Zatrzymaj się… czasami odwróć…, spójrz na swoje życie z innej perspektywy…. i zacznij wyciągać wnioski!

Jedną z osób, która prowadzi z nami zajęcia eWKratke, jest Madzia, socjolog. Współpracuje na stałe z Fundacją „Dom Kultury”. Jest mediatorką, doradcą zawodowym. Lubi wyzwania i … kocha ludzi.

eWKratke: Co Cię tu sprowadza?

Madzia: Od półtora roku rewolucjonizuję swoje życie: nowe studia, nowe wyzwania, nowa współpraca i oto jestem!

eWKratke: A co Ci dają zajęcia z nami?

Madzia: Jak pracujesz przez 15 lat głównie koncentrując się na zarabianiu pieniędzy, to przestajesz mieć satysfakcję. Brak celu. Wypalasz się zawodowo. Chcesz nawiązać konkretne relacje i chcesz widzieć głębszy sens swojej pracy. A ja widzę w Was potencjał i teraz czuję, że to co robię ma większy sens. Następuje wzajemna wymiana pozytywnych energii.

eWKratke: Skąd Ci się biorą pomysły na coraz to nowe tematy zajęć?

Madzia: Życie! Obserwuję Was i siebie. Moje motto brzmi: tak długo szukam rozwiązań, aż je znajdę… Nie ma problemów są tylko kwestie do rozwiązania.

eWKratke: Jak wyobrażałaś sobie więzienie i ludzi w nim?

Madzia: Starałam sobie nic nie wyobrażać, ponieważ nie chciałam się uprzedzać. Pamiętam pierwszy raz u Was: budynek, druty kolczaste, kraty zrobiły na mnie wrażenie. Nawet dopadł mnie chwilowy stres. A tu wchodzę na zajęcia i widzę normalne, fajne laski, które chcą robić coś ciekawego.

eWKratke: Jakie są reakcje ludzi na Twoje wizyty u nas?

Madzia: Bardzo różne, od przerażenia po podziw. Stereotypy wśród ludzi są, były i będą. Ja zostałam wychowana w duchu otwartości. Jestem osobą ciekawą świata i ludzi. Dzięki temu ciągle poszerzam swoje horyzonty. Czerpię z innych i mogę tyle samo dawać.

eWKratke: Co byś chciała jeszcze z nami zrobić na zajęciach?

Madzia: Generalnie kwestie konfliktów, problemów i komunikacji. Chcę Was nauczyć, jak sobie radzić z problemami, jak komunikować swoje potrzeby i oczekiwania. Jak rozumieć siebie i innych. W skrócie, jak się skutecznie komunikować. Tylko to nie będzie gotowa recepta. Ja Wam po prostu pomogę – pokarzę narzędzia i sposoby a reszta zależy od Was.

eWKratke: Długo będziesz do nas przychodzić?

Madzia: Tak długo, jak będzie tutaj ktoś, kto będzie tego chciał.

Teraz ja Was chcę o coś zapytać: co Wam dają te zajęcia?

eWKratke:

Przekonanie, że nasze życie nie musi tak wyglądać. Że są ludzie, którzy bezinteresownie pomagają (Marlena).

Poczucie, że zawsze, gdy mam problem, mogę zadzwonić do Madzi, że ona mi pomoże, nie zbędzie mnie. (Dada)

Mam uśmiech na twarzy, gdy Madzię widzę… Ona umie się wdrążyć we mnie i tym samym wywiera na mnie i na moje przemyślenia duży wpływ. (Kajzerka)

Na pozytywnych ludzi z pasją przyjemnie się patrzy i ich się słucha. (U.A)

Zajęcia pomagają mi odkopać moje prawdziwe „ja”. Uświadamiają mi, gdzie mam szukać, aby rozwiązać problem, z którym się zmagam od lat. Nie dają gotowej odpowiedzi – zmuszają do myślenia i analizy i to jest super! (Marlena)

Lubię chodzić na te zajęcia bardzo. Choć często się wygłupiam, to zawsze biorę z nich dużo. To co wyniosłam analizuję i potem zastanawiam się nad pewnymi kwestiami. Bardzo je lubię i chcę, aby było ich więcej. Dziękuję Ci Madziu. (Magda)

Codzienność w więzieniu… Każdy, kto był, wie. Ale.. dwa razy w tygodniu widzę światełko w tunelu. Zajęcia, które pobudzają nasze mózgi do działania. Różnorodność tematów zaskakuje, ciekawi ludzie, z którymi mamy tutaj możliwość porozmawiać., wymienić się spostrzeżeniami, analizować wspólnie różne problemy. Czy to resocjalizacja? Nie wiem. Ale proszę o jeszcze ;).

