Najdziwniejsza osoba, którą spotkałam w więzieniu, część II

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

 

Najdziwniejsza osoba, jaką spotkałam w więzieniu, jest zabawna i wszystko robi na opak. Jeśli się ją o coś prosi, nie da, nie pomoże. Jeżeli słowem się nie odezwie człowiek, to zrobi wszystko, aby tylko uwagę na siebie zwrócić. Jest zabawna, gdyż swoją bezczelność obraca w żart i nie można się na nią gniewać. Potrafi zawsze rozbawić, ale bywa też milcząca jak trup.

Opiszę pewną sytuację: szuka czegoś, a okazuje się, że ma to tuż przed nosem, a gdy już ma z tego skorzystać, to okazuje się, że to nie jej. Zawsze ma poczucie humoru. W zasadzie mało to ciekawe, ale… czy też dziwne?

Evenement 82

Wielu dziwolągów spotkałam w tym miejscu, ale po raz pierwszy w życiu spotkałam osobę, która myje się na sucho. A dokładniej wygląda to tak: w pierwszej kolejności moczy delikatnie włosy wodą niewielkiej ilości, następnie zawija je w ręcznik i przechodzi do tak zwanego następnego etapu – miski z wodą bez mydła w użyciu, czy też innych środków służących do mycia się. Bierze jeszcze jeden ręcznik, zamyka się w kąciku celowym, wykonuje higienę osobistą w całkowitej ciszy. Po półgodzinnym mniej więcej myciu wychodzi z tym samym ręcznikiem na głowie, podczas gdy drugi jest zupełnie suchy. Czystą wodę z miski  wylewa do zlewu na celi, zamiast wylać ją do miski klozetowej. Ale to jeszcze nie koniec zachowania tej osoby niezmieniającej nawet bielizny: nakłada warstwy balsamu samoopalającego. Dobre co ?

Barbarka

Bardzo dziwny i śmieszny przypadek, jaki spotkałam w tym miejscu, to dziewczyna, Romka, która nigdy nie pracowała na wolności, a w więzieniu pragnęła zrobić karierę i podjąć pracę. Nasz żart, że można tu wyprowadzać za pieniądze psy na spacery, potraktowała poważnie. Kiedy okazało się, że to niemożliwe, zrobiła ogromną awanturę wychowawcy i dyrektorowi zarzucając dyskryminację, rasizm i brak kompetencji… Używała przy tym wszelakich bardzo barwnych przekleństw. Nie mogąc się pogodzić z utraconą szansą na uzyskanie pracy, która oczywiście nie istniała w ofercie więziennej, przez cały tydzień wyklinała służbę więzienną i prezydenta.

Daria

EWENEMENTY W ZK

Antagonizmy między….. ID i Ego, Ego i Superego są tu zbędne… W ZK  jest istny festiwal dziwnych i wręcz nierealnych, jeżeli się ich nie spotka, osobowości. Plejada gwiazd, tylko czerwonego dywanu brak ;). Oto dwa przykłady z TOP TOPU:

Hogata – przekonywała wszystkich, że „ syndzia powiedział, że ona wyjść musi, bo dosyć ma pobytu w tym więzieniu”, poza tym była zrozpaczona bo „nie ma dziur w płucach„ … i te re re.

Poetka – rozumiem stawianie sobie celów, dążenie do doskonałości, pasje, ale nie łammy zasad logiki i nie nazywajmy urywków tendencyjnych tekstów z „disco z pola” przeplecionych prostackim rymem POEZJĄ. A jak ją zapytałam, na kim wzorowała zamiłowanie do poezji, odpowiedziała „Kochanowski” – A co z nim ?! Ona – „Podoba mi się”. Ale co, to już nie wie….

Oczywiście oprócz tych osób jest jeszcze szereg innych, uczulonych na mydło, małpujących, bujających w obłokach, skrzywdzonych przez życie i Temidę… . Same Dziewice Orleańskie. Depresji i chorób wszelakich i ich nowych odmian nie zliczę. Cóż…. leci kabarecik

Ela

 

 

Najdziwniejsza osoba, którą spotkałam w więzieniu, część I

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

Warsztaty blogowe Leszka Wejcmana (Lekcjepisania.pl) zaowocowały kilkoma fajnymi postami, przedstawiającymi interesujące obserwacje. Tę galerię ciekawych postaci podzielimy na dwie części. Dzisiaj część pierwsza, a już za tydzień druga.

