się przydać :).

Tak nie bardzo wiem, jak ten temat ugryźć, dlatego sobie żartuję. Może i powinnam na całkiem poważnie, ale nie wiem, czy dam radę.

Zaczęło się od tego, że dyskutowałyśmy po przeczytaniu wywiadu z Magdaleną Środą na temat feminizmu i na koniec wypłynęło takie oto zagadnienie, jak na starcie: czego brakuje mi jako kobiecie…

Udzielenie odpowiedzi na to pytanie musiałabym podzielić na dwa etapy: I – do momentu aresztowania i II – czas spędzony w więzieniu.

I. Prawdę mówiąc to niczego mi nie brakowało, bo robiłam, co chciałam i tak, jak chciałam, więc wtedy czułam się osobą spełnioną. Okazało się, że na chwilę zabrakło rozumu, rozsądku i czegoś jeszcze istotnego i trafiłam do więzienia. Ale choć to ważne braki, to teraz nie o nich.

Pracowałam, gdzie chciałam, a kiedy chciałam, to zmieniałam pracę na inną, uczyłam się też tego, czego chciałam.

W sumie to uważam, że istotne jest tylko to, aby robić wszystko zgodnie ze sobą.

Często ludzie dają się wepchnąć w jakieś ramy i tkwią w nich unieszczęśliwiają siebie i innych, a to bez sensu.

Ja na przykład nie nadaję się do tego, aby być matką czy żoną i dlatego nie jestem ani jedną, ani drugą.

Inna kobieta akurat w takich rolach czuje się spełniona i proszę bardzo, niech będzie gospodynią domową aż po grób. Nikt nikomu nie powinien narzucać, że taki a nie inny model życia jest dobry. Mnie drażni, kiedy słyszę, że ten czy inny (szczególnie, gdy to mężczyzna) twierdzi, iż jako kobieta powinna,:

1) rodzić dzieci

2) gotować

3) prać i sprzątać

4) być katoliczką (stosować zamiennie z 1)

5) „bzykać” się po bożemu i przy zgaszonym świetle…

Jeżeli ktoś tak chce bądź lubi, to niech sobie tak żyje i nic mi do tego. Chciałabym móc o sobie decydować od początku do końca, zgodnie z moimi przekonaniami i własnym, jak się to ogólnie nazywa, „sumieniem”.

Teraz z tą decyzyjnością jest trochę kulawo ;), choć w sumie na ile można, na tyle korzystam.

Żałuję, że nie mogę się kształcić – i tego tutaj brakuje mi jako kobiecie bardzo. Codziennej kąpieli też mi brakuje i możliwości posiadania perfum. Odosobnienia jeszcze bardziej niż perfum i możliwości gotowania tego, czego chcę, bo lubię szaleć w kuchni :).

Więzienie do tego jest, żeby odczuwać braki, ale jako kobiecie właśnie możliwości nauki i rozwoju pod tym kątem brak jest dla mnie dokuczliwy.

Małgosia

O synku

1-DSC_0178

Z pewnością wiele kobiet przebywających w ZK tęskni do kąpieli w wannie z dodatkiem zapachowego olejku. Brakuje im kosmetyków, których używały na wolności, perfum, solarium, fryzjera, kosmetyczki itp.

Mi brakuje macierzyństwa, zapachu mojego dziecka, jego uśmiechu, płaczu, fochów i grymasów. Jego słodkiego i uroczego dokazywania, widoku, kiedy się bawi i jest w swoim dziecinnym świecie. Wieczorów, kiedy mrużą mu się oczka do snu i poranków, kiedy je otwiera.

Każdego dnia będąc tutaj tracę bezpowrotnie te chwile, które są unikatem.

Każdego dnia żyję ze świadomością, że jestem, a jednak mnie nie ma. Każdego dnia moje serce rozrywa ból. Każda z tych bezpowrotnie straconych chwil sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Możecie mówić, że mam to na własne życzenie – OWSZEM. Możecie w myślach mieszać mnie z błotem – ale to, co napiszecie, jest dla mnie niczym w porównaniu z tym, jak trawi i spala mnie moje własne sumienie.

Synku, jesteś sensem mojego życia. Nigdy więcej Cię nie zostawię. Pierwszy i ostatni raz.

Kocham Cię – Mama.

Ilona

Rodzina – jaka według mnie powinna być…. WYMARZONA

Oczywiście, że mam wyobrażenie, jaka powinna być rodzina. Taką wymarzoną rodzinę też mam… i najlepsze w tym wszystkim jest dla mnie jest to że taka właśnie jest rodzina,w której miałam szczęście się urodzić i żyć. Już na ten temat kiedyś pisałam i nadal uważam, się za szczęściarę, że “trafili” mi się tacy dokładnie rodzice, tacy dokładnie dziadkowie, tacy dokładnie wujkowie oraz nie inne ciocie, kuzynki czy kuzyni.

Kiedyś podczas rozmowy z moją przyjaciółką, a gadam raczej szybko, zdarzył mi się lapsusik i zamiast powiedzieć “każdy człowiek ma wady i zalety”, padło zdanie “każdy człowiek ma zady i walety”. Moja rodzina – a dokładniej jej członkowie – mają swoje “zady i walety”, ale dla mnie jest to rodzina idealna i bez względu na wszystko nie chciałabym mieć innej.

Małgosia

Moja własna rodzina

Moja rodzina jeszcze pięć lat temu była dla mnie totalną abstrakcją. Dziś jednak jest rzeczywistością. Jest moja własna,jedyna, kochana. Jest Grzegorz i mój mały urwisek Szymonek. Nie wyobrażam sobie życia bez moich chłopców. Są jego sensem.

Chciałbym przede wszystkim, żeby moja rodzina kochała się miłością bezwarunkową, nie za coś, lecz pomimo wszystko. Chciałabym, żeby nie myślała cały czas, 24 h na dobę o hajsie na wydatki, żeby nasza trójka potrafiła rozmawiać o wszystkim, żeby nigdy w siebie nie wątpiła, żeby była bez fałszu, złośliwości, żeby zawsze szła w stronę dobrego bytu, żeby była lojalna, żeby nie krzywdziła ludzi, żeby pomagała tym, którzy tego potrzebują, żeby nie przechodziła obojętnie obok ludzkiej krzywdy, żeby szanowała siebie i innych.

Ilona