(Bella)

Od ponad pół roku Madzia prowadzi zajęcia PROBLEM, KONFLIKT – KOMUNIKACJA

dla Osadzonych w Areszcie Warszawa – Grochów – podopiecznych Fundacji “Dom Kultury”,
z którą na stałe współpracuje. Warsztaty, które prowadzi dotyczą różnych sposobów i stylów komunikacji, rozwiązywania konfliktów oraz radzenia sobie z problemami.

Podczas zajęć – warsztatów prowadzi treningi, gry i rozmowy, których celem jest zaangażowanie uczestniczek do aktywnego analizowania swoich postaw, zachowań i działań. Madzia przestawiam metody, sposoby i narzędzia, dzięki którym można lepiej się komunikować, rozwiązywać konflikty i problemy.

Ojczyzna!

Urodziłam się na Syberii. Gdy miałam 2 lata, przeprowadziliśmy się na Ukrainę i nic z tego okresu nie pamiętam :(, ale mama opowiada o Syberii w samych superlatywach. Mówi, że tajga jest przepiękna, tak w zimie, jak i latem. Latem zabezpiecza ludzi w produkty żywnościowe, takie jak: orzechy, jagody, grzyby, dużo leczniczych ziół, na których ludzie z tamtych stron znają się do tej pory i umiejętnie wykorzystują je w leczeniu. Lato jest krótsze, ale ciepłe, piękne i intensywne. Zimy, pomimo dużych mrozów, do których ludzie też się przyzwyczaili i doskonale radzą sobie, są piękne i – choć może zabrzmi to paradoksalnie – nie są tak przenikliwie mroźne, jak w Polsce. Chodzi o to, że pomimo bardzo niskich temperatur, jest sucho i nie wieje. Mając odpowiednie ubranie (skóra, futra, swetry ręcznie robione na drutach z sierści owiec), odmrożenia nam nie grożą, nawet przy -40 stopniach :).

Tajga dostarcza opał w nieograniczonym zakresie, a także materiał budowlany na drewniane chaty z bali. Zimą w takiej chacie pachnie sosną i jest bardzo ciepło, a klimat – niezapomniany. No i oczywiście nie mogę nie wspomnieć o „ruskiej banie” :). I nie chodzi o to, że Ruscy są „na banie” :), ale też nie bez tego… Chodzi o tradycję z dziada pradziada, która polega na porządnym umyciu się w wysokiej temperaturze z parą i chłostą brzozową wiotką. Po tym wszystkim wybiera się na dwór i się skacze w zaspę albo do przerębla. Jak się podoba? Nie spieszcie się z odpowiedzią, to trzeba przeżyć… Zdrowie, relaks, dobra zabawa i niezapomniane przeżycie, polecam!

UA.

Moje miejsce na Ziemi!

 

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Kocham to miasto, na każdym kroku mnie zadziwia, choć 24 lata z nim żyję. Jest wypełnione po ostatnią ulicę historią, m.in. Pawiak, getto żydowskie, budowle, które przetrwały niejedno bombardowanie, Cytadela, nasz stadion narodowy, Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym się zakochałam i przy okazji zachęcam do odwiedzenia, bo warto, pięknie i nowocześnie przedstawia część historii. Uwielbiam intensywność życia w Warszawie, ludzi, bardzo bogatą rozrywkę, duże możliwości pracy i kształcenia się, parki. Jest tu po prostu inne życie. Nie widzę się mieszkającej na stałe gdzie indziej. Ale wypady rekreacyjno-wypoczynkowe były i będą mile widziane.

A wiecie, co mnie najbardziej boli? Że zabierają nam wspomnienia niszcząc i zmieniając m.in. Sezam na Śródmieściu, Uniwersam na Grochowie, teraz czepiają się Rotundy. Po co to wszystko?! A najgorsze dla mnie jest to, że Warszawa ma zostać metropolią.