Wiele osób bardzo dziwnych spotkałam w tym więzieniu. Jest to dość specyficzne miejsce i trafiają tu różne postaci, jedne bardziej wyraziste, które mimowolnie zapadają w pamięć, inne mniej.

Jedną z dziwniejszych osób, która na dobre zapadła mi w pamięć, jest moja dobra koleżanka, obecnie przebywająca już na wolności. Karę wraz ze mną odbywała w Grudziądzu w 2013 roku. Na swój sposób była jedyna w swoim rodzaju. Moją uwagę przykuły jej natręctwa, borykała się z pewnego rodzaju uzależnieniem, ale nie takim powszechnym, z jakim spotykamy się w tym specyficznym miejscu którym jest zakład karny.

Kasię prześladowała nerwica natręctw w postaci prania wszystkiego, co wpadło jej w dłonie. Były to przeróżne rzeczy, od bielizny po stare szmaty do podłogi. Ktoś może pomyśleć, że tak na prawdę to nic wielkiego, przecież to normalne, że dba się o czystość i higienę, jednak ja uważam to za anormalną rzecz ze względu na to, że Kasia prała rzeczy, które chwilę wcześniej  zdążyła wyprać i powiesić do wyschnięcia. Bardzo było mi jej szkoda, bo tak naprawdę przeżywała męki, kostki u dłoni miała całe pościerane, a z naskórka sączyła się krew. Było mi bardzo ciężko patrzeć na krzywdę,  jaką Kasia wyrządza samej sobie. Tym bardziej było mi ciężko, iż bardzo zżyłyśmy się i każdego dnia próbowałam sugerować jej, by troszkę przystopowała i ograniczyła swój „nałóg”. Jednak nie potrafiłam dotrzeć do jej schorowanej głowy. Kasia męczyła się, każdej nocy płakała po cichu. Byłam w jej sprawie u pani psycholog, miałam nadzieje, że gdy specjalista zajmie się problemem Kasi, to rezultat będzie błyskawiczny. Myliłam się. Kasia nie potrafiła się otworzyć przed psychologiem. Wyczuwałam też delikatną pretensje jej w moim kierunku, ale nie chciałam drążyć tego tematu więcej, bo widziałam, jaki ból sprawia jej rozdrapywanie tego wszystkiego.

Mam do siebie wielki żal, że nie potrafiłam dotrzeć  do Kaśki i jej pomóc. Wiem, że ona tego nie oczekiwała ode mnie. Mimo wszystko, żal mam do siebie duży.

Anna  Gwiazdka

Najdziwniejszą osobą była Anetka, która przyjechała z innej jednostki – jedynie przenocować. Miała jechać dalej, bo była zakwalifikowana do terapii na tak zwaną „eskę”, ale my wtedy tego nie wiedziałyśmy. Anetka miała około 30 lat, ubrana była na sportowo, ale najdziwniejsze było to, że nie rozstawała się z białą skórzaną torebką, którą trzymała pod pachą. Ścieliła łóżko – torebka pod pachą, ręce w zlewie – torebka pod pachą, myk do łazienki – z torebką. Na początku Anetka mało mówiła, ale za to bardzo przykuwała naszą uwagę właśnie tą torebką. Koleżanka z celi zapytała w końcu: o co chodzi? Anetka w odpowiedzi bardzo na nas naskoczyła, żebyśmy się zaczęły interesować własnymi sprawami. Odpuściłyśmy rozmowę, bo wyczułyśmy, że coś jest z nią nie tak. Ale najlepsze było dopiero przed nami. Anetka odebrała  kolację, wyciągnęła rączkę po leki  do oddziałowej, a tu leków nie było. Zaczął się krzyk, walenie w drzwi, że nie będzie tu siedziała i cały czas naciskała włącznik światła do kącika sanitarnego – bo myślała, że to domofon. W końcu przyszedł dowódca i zdecydowanym głosem kazał jej się położyć spać i dać spokój. Anetka coś tam jeszcze do niego pyskowała (stojąc cały czas z torebką pod pachą), aż w końcu dowódca rzekł  „kładź się na koję, bo Ci dojdzie wyrok za zagłuszanie ciszy nocnej”. Ja się zdziwiłam – bo do ciszy nocnej jeszcze daleko, ale bardziej mnie zdziwił fakt, że to na Anetkę podziałało. Walnęła się na łóżko i nie odezwała się już do rana. Przed apelem dostała prowiant i pojechała się leczyć w Polskę… z torebką na ramieniu. Chcę nadmienić, że Anetka wjechała do celi po obiedzie, a dowódca uciszył ją przy apelu wieczornym.

Pełnoletnia

Tak dużo dziwnych osób i różnorodnych dziwolągów w tym miejscu się spotyka, że sama nie wiem, kto mógłby Was zaciekawić. Ale, ale.., taka jedna co mi w pamięć zapała najbardziej to… nazwijmy ją Balbinka. A dlaczego ją pamiętam najbardziej? Przezwisko adekwatne do wyglądu, dodajmy oczy nieskalane myśleniem i wypisz, wymaluj Balbina.

  Gramy z w/w koleżanką w warcaby- przegrała, to się uprzejmie pytam:

 – Rewanżyk ?

 I tu pada odpowiedź:

  – Ok….., a jak w to się gra?!!!

Albo przykład drugi. W naszym więziennym radiowęźle leciał Niemen „Sen o Warszawie”, a ona pędzi z kolejki (mało nóg nie pogubi)

Woła:

-Cicho, cicho HIMEN !!!

Sami widzicie, że życie tutaj różami usłane nie jest.

Bella

Tomek Komenda – wygrany czy przegrany?

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

Tomek Komenda – wygrany czy przegrany?

Nie tylko na wolności temat Tomka Komendy wzbudził współczucie i otworzył oczy na wiele nieprawidłowości i cierpienia. Zapewne takich „spraw” jest o wiele więcej a my dowiadujemy się tylko o tych nagłośnionych. Przedtem głośno o tej sprawie było, jak sprawca został schwytany i osądzony. Służyło to temu by pokazać jak dobrze działają organy ścigania.

Medialne 25 lat wyroku dla zabójcy i gwałciciela to jest właśnie początek gnębienia Tomka Komendy. Podkreślanie słowa „gwałciciel” to jak przykładanie ręki do każdej obelgi, jaka padła w jego stronę w więziennym świecie.

Ponieważ przebywam tu już dłuższy czas, kilkanaście lat, ośmielę się jedynie stwierdzić, że w małym stopniu umiem sobie wyobrazić i zrozumieć, co Tomek Komenda musiał przechodzić po tej stronie muru.

Często się tu słyszy, że ktoś „siedzi za niewinność”. Do dziś nie wyczułam, po co to ludzie mówią. To jest chyba forma obrony przed opinią innych. Po jakimś czasie to przestaje działać a nawet zaczyna przeszkadzać. Przy sprawie tragedii Tomka, staje się to bezczelnością.

Nigdy nie miałam próby samobójczej, ale z myślami kilka razy się pobiłam i wiem, że jeszcze do tych wewnętrznych kłótni zawsze może dojść. Długoletnie przebywanie w tym miejscu, w zamkniętej celi, gdzie na tak mało rzeczy ma się wpływ, jakoś gniecie dobre myśli. Tu się nie ma przyjaciół, a jakakolwiek próba zwierzenia się wykorzystywana jest przeciwko tobie. Boisz się okazać lęk, wstydzisz się powiedzieć, że ci smutno. Większość ludzi nie planuje pobytu tutaj, a już na pewno nie spodziewają się tego ludzie, którzy nic nie zrobili.

Ratuje jedynie rodzina, ich wiara w ciebie, lub bycie przy tobie wbrew wszystkiemu. I  pomimo, że możemy na nich polegać, nie potrafimy powiedzieć o pewnych występujących tu zachowaniach. Trudno jest wytłumaczyć, że nie raz, nie po swojemu trzeba było się zachować.

Parę lat temu w innej sprawie też doszło do uniewinnienia. Wtedy chłopak był skazany na dożywocie. Wyszedł po 12 latach. Dziś o nim się już nie mówi. Zawsze jest głośniej o zatrzymaniu i skazaniu. Żeby wyrok odstraszał.