Drodzy Czytelnicy, teraz mam do Was pytanie z zupełnie innego tematu. Dotyczy to „6” Weidera – czy ktoś wie, co dalej, jak zakończy się ten cykl 42-dniowy?

Pozdrawiam

Kajzerka

Miłość do ukochanego a miłość do córki

Była u nas Aneta, dziennikarka. Dała nam zadanie: przeprowadzić wywiad z koleżanką spod celi. Nigdy nie bawiłam się w dziennikarkę, ale i tak uważam, że nieźle nam to poszło. Magda, która zadawała mi pytania, zapytała mnie, czy kocham swojego chłopaka. Odpowiedziałam: „nie wiem, czy można nazwać to kochaniem, ale nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu go nie było”.

Hm… Mój luby przeczytał ten tekst i nie był zbytnio zadowolony. Uważam, że źle odebrał tę odpowiedź, tym bardziej, że ten temat przerabialiśmy wielokrotnie. Powiem tak: ciężko u mnie z okazywaniem uczuć. Wiem, że to nie jest dobre, ale cóż, życie.

Kochać to kocham całym sercem swoją córkę, bezgraniczną miłością do końca życia, nigdy się tego nie wyrzeknę. I tego jestem pewna. Z ukochanym możesz się rozstać, zranić go i vice versa. Po jakimś czasie ból mija i pozostają wspomnienia, te dobre lub te złe, zależy od sytuacji. Życie płynie, a ty na nowo możesz się zakochać.

Z potomstwem tak już nie jest. Dla swojej córki jestem w stanie zrobić wszystko. Nigdy bym nie dopuściła, aby na przykład wyjechała zagranicę bez słowa, bo się pokłóciłyśmy. Walczyłabym o każdą chwilę, aby była szczęśliwa. Było tak, że codziennie mojej córce mówiłam, że ją kocham, że jest moją perełką i wszystkim, co mam, najwspanialszym darem od Boga. Uważam, że słowa „kocham cię” nie powinno się wypowiadać na prawo i lewo, bo można też nim zranić, jeśli to nie jest szczere wyznanie. Spieszymy się często lub chcemy, aby komuś było miło, nie patrząc na konsekwencje.

Mojej Perełki przy mnie nie ma i nie będzie aż do 18. roku życia i nie mogę powiedzieć, że ja cierpię. Byłabym w tym momencie egoistką. Bo co ma powiedzieć Perełka, kiedy od tylu lat nie doznaje tego uczucia? Musi być jej z tym źle – tak mówi moje serce. Kiedy mnie kłuje, to wiem, że to nie mój ból, tylko jej daje mi o sobie znać.

Mój luby nie powinien się więc obrażać, dlaczego mam mu mówić „kocham cię” ot tak, bo chce to usłyszeć? Jeżeli wypowiem te słowa, chcę, aby były szczerze wypowiedziane. Doceniam wszystko, co dla mnie robi, jest dla mnie ważną osobą w moim życiu, chcę z nim być i wiem o tym doskonale. Ale na pierwszym miejscu jest Natala i tego nic i nikt nie zmieni.

Miałam pewne zdarzenie, które umocniło mnie w tym, że potrafię szczerze kochać, choć nigdy miłości ani czułości nie zaznałam. Nie mam rodziny, pochodzę z domu dziecka, wszystkiego, co wiem i umiem, nauczyłam się sama.

Zawsze rano z Nati miałyśmy swoje 5 minut, przychodziła do mnie na kanapę na przytulanki, lubiła mi się kłaść na klatce piersiowej, a ja ją bujałam. Leżąc tak powiedziałam w myślach: „Boże, Nati, dziecko, jak ja Cię kocham”. A ona się podniosła, objęła moją buzię i z takimi wielkimi oczami, jakby to słyszała, wydukała (bo z mową u niej wiecie jak, po swojemu): „JA KONIAM MIKĘ!”. To „JA” wręcz wykrzyczała i buźka zaczęła jej się cieszyć. Wiem, że każda mama interpretuje to na swój sposób, wygodny dla siebie. Ktoś jeszcze powie, że to przypadek, ale ja wiem swoje. Człowiek uczy się na błędach, ale miłości kochania, podobnie jak poznawania drugiej połowy, całe życie uczysz się od tej drugiej osoby.