Dożywotnie pozbawienie wolności to powolna kara śmierci. 18 lat za niewinność to jak umieranie na raty. Umieranie osadzonego i jego rodziny.

Niewyobrażalne jest to, że Tomek przeżył, dotrwał do usłyszenia, że jest niewinny. Chciałabym wiedzieć, że świat nie zapomni o tym, co spotkało Tomka. Takich Tomków jest więcej.

Oby i w tym przypadku czas wyleczył rany.

Pełnoletnia

Poszukiwanie

    Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

Minął rok od publikacji reportażu jednej z naszych wolontariuszek:

http://www.rp.pl/Plus-Minus/303309935-Tereska-Rozwiazujemy-zagadke-slynnego-zdjecia.html

Z tej okazji blogerki  ewkratke.fundacjadomkultury.pl, które przez cały czas bardzo mocno wspierały autorkę w jej szukaniu dziewczynki ze zdjęcia, rozważają, czym jest dla nich hasło „poszukiwanie”.

Moje życie zawsze było jednym wielkim szukaniem. Od dziecka nigdy mi niczego nie brakowało, pozornie było ono pełne radości, miłości, troski, wsparcia, rodzice zapewniali mi wszelkie dobra materialne…

Od momentu ukończenia 14. roku życia zaczęłam się zmieniać z grzecznej, poukładanej dziewczynki, stałam się butną nastolatką, szukałam swojej drogi wśród różnych towarzystw, szukałam swojego stylu, szukałam upodobań muzycznych. Zaczęły się moje wybryki, ucieczki z domu, pierwszy alkohol, pierwsze kontakty z lekkimi narkotykami, no i oczywiście pierwsze wpadki u rodziców.

Wtedy ze strony taty zawsze padało jedno pytanie: „czego ty szukasz, przecież masz wszystko”. Ale czy modne ciuchy, kosmetyki, spore kieszonkowe, luz w domu to było dla mnie wszystko? Teraz wiem, że nie – szukałam zainteresowania rodziców, zwykłego, codziennego pytania: „co słychać?”, „jak się czujesz?”, „masz jakieś problemy?”, „chcesz pogadać?”. Tego mi chyba brakowało… Szukałam ciepła, szukałam zwykłej, prostej relacji rodzice-córka.

Czy teraz moja córka szuka tego u mnie?

Aneczka

Zamierzam kiedyś, po wyjściu na wolność, spróbować odszukać kolegę z dawnych lat, który kiedyś, bardzo dawno temu, był chyba moją pierwszą prawdziwą miłością – co zrozumiałam później, po wielu latach. Nie będę teraz o tym więcej pisać, bo nigdy nie chciałabym, żeby się dowiedział, że byłam lub jestem w więzieniu.

Ale najbardziej dziwi mnie to, że właśnie po tylu latach ni stąd ni zowąd w ogóle sobie o nim przypomniałam. Jest to być może dla Was śmieszne, lecz wiem, że to była prawdziwa miłość.

Poza tym, jak zrozumiałam po tych wszystkich latach i z doświadczenia życiowego, był bardzo wartościowym człowiekiem. Na pewno po ponad trzydziestu latach założył rodzinę itp. Ale to i tak mi w niczym nie przeszkodzi.

Barbarka

Zawsze czegoś szukamy. Życie wielokrotnie weryfikuje cele naszych poszukiwań. W miejscu odosobnienia, w tym niewiele wartym miejscu, mamy czas, by szukać wartości. Czego można szukać w więzieniu? Jaką wartość ma dla człowieka pobyt w tym miejscu? Czym jest odbywanie kary? Szukaniem tego, co się utraciło. Co jeszcze pozostało do stracenia. Szukaniem Bożego planu w tym całym nieszczęściu. Tak wiele jest do znalezienia w sobie, bo szukanie czegoś w innych jest stratą czasu.

Szukam w sobie błędów, złych wyborów, niewłaściwych decyzji, zbyt dużej empatii, zbyt mało egoizmu. Szukam powodu, dlaczego musiało zdarzyć się tyle sytuacji, w których ponosiłam straty, a rozwiązanie było jedynym dostępnym w danym momencie. Życie.

Poszukiwanie w sobie jest niekończącym się procesem pracy nad sobą, przyszłością i godzeniem się z przeszłością.