Mam nadzieję, że mój wybranek znajdzie odpowiedź na niejasności, które zaprzątnęły jego główkę i zrozumie, o co mi chodziło. Dobre jest to, że potrafimy rozmawiać na każdy temat.

Pozdrawiam Czytelników, nadchodzi wiosna, więc cieszmy się z ciepłego słoneczka 🙂

Dada

Wspólne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych

Zbliżają się Święta Wielkanocne, więc życzymy Wam zdrowych pogodnych Świąt, pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół. Po prostu wesołego Alleluja.

Korzystając z okazji życzymy Wam tyle szczęścia w życiu, ile tylko będziecie potrafili udźwignąć. Aby zawsze świeciło dla Was słońce i żeby wszystkie wybory były trafne. Abyście nigdy się nie załamywali i potrafili z każdej sytuacji wyjść obronną ręką. By znalazła Was prawdziwa miłość, a także żebyście Wy znaleźli wspaniałych przyjaciół, takich „na dobre i na złe”.

Wielkanoc to również pomyślny okres na przemyślenia. Pamiętajcie, że działając pod wpływem chwilowych emocji, podejmujemy nieraz niezbyt mądre decyzje, których nawet nie przemyśleliśmy, a które mogą tragicznie zmienić nasze życie… Kiedy po jakimś czasie odkrywamy wartość tego, cośmy potracili, jest już za późno. W ten sposób nie da się odzyskać utraconego dobra. Dlatego żyjcie tak, aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniajcie każdą chwilę tak, aby potem wspominać ją z radością. Czerpcie energię ze słońca, z kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukajcie w sobie siły, entuzjazmu i namiętności. Żyjcie najpiękniej, jak umiecie, tak po swojemu i hm… spełniajcie się.

Życzymy Wam, aby omijały Was życiowe burze i zawirowania, a lgnęły przyjemności.

A także życzymy: spokoju, smacznego jajka, słodkiego baranka. No i oczywiście nie obyłoby się bez mokrego dyngusa :).

Pozdrawiamy

Kajzerka, Miśka i Dada

Wiosna. Od razu uśmiech pojawia się na mojej buźce. Nawet w takim miejscu jak to.


Jest to pora roku, dzięki której razem z naturą budzę się do życia. Uwielbiam moment, kiedy zaczyna wszystko kwitnąć, a w szczególności wiśnie i jabłonie. Ten moment rozkwitu wszystkich drzew, krzewów i kwiatów wynagradza mi początek wiosny, którego nie lubię. Początek wiosny zawsze objawia się topnieniem śniegu, co powoduje pluchę, której naprawdę nie lubię. Na szczęście nie trwa to zbyt długo, bo z powodu ocieplenia klimatu pora roku określana wiosną bardzo szybko przeradza się w lato.

Wiosno, bardzo się cieszę, że nadeszłaś. To mój ulubiony okres w roku. Dzięki Tobie czuję się chwilę młodsza, a to uczucie bezcenne. Wszystko jest wtedy takie młodziutkie i pierwsze. Tylko na wiosnę drzewa stają się zielone w taki wyjątkowy sposób. Wszystko się cieszy i zaczyna oddychać: zwierzęta, rośliny i my, ludzie, również. Nawet woda w rzekach i jeziorach ma wiosenny kolor. A może zaczyna szybciej płynąć? 🙂 Możliwe, bo moja krew w żyłach na pewno szybciej płynie, gdy nadchodzi wiosna.

Wiosna, wiosna, ach, to Ty 🙂 – obłędna ilość zapachów, feeria barw, wszystko budzi się do życia. Wiosna kojarzy mi się z nowościami i dobrymi zmianami w życiu.

Wiosna – to czas, kiedy wszystko budzi się z zimowego snu, powraca dobra aura do życia, jak i wszystko wokół robi się żywsze, bardziej kolorowe, powracają dłuższe i cieplejsze dni.

Wiosna – szczególny czas dla mojego noska: zapach palonych traw, wszystko budzi się do życia. Lubię przebywać na wsi w takim okresie, tam widać gołym okiem, jak rośnie trawa, szum drzew w lesie pobudza zmysły, ptaki radośnie baraszkują w powietrzu, i śpiewają na pewno, jak radosny nadchodzi czas. Hm.. Gdyby umiały mówić, pewnie by radziły, by nie siedzieć bezczynnie w domu.

Jeśli nie mam na zewnątrz żadnych zajęć, idę w lasy na chociażby półgodzinny spacer, aby nacieszyć się tym, czym obdarowała nas natura. Między krzewami jagodowymi pracowite mrówki wydeptały swój szlak, idą dzielnie jedna za drugą, niczym w wojsku żołnierze, niosąc patyczki do swego gniazda. Podnoszę głowę, a tam het, gdzieś wysoko, jakiś niesforny ptaszek buduje gniazdo. Nie wiem jaki, za daleko jest, ale uwija się jak ja w kuchni, kiedy muszę mieć obiad na czas. Domyślam się, że niebawem rodzinka się powiększy i przybędzie o trzy ptaszyny, będzie więc miał pełne piórka roboty, aby je wykarmić.

Fajny okres to kwiecień i maj, nie warto siedzieć wtedy w domu, więc korzystajcie z okazji.

Pozdrawiamy Was,

Magda, Ruda, Bella, Mycha, Dada.

Historia krótka i bardzo zwięzła

 

Nazywam się Agnieszka. Były mąż mówił do mnie „Niunia”, bo uważał, że „Misio” lub „Kochanie” to takie pospolite.

Dziś, 4 marca, są 15-te urodziny mojej córki. Mnie tam nie ma, jestem tu, na „odpoczynku”, którego trzeba przestrzegać według regulaminu. Boże, zostało jeszcze 20 miesięcy, ale dla mnie to jakaś wieczność. W lutym ominęły mnie też urodziny Piotrusia. Mój chłopiec dorasta, skończył 5 lat.

Moja historia jest tradycyjna, zrobiłam błąd, odwiesili wyrok, przywieźli do ZK. Ciągle dręczą mnie pytania – dlaczego mnie, przecież starałam się, a mimo to odwiesili mi wyrok.

***

Dziś poniedziałek 6 marca. Kończę 41 lat. Nawet się do tego nie przyznaję. Po co? Od kilku lat nie otrzymałam życzeń. Z rodzicami i siostrą nie utrzymuję kontaktu. Z domu rodzinnego pamiętam tylko alkohol. Ojciec wiecznie wyjeżdżał, matka pracowała w Warszawie. Od kiedy zaczęła pracować w JW (jednostce wojskowej), ważniejsza była wódka. Wychodziła do pracy w poniedziałek, a wracała około środy. Byłyśmy same z siostrą. Skończyłam 18 lat i poznałam chłopaka, miał na imię Stasiek. Po trzech miesiącach wpadłam, okazało się, że będę miała dziecko. Ja sama, która potrzebuje wsparcia i pomocy. No ale cóż, będzie dziecko, więc powinniśmy wziąć ślub.

Urodził się Patryk, mój pierworodny. Życie zaczęło się toczyć. Praca, dom, syn i mąż. Wszystko się kręciło wokół nich. Nie zauważyłam, w którym momencie Stasiek zaczął coraz więcej piwkować. Mieszkaliśmy wtedy u moich rodziców, bo u jego był tylko jeden pokój z kuchnią. Po 7 latach na świat przyszła moja gwiazdeczka Paulina. W 2006 roku otrzymaliśmy nasze upragnione cztery kąty. Dzieci miały nareszcie swoje pokoje. My zajęliśmy największy. Znowu życie toczyło się swoim torem. Marzyłam o remoncie, bo wiadomo, jakie mieszkania dostaje się z urzędu miasta. Wzięłam kredyt. I to był mój gwóźdź do trumny.

Po kilku miesiącach nie miałam na raty.

Stasiek, mimo że pracował, myślał tylko o swoich potrzebach. Uważał, że skoro on nie miał, to ja i dzieci też damy sobie radę bez wielu rzeczy.