Szukajmy, bo warto…

Marta M.

Całe życie szukamy. Czego? Czasami sami nie wiemy, ale szukamy. Jedni miłości, drudzy pieniędzy, trzeci fejmu i sławy. Można też szukać problemów, wrażeń, nowych fetyszy, dzikich doznań…

Czego ja szukam? Szarości, codzienności, normalności. Napisałam nawet kiedyś tekst z podkładem, nawiązujący do poszukiwań:

Dziś powrót do szarości

Ucieczka od zgiełku i trywialności

Może nie jestem już fajna

Ale nie trywialna

Ja wolę jasność

A nie wsiową przaśność.

Ela

Na wolności

 

Za murem zajmę się mężem i synem.

BB nie boi się wolności. Nie ma problemu z przeżyciem do pierwszej wypłaty jak dziewczyny, na które nikt nie czeka. BB ma oparcie.

Po wyjściu z więzienia na pewno zadbam o moją rodzinę. Nadrobię czas, podczas którego nie było mnie z najbliższą rodziną. Będę spędzała każdą wolną chwilę z mężem i z synem. Przez to, ze tu jestem mój maż nie ma czasu. Musi zajmować się domem firmą i dzieckiem.

Wyjadę też z mężem i synem na jakąś wycieczkę. Najlepiej w góry. Może pojedziemy do Zakopanego gdzie mamy przyjaciół, u których często bywamy. Będziemy zwiedzać jaskinie po polskiej i po słowackiej stronie. Pochodzimy po górach. Pójdziemy na zjeżdżalnię grawitacyjną na Krupówkach.

Na pewno zrobię wszystko żeby już nie wrócić do więzienia. Wrócę do pracy i nauczę się jeździć na rowerze.

„BB”

Projekt innowacyjny “RER – rozgwiazda edukacji i rozwoju” realizowany jest w ramach Projektu grantowego „TransferHUB generowanie, wsparcie grantowe i inkubacja innowacji społecznych. Przejście z systemu edukacji do aktywności zawodowej”

Ludzie dobrej woli

 

 

Chciałabym podzielić się z Wami moją refleksją. Jestem w więzieniu na oddziałach szpitalnych w Łodzi. Pracują tutaj panowie – osadzeni. W budynku obok mają swoje więzienie. Praca jest ciężka i jak obserwuję, bywa niemiła. Przyjeżdżają tu różni ludzie, w różnym stanie. Jestem zdumiona życzliwością i takim prostym dobrem tych pracowników w stosunku do pacjentów. Chłopaki o mnie dbają. Naprawdę. A to długopis, a to pomidor, a to jabłko, a to więcej surówki ido obiadu. Są też bardzo życzliwi, uśmiechnięci. Rozumiem, że jestem kobietą, w dodatku jedyną na oddziale, ale mimo wszystko.

Jestem tym bezimiennym chłopakom bardzo wdzięczna za tą ludzką troskę i życzliwość, zwłaszcza, że doświadczam je w tak bardzo trudnych dla mnie okolicznościach. Jest mi łatwiej znieść chorobę, ból, izolację i wynikającą z niej samotność.

Nie wiem, czy będę miała możliwość tym panom jakoś podziękować – może to być logistycznie bardzo trudne. Więc chcę się podzielić z Wami tą refleksją, tym doświadczeniem.

Nie wiem, za co chłopaki odbywają karę, ale wiem, że mnie chorej, wystraszonej nową sytuacją kobiecie, okazali wiele troski, uśmiechu i radości.

I chciałabym, żebyście o tym wiedzieli, że w Szpitalu przy ZK 2 w Łodzi spotkałam LUDZI. Pięknych ludzi.

Aniucha

Na wolności czeka praca i przyjaciele

Spora część odsiadujących kary więzienia dziewczyn ma mgliste pojęcie, co się będzie z nimi działo jak wyjdą na wolność. Basia jest przekonana, że czeka na nią spokojne życie.

Nie mam problemu z zaaklimatyzowaniem się na nowo. Mam ten problem z głowy. Wracam do swojej byłej firmy. Do emeryturki zostało mi pięć lat. Prace mam zapewnioną, a reszta z biegiem czasu sama się wyklaruje.