Pewnego dnia w lutym po prostu mnie zabrali. Na „Kamczatce” byłam 3,5 miesiąca. Poszłam na ugodę, że to spłacę, ale to było głupie myślenie. Stasiek uważał, że jestem nieodpowiedzialna, że jak byłam w areszcie, to jestem matką, która daje zły przykład. Złożył pozew o rozwód. Dzieciom powiedział, że to dla zabezpieczenia, aby w przyszłości one nie musiały spłacać, i wszystko zostaje tak jak do tej pory. Ale nic już nie było takie samo, nawet ja. Na pożegnanie okazało się, że jestem w ciąży. Urodził się mój syn, najukochańszy.

A teraz znowu jestem tu. Stasiek zajął się dziećmi, przyjeżdża. Chyba źle go oceniłam. Dałabym sobie rękę odciąć, bo palca już nie mam, że nie podoła. Nigdy oprócz jajecznicy i kawy nie dotykał się kuchni. Uważał, że na gotowanie nie ma uprawnień. Historia krótka i bardzo zwięzła. Zabrakłoby mi zeszytu, aby opowiadać. Lepiej po kawałku, jak odrywanie papieru toaletowego – listek po listku.

Agnieszka

Wywiad z Tolą

Więzienie, cela pięcioosobowa. Zamknięta 23 godziny na dobę. Co można robić i myśleć w takim miejscu, o którym większość społeczeństwa sądzi, że siedzą w nim sami zwyrodnialcy. Ja wiem, że tak nie jest, ale chcę też innym pokazać, że mamy uczucia i marzenia. Postanowiłam zrobić wywiad z moją koleżanką z celi Tolą (Dadą).

Siedzi przede mną dziewczyna z burzą loków, niewysoka. Ma bardzo ładną buzię, choć często smutną, a może raczej zamyśloną. Za trzy miesiące idzie do domu i to chyba najgorszy czas w odsiadce: z jednej strony się cieszysz, że to jeszcze tylko parę dni, ale jednak zaczynają się problemy z rozmyślaniem nad tym, co dalej.

Magda: Ile masz lat?

Dada: 32.

Jaki jesteś znak zodiaku?

Rak.

Czy masz jakieś znaki szczególne? Ja wiem, że masz, bo widzę, ale powiedz Czytelnikom.

Moje ciało to jeden wielki znak szczególny (śmiech).

A tak poważnie?

Mam pocięte całe ręce i kilka buraków na ciele, czyli tatuaży, które nie wiadomo co oznaczają. To błędy młodości.

Czego bardziej żałujesz: tatuaży czy pociętych rąk?

Pociętych rąk, bo z tatuażami mogę jeszcze coś zrobić, a z pociętymi rękami nie bardzo.

Dlaczego tak oszpeciłaś swoje ciało?

Ponieważ nie potrafię poradzić sobie w inny sposób z emocjami.

A próbowałaś?

Tak, chodziłam do psychologów. Ale niestety nie pomogło.

Pamiętasz, kiedy pierwszy raz się pocięłaś? Żałujesz tego?

Miałam 11 lat, byłam w domu dziecka, miałam wtedy bardzo stresową sytuację, w której byłam bezsilna i nawet nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy. Żałuję tego bardzo, ale nie wiem, czy jeszcze kiedyś tego znowu nie zrobię. Mam bardzo utrudnione życie przez te ręce, chociażby przy znalezieniu pracy. Muszę zawsze chodzić w długim rękawie, w lato jest to strasznie uciążliwe.

Niestety nasz wywiad zostaje przerwany, musimy wyjść, bo będzie robione przeszukanie celi. Siedząc w pomieszczeniu, gdzie czekamy na zakończenie przeszukania, myślę cały czas, jakie mam zadać Toli pytania, układam je sobie w głowie. Po 40 minutach wracamy i zaczynamy dalszą część wywiadu.

Od kiedy teraz przebywasz w zakładzie karnym?

Od maja 2015 roku.

Który to Twój pobyt w więzieniu?

Piąty. Myślę, że już ostatni.

Za co przeważnie trafiałaś do więzienia?

Za przestępstwa przeciwko mieniu.

Czego bardziej żałujesz: przestępstw popełnianych czy czasu straconego w więzieniu?

Bardziej przestępstw.

Na pewno? Wiesz, sami swoi, powiedz prawdę (śmiech).

Tak. Ponieważ w czasie odbywania kary poznałam tutaj bardzo dużo wartościowych ludzi, których nigdy bym nie spotkała na wolności.