Ale… pragnę na nowo powiększyć moje więzi z rodziną i bliskimi, którzy na obecnym etapie mojego życia wspierają mnie duchowo i materialnie. Uważam, że teraz jest najlepszy czas na zorientowanie się, kto tak naprawdę był lub jest moim przyjacielem. Prawdziwym przyjacielem, a nie wyuzdanym nędznym aktorzyną.

Basia M.

Niewinni – winni. Czyści – brudni

 

Bardzo często spotykamy się z zarzutami, że jesteśmy ludźmi X kategorii. Że nie jesteśmy ludźmi w ogóle.
Tak, popełniłyśmy przestępstwa o różnym ciężarze gatunkowym. Zgadza się, zostałyśmy skazane i ukarane pozbawieniem wolności. Poznosimy konsekwencje własnych czynów. Do więzienia „zaprosiłyśmy się” same. To wszystko prawda. Żadna z nas tego nie neguje.
Ale zanim rzucisz kamieniem, wylejesz wiadro pomyj, zanim zmieszasz nas z błotem – pomyśl – czy sam byłeś, jesteś w porządku?
Takie niby banały: niezapłacony podatek od wynajmowanego mieszkania, trochę szybsza jazda na czerwonym, klaps ‘sprzedany” dziecku, stłuczka, której nie było – a odszkodowanie z ubezpieczenia i owszem, przeziębienie, które nie jest ciężka grypą i ‘wyproszone” L4. Lista jest długa a granica między występkiem, wykroczeniem a przestępstwem, bardzo cienka. A może jesteś w grupie myślących: mam farta, nikt mnie nie złapie, nikt mi niczego nie udowodni…
Będąc w więzieniu nadal pozostajemy ludźmi. O różnej wrażliwości, charakterach, przeszłości. Kim będziemy w przyszłości – czas pokaże.
Ale Ty, który na oślep rzucasz kamieniem, zastanów się czy jesteś w dobrym miejscu, o dobrym czasie, wśród dobrych ludzi? Bo czasami ten tylko niefortunny zbieg okoliczności, może Cię przyprowadzić do bram więzienia.
Wszystkim życzymy rozsądku i mądrych wyborów. Samym sobie także.
– aniucha

Postwalentynki – walentynki za kratami

 

 

Powalentynkowe refleksje  zza krat

Walentynki również dla osób siedzących w zakładzie karnym są dniem wyjątkowym. O przeżyciach związanych ze świętem zakochanych piszą dziewczyny z grochowskiego aresztu.

Dzień ciepłej serdeczności nie tylko dla zakochanych. Kolorowe emocje w kształcie serduszek. Bardzo sympatycznie otrzymać kartkę od kogoś bardzo bliskiego. Jednak miło dostać dowód pamięci i sympatii w miejscu, w którym jesteśmy. Walentynki dla mnie zasadniczo nie mają znaczenia większego niż codzienne telefoniczne relacje z bliskimi mi osobami. Pamięć i gotowość do kontaktu wysłana, jako walentynka jest czymś bardzo miłym.

Nie jestem w związku, dlatego inaczej traktuję ten dzień. Otrzymane w tym roku kartki to oznaka ciepłych kontaktów z ludźmi, którzy są blisko, chociaż daleko.

Aneta M.

Lubię każde święto, również Walentynki. Może są bez sensu, ale mają wymiar pozytywny i to się liczy. Nie muszą być wiersze i serenady pod oknami (ale jeśli ktoś tego potrzebuje, a ta druga osoba chce to dać, to jak najbardziej trzeba się spełniać).

Mnie osobiście Walentynki wprawiają w dobry humor. Na mieście jest bardziej kolorowo (kwiaty, serduszka, itd.) . Jest powód do spotkania z przyjaciółmi i rodziną przy kawie i ciastkach w atmosferze „love”. Z partnerem też ten dzień można spędzić inaczej niż, na co dzień.

I o to chodzi. Prawda?!

UA

Walentynki w więzieniu to chyba tylko oczekiwanie na pamięć w formie kartki. Osobiście otrzymuję takie serduszka-kartki od bliskich. Mam tu na myśli również rodziców. Ale też zdarza się jakiś Walenty anonim. To jest wtedy tematem do rozmów w celi: a kto to może być?, a czego będzie później chciał?

Prawda jest taka, że każda forma pamięci jest miła a jakby do tego wpadła czekoladka – to byłoby jeszcze słodko.

Życzę dużo miłości i uśmiechu i jak kto potrzebuje – drugiej połówki.

Pełnoletnia

Przedstawię to szczerze i bez pitu, pitu w dobrym tonie i stylu. Od lat to amerykańskie święto ma swoich zwolenników i przeciwników. Dla mnie to komercyjne święto producentów czekoladek i kiczowatych ozdóbek. Miłość za czekoladki i tanie gadżety.

Walentynki, jeśli już się znajdzie tę drugą połówkę powinny trwać cały rok. Wtedy jest jakiś sens tych wszystkich piosenek i lirycznych tekstów. Tylko prawdziwa miłość zdarza się raz. I nie mylmy pojęć między lubieniem i tym mocniejszym lubieniem, bo jak przestaniemy już lubić, to jest bardzo duża wiązanka, już nie róż i czekoladek a epitetów.

Każdy związek, czy sformalizowany, czy bez papierka, jest inwestycją w emeryturę i nie zaczynajmy go od końca. Zacznijmy od przyjaźni. Jak emocje opadną zaczyna się drugi równie fascynujący etap, w którym dalej jesteśmy razem, dalej się przede wszystkim rozumiemy. Dlatego ja swoje walentynki obchodzę codziennie.

Na podsumowanie proponuję przyjrzeć się bliżej osobie patrona tego dnia, świętemu Walentemu, który był patronem osób obłąkanych i chorych psychicznie, a nie fanów czekolady.

Ela

Oszust matrymonialny

 

Oszukiwał kobiety… Na ich własne życzenie?

Jako wprawkę do dziennikarskiego fachu dziewczyny z zamka zapoznały się z jednym z artykułów naszej wolontariuszki: https://kobieta.wp.pl/tulipan-z-gorzowa-uwodzil-rozkochiwal-a-potem-okradal-6037599504209025a

Historia pani X, uwiedzionej przez oszusta matrymonialnego Marka Ł., który „uwodził, rozkochiwał, a potem okradał” wywołała na naszych zajęciach blogowych  gorącą dyskusję. Niektóre z dziewczyn postanowiły zabrać głos publicznie, na eWkratke.

Moim skromnym zdaniem ludzie sami takich oszustów tworzą. Mamy XXI wiek, świat doświadczył masę zła. Nasze pokolenie uczy się od dziadków o wojnach, o ludziach, którzy doprowadzili naszych przodków do ruiny, śmierci. Później nadeszła komuna – i znowu zostaliśmy brutalnie potraktowani. A Polacy dalej są naiwni. Uważam, że to wina samej tej oszukanej kobiety, bo wiedziała, że jest na ryzykownym etapie życia – czyli podatna na emocjonalne wahania, szukająca oparcia. Jeżeli jako osoba dorosła ma tą świadomość, to nie powinna popełniać ryzykownych posunięć.

Poli

Smutna historia, jednak chyba powinniśmy więcej uwagi przywiązywać do sposobów budowania relacji. Zbyt naiwnie podchodzimy do znajomości wirtualnych. Nie można związkiem nazwać kontaktów nie w “realu”. I nie możemy jako dorośli ludzie tłumaczyć swoim złym stanem emocjonalnym niedojrzałych i ryzykownych zachowań. Oczywiście od reguły są wyjątki, a każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie.

Ituś

Myślę, że wielu z nas można oszukać. Być może nie dałabym się oszukać jakiemuś lowelasowi, ale mam kochanego synka, który jest chory na autyzm i gdyby ktoś chciał mnie oszukać, wykorzystując to, że zrobię dla swojego synka wszystko, myślę, że mógłby mnie złapać, obiecując mi dobre leczenie i najlepszych specjalistów. Moim zdaniem każdy ma coś dla niego ważnego, na co można go złapać i oszukać.

Oldżi

Moim zdaniem kobiety, które dają się oszukać na duże pieniądze mężczyźnie, którego nawet na oczy nie widziały, są naiwne. To nie jest dobroć, lecz głupota. Są na pewno samotne i zdesperowane. Dopóki ludzie będą dawać się oszukiwać, ten proceder nie ustanie.

BB