Masz chłopaka? (Dada śmieje się, gdy zadaję jej to pytanie).

Mam. Bogu dziękuję za niego.

Czeka na Ciebie?

Jako jedyny.

Czyli nie masz nikogo poza nim?

Nie mam, choć chciałabym.

Kochasz go?

Nie wiem, czy to można nazwać miłością… (cisza) Ale uwielbiam być blisko niego. Nie wyobrażam sobie tego, jak by go nie było.

Dobry jest dla Ciebie?

Nie mogę powiedzieć, że nie, bo Ty się na mnie obrazisz, zawsze go bronisz (śmiech). Jest wyjątkowy!

O czym marzysz? Bez zbereźnych rzeczy (śmiech)!

Dlaczego tak mówisz?! Co ludzie o mnie pomyślą (śmiech). Masz prawo, w sumie w tej chwili jesteś dziennikarką (śmiech). Tak, mam marzenie mieć własny dom, którego nigdy nie miałam.

Jaki on miałby być?

Nieważne jaki, ważne, żeby był tylko mój!

Ale jak sobie wyobrażasz taki swój wymarzony?

Patrz, jak drążysz. No poczekaj, aż ci odpowiem! (śmiech).

Czekam, mam czas, jeszcze parę lat tu spędzę, w przeciwieństwie do Ciebie (śmiech).

Tłumaczę Ci, że nawet gdybym dostała 17 metrów, to już jest dla mnie spełnienie marzeń.

Ale co pijesz do moich 17 metrów (śmiech)?

W życiu bym się nie odważyła, ksywa Twoja, Korba, mówi sama za siebie (śmiech).

Za trzy miesiące idziesz do domu. Co dalej?

Hm… Powiem tak: mam duży bałagan w głowie. Z jednej strony się cieszę, z drugiej – obawiam, że to, co sobie zaplanowałam, kolejny raz się nie powiedzie.

Masz jakieś konkretne plany?

Tak, idę na wieś zbierać jabłka… Nie pisz tego (śmiech)!

Dlaczego? Wstydzisz się?

Nie, tylko chciałabym gdzie indziej pracować. Nie jest to moja wymarzona praca.

Ale chyba dobrze, że w ogóle jest praca po wyjściu z więzienia. Nie wszyscy mają pracę po wyjściu.

Uważam, że to ich wybór, jak się chce, to się zawsze znajdzie pracę. Skończyłam tylko pięć klas, a wszędzie sobie poradzę.

Znaczy w pracy?

No tak.

A gdzie pracowałaś?

Jako sprzątaczka, w barze, nie omieszkam powiedzieć, że byłam też świniarką.

Poważnie?

Tak, a co, wstyd to? Praca jak każda inna, tylko trochę śmierdząca. Ale pomyśl, jak potem jesz i wiesz, co jesz (śmiech).

Lubiłaś te swoje świnki?

Jak były małe – owszem, takie różowe, milusie.

Nie miałaś wyrzutów, jak je później jadłaś?

Nie, dlaczego? Jestem typową wieśniarą z krwi i kości, czego nie da się ukryć (śmiech). Od małego byłam uczona, że świnka to szynka (śmiech).

No tak, zapomniałam się Ciebie na początku zapytać, skąd jesteś. Bo, wiesz, siedzimy w Warszawie i zazwyczaj siedzą tu same warszawianki i Ciebie też potraktowałam jak rodowitą warszawiankę, a Ty przecież jesteś z Łowicza, tak?

Dobrze, że o tym wspomniałaś, bo dziwnie się tu czułam, na każdej celi prawie sama Warszawa. Gdy pytałam dziewczyn, czy wiedzą, gdzie jest Łowicz, to znały go tylko z sosów Łowicz i tego, że jest tam męski kryminał. Wyobrażasz to sobie! A przecież Łowicz słynie z pięknych kościołów oraz strojów łowickich, tak zwanych pasiaków.

Kochasz to swoje miasto, co? Mogłabyś o nim długo opowiadać?

Niekoniecznie. Od kilku lat mieszkam w stolicy, a o Łowiczu wiem, ponieważ się tam urodziłam i chciałam wiedzieć, skąd pochodzę.

Czego nauczyło Cię więzienie?

Na pewno spokorniałam i nauczyłam się, że trzeba doceniać każdą chwilę spędzoną na wolności.

Tylko tego?

Chyba tak, więcej nie mogę Ci powiedzieć.

Mi możesz powiedzieć, przecież znamy się od kilku lat. Myślałam, że wszystko sobie mówimy (śmiech).

Może kiedyś Ci powiem. Teraz obawiam się, że może włączyć Ci się macierzyństwo, przecież już raz mówiłaś, że zadzwonisz do mojego chłopaka (śmiech).

Ale to tylko w trosce o Twoje dobro, bo miałaś bardzo głupi pomysł. Już wiem, czego nauczyło Cię więzienie (śmiech). To tak na koniec powiedz mi, skąd jest ta Twoja ksywka “Tola”?

Przecież wiesz, po co głupio pytasz?

Ja wiem, ale inni nie wiedzą. Dawaj, szybko mów, bo noc nas z tym wywiadem zastała, światło zgasili i już prawie nic nie widzę…

Nie wiem. Na pewno dała mi ją koleżanka nasza wspólna, znaczy się Twoja przyjaciółka, ale jaka to była sytuacja, to dokładnie nie pamiętam. Chyba z filmu “Pierwsza miłość”.

Mi to się Tola kojarzy z koleżanką Bolka i Lolka, bo Ty w sumie to taka Tola jesteś, milusia, mięciusia, bardzo dobry człowiek z Ciebie.

Magda

 

Rzeczy codzienne

DYWAN

Kojarzy mi się z domem rodzinnym, w którym zarówno babcia jak i mama wielce upodobały sobie ten przedmiot jako główną dekorację mieszkania podkreślającą jego styl. Dywan zachwyca mnie różnorodnością wzoru oraz tym, jak może delikatnie łaskotać obolałe stopy po ciężkim dniu. Jest dla mnie łącznikiem między ziemią (podłogą) a niebem.

Marita

SZMINKA

Ten przedmiot jest dla mnie bardzo ważny i przyjemny, kojarzy mi się ze sklepem, domem i seksem.

Wiola

SZMINKA

NIE CIERPIĘ! Szczególnie na ustach kobiet, które pędzą się ze mną witać i przy nadmiarze prawie się przyklejają jak na super glue – obrzydlistwo.

Małgosia

KSIĄŻKA

Moja druga skóra.

Małgosia

KSIĄŻKA

Książka to dla mnie wirtualna rzeczywistość. Równoległy świat.

Monika

KSIĄŻKA

Uspakaja mnie, dostarcza wiedzy, jest przyjacielem.

Shakira

ŚRUBOKRĘT

To przedmiot codziennego mojego użytku. Dla mnie jest niezbędnikiem – jak szminka w kobiecej torebce. Ze względu na charakter mojego zawodu używam do kilkanaście razy w ciągu dnia. Moja emocja dotycząca śrubokręta to adrenalina, poczucie władzy i mocy z kosmosu. Kojarzy mi się z magią.

Poli

ROWER

Kojarzy mi się z dzieciństwem i wspólnymi wyjazdami ze Ś.P narzeczonym.

Shakira

Sposoby na okiełznanie negatywnych emocji

Są chwile, że szlag mnie trafia. Często jest tak, że odpala mnie błahostka, która w życiu na wolności nigdy nie zakłóciłaby mojego spokoju. Albo bywają dni, kiedy wstaję lewą nogą i tu się zaczynają schody. Życie z czterema lokatorkami na małej powierzchni bywa naprawdę trudne i wymaga całkowitej pracy nad głową. By nie udzieliła się nerwowość lub nie „napaść” kogoś słownie, potrzeba bardzo dużo pracy nad sobą. Zagłębienia się w siebie. Szczerze mówiąc pracuję nad tym już drugi rok i są owoce tego. Jakie? Bardziej poznałam się od wewnątrz. Na wolności nie miałam czasu, by się nad tym zastanowić. Doszłam do tego, że im szybciej zajmę się czymś przyjemnym: pisaniem, czytaniem, a najlepiej słuchaniem muzyki, gniew robi się mniejszy.

A Wy, Drodzy Blogerzy, jakie macie sposoby na gniew, smutek, zazdrość, irytację?

Pozdrawiam, Kajzerka